Przejdź do głównej zawartości

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

Komentarze

eva pisze…
Nie zatrzymuj się :D
J. pisze…
Evo- nie prowokuj ;-)
fischerwoman pisze…
Dobrze, że mieszakania szukasz tu a nie w Trójmiescie, tam ceny mieszkań w stosunku do wysokości zarobków są horrendalne! I zostaniesz z nami duszko moja :*
J. pisze…
Moja Kochana :*:*

choć w p. ceny mieszkań też są z dupy! :(
fischerwoman pisze…
Mój szwagier stwierdził, że taniocha w porównaniu do Gdańska! choć wiem, jak mysle o tej kwocie, mam gesią skórę...
Życzę powodzenia, będzie dobrze. Może nie łatwo, ale skończy się dobrze :) Serdecznie pozdrawiam. :)
Mirabelka pisze…
Siemka! :) A ja wierzę że człowiek jest w stanie ogarnąć każdą kuwete oczywiście z większym bądź mniejszym skutkiem. Tak mi podpowiada mój umiarkowany optymizm ;) Nastawilam pranie i wpadłam się przywitać.
Mily pisze…
https://www.youtube.com/watch?v=YI2XuIOW3gM&index=14&list=LL2Ql8qzHdIGizNondTYV-cw&t=0s

Popularne posty z tego bloga

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …

jak zyskać i stracić szacunek w 10 minut

więc poszłam na ten crossfit, co się mi marzył od kilku miesięcy, pierwsze poważne zajęcia on ramp, dla początkujących.  Dziesięć osób, pięć kobiet, pięciu panów, na pierwszy rzut oka widać, żem najstarsza, ale staram się, żeby nie odbierało mi to animuszu ni wątłej wiary w siebie. Zaczynamy, korygujemy, cieszymy się, pot się leje, postanawiam jako jedyna z lasek robić normalne pompki, a nie wyciskanie na pudle, pochwały, szacun.
Przechodzimy do treningu, który, prócz tego, że ciężki bardzo (ręce!), mamy robić na czas... Więc start, tempo adrenalina, pot, łzy... I jest! Najlepszy czas w grupie, gratulacje, euforia.
Schodzimy do szatni, laski mi gratulują i pytają, czym się zajmuję w zyciu, mówię nieśmiało, że pracuję w firmie programistycznej ... Hura, jesteś programistką, mega, szacun. Nie, mówię, nie jestem.  Menadżerką! krzyczy jedna, super, tak ja! Jestem menadżerem produktu.. Nie, nie jestem menadżerką. Konsternacja. To, co robisz? no pracuję w sekretariacie bąkam strapiona. Las…