Przejdź do głównej zawartości


"Stojący w porcie statek jest bezpieczny, ale statków nie buduje się po to aby stały w portach." (Grace Hopper)

no właśnie
nieco mi to przypomina historię koguta z opowieści deMello, tego koguta, który urodził się orłem

to ja jestem tym kogutem, tym statkiem, tym wszystkim, co nie odważyło się sięgnąć dalej, niż widzi
tym, co się boi, wiecznie boi się porażki, dlatego nie podejmuje próby

to jest jakiś sposób na życie, dobry może, jak każdy inny
tylko nieco nudny. Smutny. Żałosny taki.

Wystawiam twarz do słońca i nie obiecuję sobie poprawy. Chciałam w zyciu większych rzeczy, sukcesów, karier, stanowisk, ale. 
Nigdy nie wypłynęłam na morze, na burze, na sztorm. 

mój statek stoi na kotwicy, moje auto wiecznie na ręcznym, a ja zawsze będę zazdroscić ludziom, którzy mieli odwagę sprawdzić, na co ich stać.

Komentarze

Sikoreczka pisze…
Ryzyko...
a co będzie jeśli? a co ludzie powiedzą ... a może, lepiej nie bo tyle jest minusów. Lepiej nie, bo zakończy się wszystko tak albo siak. Hehh życie.


Sama czasem boję się ryzyka. Jednak parę razy ryzykowałam i udało się, parę razy zaś spaliło się wszystko jak kartka ginąca w ogniu - w drobny mak.
Są momenty, że należy zaryzykować, a są takie że lepiej nie wystawiać nawet końca nosa. Wybory, walka wewnętrzna ... ale czasem trzeba zrobić ten krok do przodu.

pozdrawiam.
J. pisze…
ależ ja idę nieustannie do przodu
i nie obchodzi mnie, co powiedzą ludzie :)

obchodza mnie moje własne ograniczenia i strachy, muszę je oswoic. a jeśli nie da sie oswoić, to chociaż zaakceptować :)
Julia K pisze…
A z drugiej strony o ileż mniej rozczarowań.
Nie?
Ja tam czasem wolę nie sprawdzać, co by było gdyby.
Cmok :*
J. pisze…
Julko, ale właśnie mnie chodzi o to, że jato czasem wolałabym sprawdzić
Ale sie boję :P
Julia K pisze…
Potrzymałabym za rękę, żeby dodać odwagi, ale chyba nie da rady
J. pisze…
niemniej jednak możesz wirtualnie kopnąć w zadek :P:P
Julia K pisze…
hahaha nie poczujesz!
Zrób sobie rachunek, zysków i strat. To może pomóc.
fischerwoman pisze…
Mózg w słoiku. To określenie pomysłów, zamiarów, planów, których nie mamy odwagi zrealizować i zostają tylko i wyłącznie w naszej głowie albo w szufladzie, jeśli mieliśmy odwagę zrobić krok i choćby przelać je na papier. To chyba znak naszego pokolenia - chciałabym, ale się boję. Wychowanie, zachowawczość naszych rodziców, zasady wpajane od poprzednich pokoleń, żelazna kurtyna, same ograniczenia... nasze dzieciaki są zupełnie inne, wszystko musza zobaczyć, wszystkiego dotknąć, wszystko powiedzieć-a czasami mogłyby trzymać język za zębami, prawda? Brakuje nam amerykańskiego podejścia "yes, I can"! i przez to duuużo w życiu tracimy. Ja też jestem zachowawcza i wiele razy nie podejmuję ryzyka. Za to Ty powinnaś przerobić, przemielić swoje strachy z fachowcem i dużo więcej byś w życiu posmakowała :) Buźka Mała!
J. pisze…
Buźka Duża :)))

postaram się wyciągnąć mózg ze słoja :)

Julka- jakbym nie patrzyła to robotę zmienić muszę :)) Bo się wykończę :*
Julia K pisze…
No to już!
Do boju. Dasz radę, ja to wiem :*
J. pisze…
ja jeszcze nie ... :)))
Julia K pisze…
No przecież Ci mówię, to już wiesz!
Dalia pisze…
Takie znajome jest to co piszesz .
Pozdrawiam ciepło

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…