Przejdź do głównej zawartości

o oczekiwaniach



mam paskudną cechę - piszę własne scenariusze i oczekuję, że będzie tak, jak sobie wymyśliłam, mniejsza, jeśli dotyczy to mnie, gorzej, że mam oczekiwania wobec własnego dziecka

i jakże często rozbijam sobie o nie nos :P

bo moje dziecko jest właściwie dzieckiem doskonałym i pewnie nawet chciałoby być takie jakie się spodziewam, że będzie, ale na szczęście jest sobą... To znaczy, że nie lubi się uczuć i ma wylane na szkołę, nawet jeśli czasem bardzo mnie to wkurza. Zwłaszcza nie ma talentu ani ochoty do angielskiego i muzyki, co, oczywiście, idzie w parze, bo muzyka zawsze idzie w parze z nauką języków obcych, nawet na filologii mi to tłumaczyli i wiedziałam dlaczego. Dziś wiem tylko, że tak jest bez żadnej wątpliwości :P Oczekiwałam też, że moja córka będzie raczej czytać książki i rozwiązywać intelektualne problemy, ewentualnie zajmie się filozofią lub kosmosem ;) no tak :). Czytać owszem umie :P nawet lubi podobno, ale nie ma czasu, bo moja córka- czego kompletnie sie nie spodziewałam, jest mistrzynią rolek, roweru, deskorolki i ryzykownych zachowań (tak, na pewno jest to wina skrzywionej i trudnej więzi z matką oraz niedoborów emocjonalnych z życia prenatalnego :P). Córka nie życzy sobie siedzieć lub chodzić, może biec, a najlepiej pędzić. skakać z rampy, zjeżdżać na rolkach ze schodów, testować swoje możliwości i moją cierpliwość. Do tego wszystkiego jest to egzemplarz niewiarygodnie wrażliwy, skomplikowany i niełatwy w obsłudze. Najgorzej. Strasznie do mnie podobny i związany ze mną na amen. 

codziennie uczę się tego, że ma prawo być sobą i, że uwaga w dzienniczku to nie koniec świata :P Uczę się bardzo powoli i opornie tego, że moje marzenia są moje tylko, a świat i tak zrobi, co chce. Tak, jak moje dziecko.

Być może wybawieniem dla mego trudu macierzyństwa byłyby kolejne dzieci. Hahaha. Myślę sobie, że mam wielkie szczęście w życiu, ale niewiarygodna ze mnie maruda.

( muszę się trochę porozprawiać z tym tematem, bo mnie to męczy ostatnio)

Komentarze

Sikoreczka pisze…
Są sprawy na które mamy wpływ i możemy coś zaplanować w tym kierunku, ale większość niestety nie jest w naszej mocy. Może inaczej ... będziemy zmierzać ku naszym marzeniom a jaki będzie ostateczny rezultat - czas i życie pokaże.

pozdrawiam

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …