Przejdź do głównej zawartości

o nieodnalezieniu


zaczęło się o 7.40, wyszłam na parking do auta, a auta nie było
zatem poszukałam na kolejnym parkingu i jeszcze jednym... aż T podsunąl mi myśl, że przecież niekoniecznie ja parkowalam ostatnio, bo to on był u wulkanizatora, także ostatecznie "kochanie skręć w lewo koło przedszkola, potem w prawo i na 12.30 masz swoje auto"

potem nie odnalazłam się w pracy, ani na kursie pierwszej pomocy, który uswiadomil mi, że jednak boję się za mało i za rzadko
a potem to już pogubilam się po całości, bo czemu nie, prawda?

czasem mam wrażenie, ze jeszcze chwila, a już kompletnie się nigdzie nie znajdę
w żadnej czasoprzestrzeni
ani równoleglej rzeczywistości
prostopadlej chyba też nie

Komentarze

fischerwoman pisze…
Od rana miałaś podniesione ciśnienie, nie ma co :) I tutaj (obok cyferek i zestawień) wyszła Twoja filozoficzny-romantyczna natura pt. "pogubiłam się" - uwielbiam dwoistość Twojej natury :)
J. pisze…
hahahhahahah

ja zaś uwielbiam Ciebie :)

Cmok w nos :*
eva pisze…
Miło jest mieć kompas w zasięgu ręki... Oczywiście znam cenę.... ;)Ale nie znam odpowiedzi na pytanie: czy warto tyle płacić? ;)Czy to już kurewstwo czy tylko zagubienie?
J. pisze…
Kurewstwo? :-)
eva pisze…
O noł! Niepoprawnie napisane? ;)

Dżej, niezamierzony skrót myślowy, który prowadzi do historii toczącej się tuż obok. Jakby nie patrzeć - niefortunny. Czy Ty mi wybaczysz? :D
J. pisze…
No jasne :):)
bylam ciekawa kontekstu :D

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka