Przejdź do głównej zawartości

o kamieniu wulkanicznym



po raz nie wiem który oglądam "Closer"

uwielbiam piosenkę D. Rica The blower's daughter...
No love, no glory
No hero in her sky..
no ale nie o tym chwilowo

zazwyczaj już na początku filmu przypominam sobie, że nie powinnam go oglądac, bo jest przeraźliwie smutny i robi mi źle
robi mi na pamięć, która zaczyna odtwarzać swój własny film

ile razy kochaliście?

ja cztery
Łukasz, Piotr, L i M

byłam trzy razy zaręczona, ale tylko raz z facetem, którego kochałam
jest mężem innej, nie żal mi tego, tak musiało być ;)

przy pierwszych dźwiękach piosenki Rica myślę o kawałku zastygniętej lawy z Etny, który dostałam 6 lat temu. Kiedy położyłam go na biurku Sylwia krzyknęła- wyrzuc to szybko, kamienie wulkaniczne przynoszą pecha!
Wyrzuciłam o 3 lata za późno. Szczegół. Jestem kiepska w wyrzucaniu złudzeń.

Ten chaotyczny wpis jest o tym, że nigdy w tych czterech powyższych przypadkach nie wiedziałam, co pójdzie źle, ale bankowo wiedziałam, że coś się zjebie.
I jeszcze o tym, że to nie kamienie przynoszą pecha, ale ludzie sami sobie.
I może o tym, że być bliżej kogoś znaczy cierpieć mocniej i bardziej. Dlatego nigdy nie związałam się z facetem, którego kochałam. Prędzej, czy później oznaczało to rozczarowania i ból. Raczej prędzej. Mimo wszystko

Komentarze

Urbi pisze…
Ten film i mnie zwyczajnie boli. I też nie mam szczęścia w miłości. Kochałam mężczyzn, którzy nie kochali mnie, kochali mnie mężczyźni, którym nie mogłam odwzajemnić uczucia. Nigdy nie było po prostu dobrze i po równo.
J. pisze…
No dokładnie jak piszesz...
Sikoreczka pisze…
Bo życie to nie bajka, że jedno spojrzenie i kochają się ludzie ot tak, od zaraz.
Tak jak Urbi pisze wyżej ciężko jest trafić, ale wierzę, że się da.
Trafiłam, mimo, że może nie kocham aż tak ale każdy brak obecności Jego przy mnie płacę totalną tęsknotą.

pozdrawiam
Anonimowy pisze…
Dzieki Tobie obejrzalam ten film
Dzieki :)
Nina
J. pisze…
to super, Nino, mam nadzieję, że Ci sie podobało :)

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka