Przejdź do głównej zawartości

o cyfrach



  w moim budowaniu własnego mitu o sobie niezwykle ważna zawsze była dla mnie poezja ;) wprost niebywale chciałam uchodzić zawsze za osobę mądrą, duchowo dojrzałą, kreatywną i wewnętrznie spójną
ekhm
  gdybym miała wskazać na jakiś obraz, na którego podobieństwo próbowałam tworzyć, to może Dalajlama, ewentualnie mnisi buddyjscy :):):)
w pracy i zyciu pragnęłam zawsze doznań mocnych i niezwykłych, oceanów zachwytów i mórz miłości, w których mogłabym tonąć. bez szwanku dla uduchowionego życia.

  więc los zechciał, iż tak naprawdę mam smykałkę do niewielu rzeczy, a jedną z nich są cyfry. od jakiegoś czasu przejęlam w firmie wszystkie kwestie związane z finansami i pieniędzmi. i, ku mej rozpaczy :P, radzę sobie z tym naprawdę dobrze. pracy jest masa, niuanse, szczegóły, presja czasu... a jednak lubię to. te pełne ekscytacji chwile, kiedy siadam i robię budżet na najbliższy miesiąc, kiedy łapię nitki poszczególnych drobnych przeszkód, które sprawiają, że budżet mi się nie spina, choćbym stanęła na rzęsach :P a jednak udaje mi sie za kazdym razem... to wszystko wymaga porządku i systematyczności, a nie uduchowienia i oderwania od świata
a ja właśnie taka jestem- prosta, systematyczna, skuteczna i w miarę uporządkowana
mam pamięć do cyfr, dzięki czemu pamiętam nie tylko daty urodzin wszystkich znajomych i prawie wszystkich ludzi w firmie, ale też stany kont czterech spółek, którymi się zajmuję, kursy euro NBP z ostatniego tygodnia i, rzecz jasna, większość dat historycznych, które kiedykolwiek musiałam zapamiętac :)
natomiast stan mojej duszy, wewnętrznej mądrości i harmonii mozna by określić jako nieistniejące lub pozorne :)))

  prawda jest taka, a doszłam do niej stosunkowo niedawno, że jestem dość durna i w ogóle nie mam daru kreatywnego myślenia, bujania w obłokach i wiary. duchowej wiary. Emocjonalnie jestem przedszkolakiem, który dał się wysadzić w kosmos jednemu zdarzeniu, które nazwał milością.

  "Wywołałeś we mnie taki pożar, że sama już nie wiem, co mam gasić najpierw: miłość czy nienawiść." (Borszewicz) to zdanie ładnie określa moje emocje sprzed roku mniej więcej. Dziś, kiedy spotykam M (w tym roku dwa razy to sie zdarzyło) jestem raczej zdziwiona brakiem własnego rozedrgania, tym, że zgasiłam ten pożar. Że nie umarłam. Serio. Myślałam, że tego nie da się przeżyć. Ja, proste, naiwne dziewczę, nadające się do ślęczenia przy książkach, excelu, do wkuwania definicji i dat, nie miałam pojęcia, że może przyjść taki pożar. Taki ocean. Taki huragan. :) Czytam czasem stare wpisy i nie potrafię poczuć tego, o czym pisałam. Wiem, pamiętam, mam kilka zdjęć i kilka blizn wyciętych nożem na dłoniach. Mam świadków, mam pamięć, ale nie mam czucia. Jakby coś totalnie zdemolowało mnie od środka i zerwało połączenia z sercem.
Mój stan totalnego odrętwienia przeszedł powoli w normalność. Myślę, że wszystko, co mnie spotkało było mi potrzebne. Dziś wiem, że moim światem są cyfry, rzeczy przewidywalne, wszystko, co blisko ziemi i wszystko, co raczej nudne :) Oceany, huragany, milość i inne nieszczęścia to zupełnie nie moja bajka :)
***


Nic się nie stało. Chwała Bogu, że nic się nie stało.


To nieprawda. Coś się jednak stało. Ona szła ku mnie z miliona przypadków omijając miliony alternatyw i ja szedłem ku niej podobnym sposobem. Wiele gwiazd zapaliło się i zgasło w tym samym czasie, kiedy szliśmy sobie naprzeciw. Wiele małych wszechświatów urodziło się i skonało (...). Ładne mi "nic się nie stało".
— Tadeusz Konwicki

Komentarze

Julia K pisze…
Wszystko przez te Twoje "planistyczne" skłonności. O!
I wszystko jasne. Plan - realizacja, do tego sumienność i upór.

A tak na przyszłość jak gasić to wszystko, nienawiść i miłość, parter i piętro, wszak cały budynek płonie :)
J. pisze…
:)))

Masz absolutnie rację!!
Urbi pisze…
Podpisuję się pod autocharakterystyką, choć pamięci do cyfr nie mam kompletnie. Więc o tyyyle jesteś mądrzejsza :)
J. pisze…
Urbi- ale za to fajnie strasznie piszesz :)) więc sie wyrównuje :D
Urbi pisze…
Nie wiem czy fajnie, cyfry są przynajmniej wymierne, rzeczywiste. A słowa, to tylko słowa. Sama wiesz :) Ale dziękuję. Zawsze coś :) Pozdrawiam i nie daj się zwątpieniu. Lubię Twoją wrażliwość i zawsze z przyjemnością tu zaglądam.

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka