Przejdź do głównej zawartości

o byciu na zawsze



 wczorajsze rozmowy, wcześniejsze rozmowy i obserwacje, których jedyną konkluzją jest to, że nie ma "na zawsze"
ktoś nam kiedyś być może obiecał
obietnicą bez pokrycia i z radością naiwną
"na zawsze" nie istnieje

dla mnie to wyzwolenie, wieczność bywa piekłem



A żal, że miłość nie jest na zawsze?
- nic nie jest na zawsze, co najwyżej krążenie wody w przyrodzie. Skąd w ogóle to pragnienie "na zawsze"? I po co? Obracamy się w kręgu uroczych zaklęć

No właśnie, skąd?


- Słowo "zawsze" jest magicznym sposobem zapewniania sobie wiecznotrwałej stabilności. Co więcej, jest równie magicznym sposobem definiowania kresu związku: ma być tak, jak jest teraz. To przecież iluzja. Lepiej ujmuje to buddyjska filozofia drogi: zmierzamy wraz z kimś w tym samym kierunku, czasem idziemy z kimś dłużej, czasem krócej, ale ważne, by w drodze nie być samotnym- ani partner, czy partnerka, ani ja. nie wiem, dokąd wspólnie dojdziemy- może daleko, a może całkiem blisko. nie definiujmy kresu, bo nie kres drogi jest istotny, tylko sensowna wędrówka. Kres każdej naszej drogi wyznacza śmierć.


Dorota Wodecka rozmawia z Wiesławem Łukaszewskim w WO Extra nr 5 (listopad 2013)

Komentarze

fischerwoman pisze…
Masz 100% rację - nic nie jest na zawsze, choć staramy wierzyć, że tak jest. Jak dzieci, które wierzą w Gwiazdora, my wierzymy, że miłość, czułość beda zawsze, choć przychodzi ten dzień, w którym dowiadujemy sie, że Gwiazdora nie ma... podejście buddyzmu jakże prawdziwe! najgorsza jest samotność...
eva pisze…
"na zawsze" jesteś z sobą.

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …