Przejdź do głównej zawartości

no i tak.

rozmywa się nieco ta wiosna, a i mnie jakoś nie najwyraźniej. Kolejne problemy bawią się ze sobą w berka, a czas popiernicza ja młody źrebak.
trochę się naprawiłam, a trochę się zepsułam. najbardziej zepsuła mi się radość bycia i chęć przygód. wykasowałam pliki związane z przeszłością, a w teraźniejszości trochę marznę, choć nieustannie gdzieś gonię.
jeśli chodzi o wewnętrzną wiosnę, to nie. utknęłam na styku listopada z grudniem.
co gorsza, mimo regularnych ćwiczeń i w miarę stabilnej diety nieco mi na obwodach przybyło... nie umiem sobie poradzić ze świadomością, że wyglądam coraz gorzej. to jest bardzo trudne i chwilowo kompletnie nie ogarniam.
może potrzebowałam kogoś, kto absorbowałby mnie na tyle, żebym nie myślałam o tym tak czesto jak ostatnio. ale błędy młodości i jej wypaczenia już stanowczo poszły w zapomnienie.
nie ma żadnych światełek nadziei i nie ma planu na lepsze jutro
jest trwanie i próby utrzymania się na powierzchni
niby nie ma co narzekać, ale nie ma także powodów do zachwytu

w zasadzie to nic nie ma.

Komentarze

fischerwoman pisze…
Szaro-buro i smutno w z tym nowym wyglądem. Za prosto, zimowo. Rozumiem i przytulam mocno.
J. pisze…
Dziekuję Mała :*:*:*

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …