Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2017
w pewnym momencie zrozumiałam, że życie już takie jest
i że nic już nie zmienię
bo kazda zmiana potrzebuje siły, której nie mam
i pociąga za sobą konsekwencje

od dawna wiem, że nie jestem w stanie ich przyjąć i się zmierzyć

równia coraz bardziej pochyła.
no i tak.

rozmywa się nieco ta wiosna, a i mnie jakoś nie najwyraźniej. Kolejne problemy bawią się ze sobą w berka, a czas popiernicza ja młody źrebak.
trochę się naprawiłam, a trochę się zepsułam. najbardziej zepsuła mi się radość bycia i chęć przygód. wykasowałam pliki związane z przeszłością, a w teraźniejszości trochę marznę, choć nieustannie gdzieś gonię.
jeśli chodzi o wewnętrzną wiosnę, to nie. utknęłam na styku listopada z grudniem.
co gorsza, mimo regularnych ćwiczeń i w miarę stabilnej diety nieco mi na obwodach przybyło... nie umiem sobie poradzić ze świadomością, że wyglądam coraz gorzej. to jest bardzo trudne i chwilowo kompletnie nie ogarniam.
może potrzebowałam kogoś, kto absorbowałby mnie na tyle, żebym nie myślałam o tym tak czesto jak ostatnio. ale błędy młodości i jej wypaczenia już stanowczo poszły w zapomnienie.
nie ma żadnych światełek nadziei i nie ma planu na lepsze jutro
jest trwanie i próby utrzymania się na powierzchni
niby nie ma co narzekać, ale nie ma ta…