Przejdź do głównej zawartości

napisz sobie siebie od początku

z płaskim brzuchem, z ciekawością świata, z entuzjazmem, z lokami na (łysej niemal) czaszce, ze wszystkim tym, co chcesz mieć
..

**
nie wszystko wyszło jak chciałam, ale ciągle się piszę
w końcu stałam się najważniejsza w tej historii, co nie znaczy, że było/jest to łatwe
gdyby nie ta koszmarna historia miłosna, prawdopodobnie tkwiłabym w kokonie naiwnej panny wierzącej w bzdury
owszem, zdarza mi się dziś wierzyć w bzdury, ale poziom naiwnosci mi spadł :) Mocno.
kiedyś czułam się puzzlem niepasującym do calości
Dziś czuję się spójną i integralną całością. Ja, moje lęki, świry, płaski brzuch i błyszczące loki. Późno do mnie doszły prawdy podstawowe i żelazne zasady. Jeśli sama czegoś nie zrobię, to nie zostanie zrobione ;) I jeszcze to, że tylko ja odpowiadam, za swoje życie (nawet jeśli los, fatum, przeznaczenie, bóg) ja decyduję co robię z tym, co sie przydarza.

szalenie kuszące jest dla mnie opowiedzenie tej historii jeszcze raz, z dzisiejszej perspektywy

ale najpierw uporządkuję to, co jeszcze mi zostało do uporządkowania i napiszę siebie w nowym miejscu, zagryzę zęby i pójdę tam, gdzie chcę ;)

bo wiem, że mogę

Komentarze

Urbi pisze…
Mam nieodparte wrażenie, że istnieją ludzie składający się z kawałków. Sama też do takich należę. I choć zazdroszczę tym, co stanowią spójną całość, wiem, że nic mi po tym, że muszę akceptować to swoje rozwarstwienie. Nie pisz siebie od nowa, pisz siebie dalej, to wszystko, co się zdarzyło, było potrzebne, by to "dalej" podkreślić grubą kreską. Ściski.
J. pisze…
Ja byłam rozwarstwiona i niespojna, rozedrgana i niepewna... Nie wiem kiedy to wszystko sie zintegrowało. To był długi proces... Dlatego chyba nie umiem pisać siebie dalej. Ta dziewczyna ktora studiowała, brala ślub, szukała szczęścia i guza... Nie umiem do końca tego określić,ale to nie byłam ja. Ja dzis...
Zmieniłam się mimo tego ze dane personalne i helisa DNA są takie same ;-)
Urbi pisze…
Chciałam zacząć - moim zdaniem umiesz, umiałaś i będziesz umiała pisać siebie, bo ciągle to robisz. Ale to opinia czytelniczki Twojego bloga. A życie? Życie żyje się samo, z naszym udziałem większym czy mniejszym. I chyba nie chodzi nawet o to, że się zmieniłaś, bo to naturalne i zazwyczaj oznacza progres, więc jest dobre. Chyba chodzi o to, że ta integracja warstw, to skupienie wokół rozczarowania, żalu. A to już dobre nie jest. Jest masochistycznym rozdrapywaniem ran. I taką poranioną osobę coś przez życie pcha, owszem, ale rzadko jest to jej wewnętrzna siła. Tak sobie gdybam...
J. pisze…
Mysle (choć moze to myślenie życzeniowe) ze,o ile na początku integrować mógł mnie bol, o tyle teraz fascynuje mnie po prostu to, co sie dzieje i kim moge być... Troche jakbym sie obudziła ze złego snu...
Urbi pisze…
A więc najgorsze za Tobą, najlepsze przed Tobą. To dobry punkt, punkt z którego można wyruszyć. Być może potrzebny Ci nowy język, nowe narzędzia, nowe słowa, nowe dogmaty, by użyć ich w opisywaniu nowej siebie i Twego nowego-starego-innego świata. To wiesz tylko Ty. Trzymam kciuki za budowanie tej fascynującej jawy. I kibicuję z całego serca.
słodko-winna pisze…
WArto jeszcze raz płatać się w tym, co było?

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…
"Mieliśmy już za sobą wszelkie powroty i wiedzieliśmy, że się nie wraca ani do tych samych miejsc, ani do tych samych planów. Chyba od tego momentu w człowieku zaczyna się dorosłe życie. Długo nie mogliśmy w to uwierzyć. Nieodwracalność zdarzeń i uczuć jest równie absurdalna jak śmierć, trudno ją zaakceptować. Na szczęście ta wiedza przychodzi na samym końcu: kiedy umiera nam ktoś bliski albo kiedy kończy się miłość.
Ale zanim przyjdzie, człowiek próbuje i próbuje, próbuje o wiele dłużej niż to ma sens." -Grażyna Jagielska