Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2017
jest taki wiersz Jonasza Kofty (zaśpiewany przez Bajora) w którym tak zwany podmiot liryczny wychodzi wcześniej z pracy, bo od lat po raz pierwszy może, spaceruje po okolicy, obserwuje ludzi, przypadkowo natyka się na zakochaną parę...

On coś mówił głupawego
Niewidzialny siadłem obok
Ona tak wpatrzona w niego
Że już być przestała sobą
I poczułem żal do losu
Że jest miłość, ta prawdziwa
Żal niemądry, że w ten sposób
Nigdy na mnie nie patrzyłaś
mimo, że znam ten wiersz od lat i wielokrotnie wraca do mnie jak uporczywe echo, za każdym raze lekko mnie skreca przy ostatnich wersach  To był fatalny dzień
Nie chcę więcej takich dni

To był fatalny dzień
Tą kobietą byłaś ty
Zawsze uświadamiam sobie, że, cholera jasna, on ma rację i to jest racja niezaprzeczalna i niepodważalna - nie wszystko w życiu nas spotka, czego byśmy chcieli. Ba. Większość marzeń sie nie spełni, a miłość... Czasem jest tak że po prostu jej dla nas nie ma. I choćbyśmy czuli największy żal do losu, ludzie których kochamy nie dadzą…