Przejdź do głównej zawartości

nie lubię grudnia

mam prezenty (od 2 msc niemal), mam upieczone świąteczne ciastka, mam plany, mam prawie wszystko, ale grudnia nie lubię

nie mam kasy, co staje się dość problematyczne, w obliczu wyzwań, które stawia życie
nie mam też talentu do niczego (mimo, że niektórzy podkreślają, że jestem niezła w marudzeniu), a co za tym idzie kariery nie zrobię, nawet najmniejszej, nie mówiąc nawet o zmianie pracy

nie lubię grudnia, bo obnaża wszystkie moje pustki i strachy
drwi ze mnie brakiem sił i entuzjazmu, uwypukla wszystkie słabe strony

więc nie lubię grudnia, czuję się żałośnie i nie wiem, co dalej
skończyły mi pomysły i nadzieje

zostaje gorąca herbata i gapienie się w okno

Komentarze

Brombie pisze…
Możesz też chrupnąć pierniczka :)) Jak widać, ewentualności jest wiele. PS. Ja też nie lubię.
J. pisze…
Ty mój pierniczku ...;-)
fischerwoman pisze…
Ja,ja,ja tez nie lubię grudnia..i listopada, stycznia i lutego też. Moje życie powinno się toczyć pomiędzy marcem a październikiem,co najwyżej. I nawet świąteczne klimaty na ten stan nie pomagają. Trzeba założyć grupę wsparcia :)

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …