Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2016
jak co rano zrobiłam kawę, otworzyłam kompa, po przeczytaniu maili zabrałam się za rejestrowanie zamówień i wystawienie FV, oraz przygotowanie załączników dla Niemców (wiadomo Orgnung muss sein). To bardzo żmudne zajęcia, więc tradycyjnie włożyłam słuchawki w uszy i otworzyłam deezera. Kliknęłam na Twój flow, bo lubimy najbardziej to, co znamy i pracuję w pewnym momencie usłyszałam znaną, dawno nie słyszaną melodię... to piosenka, którą dostałam kiedyś.. Siedziałam wtedy z dziewczynami w Zielonej Werandzie i śmiałam się, że on cały czas do mnie pisze, sama nie wiedziałam po co (prawdę mówiąc, do dziś nie wiem) ale ogromnie dużo dawało mi to radości.
to było 4 lata temu i wydawało mi się wtedy, że mogę wszystko, że cud zdarzy sie właśnie mnie, że całe szczęście tego świata będzie moje. Błyszczały mi oczy, miałam w sobie zuchwałość i zadziornie boksowałam się z losem. Wierzyłam, że uda się wszystko, czego tylko zapragnę.
otóż nie

nie lubię grudnia

mam prezenty (od 2 msc niemal), mam upieczone świąteczne ciastka, mam plany, mam prawie wszystko, ale grudnia nie lubię

nie mam kasy, co staje się dość problematyczne, w obliczu wyzwań, które stawia życie
nie mam też talentu do niczego (mimo, że niektórzy podkreślają, że jestem niezła w marudzeniu), a co za tym idzie kariery nie zrobię, nawet najmniejszej, nie mówiąc nawet o zmianie pracy

nie lubię grudnia, bo obnaża wszystkie moje pustki i strachy
drwi ze mnie brakiem sił i entuzjazmu, uwypukla wszystkie słabe strony

więc nie lubię grudnia, czuję się żałośnie i nie wiem, co dalej
skończyły mi pomysły i nadzieje

zostaje gorąca herbata i gapienie się w okno