Przejdź do głównej zawartości

obserwuję siebie uważnie,
może nawet zbyt bacznie i zbyt wnikliwie ;)

     z jednej strony cieszę się, że jest ok, że przeszłam to wszystko, z drugiej strony jest jakiś cień żalu. Że ktoś mnie zawiódł. Że miał być, że ufałam. Może to dziecinne, ale naprawdę szukałam relacji, która daje poczucie pewności, spokój, przyjaźń. Lubiłam rozmawiać. Wcześniej raz tylko w życiu spotkałam kogoś, z kim tak to lubiłam. Ale L od prawie 20 lat nie ma w moim życiu. Co do M, to była pomyłka. Teraz zdarza mi się nawet myśleć, że żenująca pomyłka ;) "Zanim wpuścisz do swojego życia mężczyznę, który przychodzi do Ciebie z sercem na dłoni, sprawdź, czy przypadkiem nie wyrwał go z piersi innej kobiety." (Maja Friedrich, "Moje dwie głowy")

   a skoro odzyskałam spokój i pion, to musiałam rzucić się w wir wrześniowych obowiązków, o których pisałam parę dni temu. Dziś mam jeszcze dodatkowe przemyślenia, które dotyczą Młodej i faktu, że nie bardzo radzę sobie mało lotnymi umysłami... A Lu jakoś nie pali się do matmy i nieszczególnie ma dryg do nauki szkolnej ;) Powiedzmy sobie szczerze - to mądre dziecko, ale siedzenie na tyłku i próby ogarniania zawartości zeszytów ją bezmiernie nudzą :P Lekcje od pierwszej klasy odrabia sama, wiec z tym nie ma problemu, ale teraz, w 4 klasie ma co chwilę jakieś sprawdziany. A to wymaga nieco uwagi i czasu...No i nie zawsze ta uwaga jest :)
  Z jednej strony daję jej luz, bo nad wszystko w świecie zależy mi, żeby nie była kujonkiem, który był ze wszystkiego najlepszy (jak jej matka). To jest zwyczajnie bez sensu. Z drugiej strony, czasem mam delikatny błysk rozczarowania, że nie kuma łatwych (dla mnie) rzeczy i że nie dostała piątki tylko dlatego, że zapomniała coś tam podkreślić. Przeciąg w główce mej córki bywa irytujący :P Inna sprawa, że dla mnie oceny nie są istotne, ale ona bardzo każdą przeżywa. Tłumaczę jej, że tak naprawdę to nie ma znaczenia i że uczy się, żeby wiedzieć i żeby potem umieć z tej wiedzy skorzystać. No i, że nie każdy może być dobry ze wszystkiego ... :) chwilowo jestem chyba na etapie oswajania się z czwartą klasą :)) bo nie zawsze umiem zachować się tak, jakbym chciała :P.

Komentarze

Anonimowy pisze…
ja tam tylko patrze kto z moich znajomych i znajomych meza byl prymusem w szkole i na studiach i kim jest teraz. i widze, ze stopnie nie maja znaczenia. ani bycie prymusem.
lylowa
J. pisze…
Lylowa- dzieki 💜. Bardzo dzieki za dobre słowo. Ja tez tak myślę ale czasem szlag mnie trafia kiedy widzę jak Młodej zwisa.oddycham głęboko i mowie sobie przecież ze po pierwsze ma znaleźć w życiu swoja drogę,a nie mieć świadectwo z paskiem..
Anonimowy pisze…
she is too cool for school:-)
lylowa
J. pisze…
hahahahah :):):):)
Julia K pisze…
Świetny cytat!
A zażenowanie minie. Mi minęło :))))

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …