Przejdź do głównej zawartości

lekko sfrustrowany post wrześniowy ;)


z poczatkiem września moje zycie zaczyna przypominac sen wariata. Nagle tracę grunt pod nogami kalendarz zapełnia się TERMINAMI, których nie ogarniam, wywiadówki, zebrania, zawody, treningi ...

dziś od rana jeden z trenerów Młodej dzwonił z pytaniem, kiedy odbierzemy legitymację AZS (kiedy??:P) i czy już mamy badania sportowe bo zawody (nie, nie mamy). Pani trener zadzwoniła, że znalazła zagubione legginsy Młodej (dziecko ogarnięte prawie jak matka:P), a trzeci trener zaprasza na jutro na 16 na trening. Tyle że w tym czasie bedę chyba w urzędzie miasta składac dokumenty, żeby wyrobić Lu dowód tymczasowy, bo 15 października jedziemy na zawody do Poczdamu ... Do domu wracam tylko na pięc sekund, bo przecież rolki i Hala Arena. Samo się nie pojedzie... 

W pracy zapieprz. W domu zapieprz. Nic się samo nie robi, prócz balaganu. Nieustannie próbuję ZAPANOWAĆ i OGARNĄĆ. Śniadaniówki, dresy ( Łucja ma 4x wf w tygodniu, 3x szermierkę, rolki i konie) prania, prasowania, lekcje, składki, flety (WTF :P) i pierwsze oceny ...

wszystko to, takie banalne w zasadzie wymaga potężnej logistyki i organizacji
czasem też pomocy
dlatego marzę o wakacjach :D
JUŻ :))

Komentarze

fischerwoman pisze…
Intensywnie, ufff. najgorszy ten wf i treningi, dzieci w zawrotnym tempie brudzą, niszczą, ciągle trzeba miec rękę na pulsie, czy strój sportowy nadal czysty, a moze juz zielony na kolanach? (wf na dworze). tez tego nie lubie, choc Bart ma detal w porównaniu z ilością treningów Lu. W ramach marzeń o wakacjach (które też posiadam), wczoraj zarezerwowałam weekendowy wyjazd nad morze, w pierwszy weekend grudnia, długo jeszcze, ale już się wszyscy cieszymy :) buziaki zalatana!
J. pisze…
Nad morzem w grudniu jest genialnie!!! Cmooonk<3

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …