Przejdź do głównej zawartości


ja tak malowniczo cierpię
powiedziałabym nawet, że jestem w tym prawdziwą specjalistką
nieuleczalnie zakochaną w cierpieniu
ba! to moje powołanie i nie znam nikogo, kto umiałby tak nieustannie rozpadac się z bólu i rozczarowań jak ja

tylko szkoda, że to nie jest zabawne
to jest tylko żałosne

w celach pogłębienia smutku oraz zadania sobie dodatkowych ran wlazłam w historię bloga, która objawiła mi, że 3 (słownie trzy) lata temu zadawałam sobie rany piosenką Skunk Anansie o melodyjnym refrenie ...


I believed in you
Well, I was wrong
I believed you’d make me better
I was wrong
I believed you’d shine your light and save my soul
Like Superman or God
I believed in you
Well, I was wrong

Dziś wiem na pewno, że ona miała rację w tej piosence, tak jak ja jej nie miałam, desperacko wierząc w swe własne uczucia.

Wracam do tego dzisiaj dlatego, że trochę okrzepłam, a trochę nadal nie. 
Czuję nadal gorycz porażki, mimo, że wygrałam.

nie pamiętam, kiedy byłam ostatnio szczęśliwa
noszę w sobie jakis brak, którego nie umiem wypełnić


Znowu mi się śniło, że świat się rozpada,
a ja nie wiem co robić, czy go trzymać czy puścić?— Julia Marcell

Komentarze

Urbi pisze…
Niech się wreszcie świat zastanowi, okrutny, czy chce nas zatrzymać, czy puścić. Czemu decyzja zawsze musi należeć do nas?
J. pisze…
Urbi- bo światu to wszystko jest jedno ;)
a mnie ... Hmmm :)
Urbi pisze…
A więc wniosek może być tylko jeden - jeśli coś robimy, róbmy to dla siebie, nie dla świata, któremu nasze wysiłki, delikatnie mówiąc, "zwisają" :)
Brombie pisze…
:((( Ale spacer miałyśmy udany, prawda? A pomyśl co by było, gdyby pojechały tym tramwajem? ;)))
J. pisze…
udany :)

wysiadłyby przy Castoramie i grzecznie na nas poczekaly :)))
Julia K pisze…
I mnie się śniło, że świat się rozpada, ale dosłownie. na moich oczach rozsypywały się kolejne budynki. I o dziwo...spokojnie na to patrzyłam, wiedząc że prędzej czy później to stanie się i ze mną. A mimo to żadnej paniki czy ucieczki. Coś chyba ze mną nie tak ;)
Albo już niewiele mnie może ruszyć

Całusy :***

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…