Przejdź do głównej zawartości

o tym, że zawsze jakieś jutro. Z naciskiem na jakieś ..

zacznę tak ...





   poza tym, że lubię się jeszcze czasem pochlastać, to  nie mam okazji zbyt często, bo jednak trzeba dziecku te sportowe badania zrobić (7 rano, 3 próbki krwi wyciągnięte z małej histeryczki, jutro reszta  badań, bez igieł już), trzeba ogarnąć kuwetę, iść na piwo z Sz. (piątek 21.10). Odrobić niemiecki (kiedy ??) ogarnąć zebranie rodziców (koniec trzeciej klasy i zmiana wychowawczyni, od wczoraj mam w życiu sporo dramatu :P). Kupić coś(kolwiek) bo święta, zaplanować Wrocław, zaplanować Targi Książki (sobota). Potrenować (wojna z sąsiadem, on jest agresorem). Popracować ??? :P Rozpracować psychikę rowerzysty, który jedzie za mną pół drogi i w ramach ewangelizacji i nauczania obiecuje mi wybić szybę w aucie ...

   nie wiem sama co jeszcze, bo coś na pewno.
Może to i lepiej, bo wtedy kiedy dużo się dzieje, mniej myślę, choć kiedy zaczynam myśleć... Czasem jeszcze. Ja sobie zracjonalizowałam, ułożyłam, wytłumaczyłam. Ja sobie i mi inni też. I nie zaglądam już w te wspólne miejsca, studnie łez bez dna, chodzę jeszcze opłotkami, żeby naszej ławki w parku nie widzieć nawet z daleka. Nie słucham jeszcze tamtych piosenek i nie mam już w telefonie jego numeru. Próbuję czasem zrozumieć, jak można tak po prostu wyrzucić bezapelacyjnie kogoś z życia, jak można tak po prostu wyzerować wszystko,ale skoro jemu się udało, to widocznie mozna. I nie ma tu dla mnie nic do rozumienia. Byłam, zniknęłam. 5 prawie lat diabli wzięli, wszystko było snem, od połowy 2011 nie mam zaczepienia w rzeczywistości, bo ten, który mógłby jakoś potwierdzić i uwiarygodnić moją historię właściwie zrobił cos odwrotnego. Nie umiem czasem sobie z tym poradzić.



Z całą resztą radzę sobie świetnie.


Żyłem jak żyłem. Bez poczucia podporządkowania się jakiejkolwiek całości. Kawałkami, fragmentami, strzępkami, częstokroć chwilami, można by rzec na wyrywki, od przypadku do przypadku, jakbym odpływał, przypływał do siebie, odpływał, przypływał. Czasami miałem wrażenie, że ktoś z tego mojego życia powyrywał większość stron, czy dlatego, że były to puste strony, czy dlatego, że należały nie do mojego, lecz raczej do czyjegoś życia.
— Wiesław Myśliwski, "Ostatnie rozdanie"

Komentarze

fischerwoman pisze…
Wiesz co, ja Cię naprawdę rozumiem. Miałam tak samo przed wieloma laty (przed R.), byłam zakochana po uszy, on wyjechał, ja zostałam w mieścinie i międliłam wspomnienia przez długi czas na prawo i lewo, na skos. Nawet teraz, kiedy wracam do mieściny i widzę Jego okna, trafiam na nasze miejsca, odnajduję w starych albumach Jego zdjęcie, czy słyszę nasze piosenki, nawet po nastu latach ściska mi serce, bo to były prawdziwe i wielkie emocje. A Ty masz to na świeżo w sercu, głowie, w parku. Rozumiem, że jest Ci ciężko :*
J. pisze…
No to się poryczałam

Tyle czasu, a pierwszy raz napisał ktoś, że mnie rozumie. I to jak!
:*:*

Dziekuję :*
fischerwoman pisze…
Nie płacz Maleńka, nie płacz :)

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…