Przejdź do głównej zawartości

   obejrzałam w końcu (20 lat czekał na mnie ten film:P) - Co się wydarzyło w Madison County... No.. muszę przyznać, że nieczęsto zdarza mi się płakać aż do wymiotów. Chociaż M. Streep nieco mnie rozczarowała, Clint za to nie zawiódł.
 problem z tym filmem mam taki, że jestem i Robertem i Franceską, a to nieco męczące. Znaczy byłam. Są sytuacje, które nie mają opcji dobrego zakończenia, chociaż przecież mogłyby mieć, prawda? W końcu ludzie się rozstają, tworzą nowe związki, rodza dzieci i żyją dalej.
 Robert był pewien swoich uczuć, Franceskę przerosła rzeczywistość... Nie kibicowałam im, bo wiem już, kiedy na pewno się nie uda... 

Dziś jestem o niebo bardziej pogodzona z życiem i soba, niż parę miesięcy temu. Dziś jestem wolna i w miarę pełni sił psychicznych. Co było, to było, co mnie skopało, to skopało, ale, jak powiedział Wallace - Każdy człowiek umiera, nie każdy naprawdę żyje. Żyłam.
 Przeżyłam upokorzenia, narodziny córki człowieka, którego kochałam, poniżenia, zdrady, łzy. Dobrego było mało. Ale byłam pewna, że chcę w tym trwać.
A potem przestałam, bo mam skłonności do autodestrukcji, ale gdzieś głęboko mam też zdrową tkankę, jakiś kręgosłup, jakąś siłę i minimalną ilość honoru.
 Po czterech latach obudziłam się i poniosłam konsekwencje swoich snów. Wyborów.
Nie mam zamiaru już snić, natomiast nie żałuję. Mimo wszystko, nie żałuję, być może nawet zasłużyłam na to wszystko, bo nigdy nie byłam aniołem.
 Zdarzyło mi się gwizdnąć komuś chłopca, tylko dla zabawy. Zdarzyło mi się spotykać z facetami, którzy tracili dla mnie rozsądek i rzucali swoje piękne dziewczyny. Zdarzyło mi się rzucać w twarz zaręczynowym pierścionkiem, który notabene później nosiła inna:P i odchodzić na zawsze bez emocji. Brałam takie sytuacje na zimno. Umiałam się bawić i kalkulować. Byłam trzy razy zakochana, raz zdradzona. Zazwyczaj dostawałam to, czego chciałam.
 Nie dostałam tylko wzajemności. Bywa.
 może to karma, może dokonywałam złych wyborów, może to wszystko musiało się zdarzyć, żebym przestała być rozedrganą dziewuszką, ktora uparcie wierzy w miłość?

 kochałam i zostałam odrzucona 


Można powiedzieć wszechświatowi: To nieuczciwe. A wszechświat odpowie zapewne: Nie? A to przepraszam."
— Pratchett

Komentarze

frou... pisze…
Nie odniosę się do reszty, bo nie umiem komentować takich wpisów. Zwyczajnie czuję, że nie mam wiedzy, uprawnień. Ale czuję sympatię do Ciebie, do człowieka z całym bagażem jego doświadczeń. I tak po prostu lubię:)

Och, na ten film trafiłam mając dwadzieścia (może dwadzieścia jeden?) lat. Przez pomyłkę, bo mieliśmy na jakąś sensację. O matko, jak ja płakałam. Płakałam to mało powiedziane. Histerycznie (i w sumie już od połowy filmu) łkałam dzielnie znosząc te zdziwione spojrzenia współoglądaczy. I rozumiem Franceskę. Bardzo.
J. pisze…
Frou- dziękuję :)

Ja Franceskę rozumiem znakomicie, wszak byłam w takiej sytuacji, ale i jego rozumiem, imponuje mi jego zdecydowanie i gotowosć do bycia z F. No ale, życie pisze swoje scenariusze.
fischerwoman pisze…
Mój ukochany film (jeden z) :)) Niby jesteś kowalem własnego losu, niby można powiedzieć, że zasłużyłaś, a jednak nie byłabym tak biało-czarna względem Ciebie. Chciałabym, byś była po prostu szczęśliwa i tyle :*
J. pisze…
Dziekuję Paciuszku :*:*
broszki pisze…
Mam tak samo z filmem "Wieczór", gdzie epizod gra Meryl Streep. Widzialas??

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …