Przejdź do głównej zawartości

Uległość


spośród wszystkich autorów, których czytuję, lubię i szanuję, jest dwóch, zupelnie równych, których kocham bezwarunkowo. Obaj genialni i obaj wyjątkowi. Pierwszym jest Orhan Pamuk, drugim M. Houellebecq. O ile pierwszy nie przyprawia mnie o migotanie przedsionków, o tyle każda książka tego drugiego jest dla mnie wydarzeniem i zawsze boję się, że mnie zawiedzie. Że to, co stworzył do tej pory było tak genialne, że lepiej się nie da i czas na rozczarowanie .. ;)

Ale i tym razem, Houellebecq nie zawodzi.
"Uległość" jest książką mocną, aktualną i niepokojącą.
Wizja świata, i tym razem, jest niewesoła, budzi lęk.
Z jednej strony lektura - z drugiej strony realne doniesienia o uchodźcach.
Miesza się to, tumani, przestrasza, nie daje nadziei.
Książka napisana jest, świetnie. Odniesienia do historii, polityki, aktualne i na czasie.
Houellebecq jest błyskotliwym obserwatorem. Nie bez kozery pisze o kasandrach i wieszczach.
Czy sam jest kasandrą naszych czasów? Czy jego wizje się spełnią? Czy czas innych religii, prócz islamskiej, się kończy? Czy kultura europejska ulegnie naporowi... ?
Fascynująca książka.



Komentarze

synafia pisze…
Mam te same pytania i lęki sobie podczas lektury.

Przy czym, zauważ, że to nawet mniej chodzi o napór innej kultury, co o kapitulację naszej własnej. Tę kapitulację Houellebecq opisuje w zasadzie od początku swojej twórczości.

Mam jednak cały czas nadzieję, że ta pustka, którą on odczuwa w świecie, jest jednak bardziej subiektywna, niż obiektywna. Oby!
J. pisze…
Marta- on nie wierzy w energię kultury tzw. zachodu i ma w tym rację, jesteśmy coraz starsi, coraz bardziej zgnuśniali i zakochani we własnych osiągnięciach, zachód się kończy, a jeśli coś się kończy- coś nowego musi się zacząć, bo natura nie znosi próżni...

Mam w sobie taką samą pustkę, jak on.
I nie wierzę w dobre ciagi dalsze ...
synafia pisze…
No tak, ja tej pustki nie czuję, więc i stąd moja nadzieja oraz - wobec wizji autora - chęć sprzeciwu.

Nasza tzw. kultura zachodu już raz upadała, kiedy upadało Cesarstwo Rzymskie. A jednak nie zginęła. Przetrwała i w zmienionej postaci trwa nadal. Tak więc pozwalam sobie mieć nadzieję, że przetrwa, choć nie wiem, w jakie postaci.

Pozostaje jeszcze pytanie - co tak naprawdę każdy z nas uważa za "kulturę Zachodu" i co chcielibyśmy z niej zachować. Bo jeśli kultura Zachodu miałaby sprowadzać się do tej gnuśności i zapatrzenia w siebie - to nie będzie mi jej żal. Ja ją jednak postrzegam inaczej, jako twór powstały na gruncie greckiej filozofii, rzymskiego prawa i judeo-chrześcijańskiej duchowości. Moim zdaniem nasza kultura chwieje się właśnie dlatego, że próbujemy się tych podstaw pozbyć, jakby nas więziły, a nie stabilizowały. Ale to odcinanie od korzeni nie jest wcale tak powszechne, jakby się mogło zdawać po lekturze współczesnych mediów. Na tej podstawie trzymam się nadziei, że to, co ja pojmuję jako kulturę Zachodu - poszanowanie dla prawa, poszanowanie dla jednostki, jej godności i wolności, dziedzictwo intelektualne i duchowe - przetrwa. Ale czy nie będzie musiało zejść do podziemia? Tego nie wiem :(
J. pisze…
wiesz, masz bardzo dużo racji, zwłaszcza, pisząc, że próbujemy się tych podstaw pozbyć

nie wiem, jak powszechne jest odcinanie się od korzeni, ale ja sama nigdy nie czułam się do nich przywiązana, zwłaszcza zgłębiając początki tej kultury :)
Nie czuję, może podobnie jak autor,( a może nie,) tej duchowości, o której piszesz. Religie odbierałam zawsze jako formy nacisku i ucisku, nic na to nie poradzę, nie odnoszę się wrogo. Islam jest inny, niż katolicyzm, ale tak naprawdę to kolejna forma. kolejna szuflada, tyle, że nieznana (przynajmniej mi).
W tej książce, jak i w innych, MH nie straszy religiami, zwraca jednak uwagę na to, że najtrudniej mają ci, którzy odrzucają religię jako taką i decydują się na życie bez niej. Nie wiem, czy doszłaś już do tego momentu w książce, w którym własnie wyrażnie jest napisane- katolicy nie mają się czego bać, dadza sobie radę, prześladowania zaś dotkną tych, którzy nie zdeklarowali sie po żadnej stronie ...

W ogóle to uwielbiam z Tobą dyskutować :))
synafia pisze…
Ach, ja z Tobą też! :)

Nie doszłam jeszcze do tego momentu, dlatego trudno mi się do tego odnieść, ale nie wiem, czy mogłabym się z takim stwierdzeniem zgodzić. Mam za mało wiedzy na temat islamu i mętlik w głowie - z jednej strony doniesienia medialne o prześladowaniach chrześcijan w krajach arabskich, z drugiej moi znajomi Turcy, muzułmanie, którzy mówią o wspólnych wartościach chrześcijaństwa i islamu, o tym, że islam to religia pokoju... Nie wiem też, jaka forma islamu "przejęłaby władzę", gdyby ziściła się wizja Houllebecqa.

Dla mnie, jako osoby pochodzącej z ateistycznej rodziny, religia nie jest formą ucisku, tylko ramami dla mojej wiary i duchowości - ramami, które wybrałam świadomie i świadomie mogę je zmienić. Nie ma więc we mnie strachu przed np. zmianą wyznania, jest za to mocne przekonanie, że chrześcijaństwo jest właściwą drogą. Drogą, która m.in. umożliwiła rozwinięcie w naszej kulturze takiej a nie innej koncepcji praw człowieka, praw jednostki, w których mieszczą się również prawa niechrześcijan. Dlatego Zachód, w którym bezpiecznie czuliby się chrześcijanie, ale ateiści już nie - nie byłby już wcale Zachodem. Stałby się zaprzeczeniem samego siebie. Nie chcę tego tak samo jak TY.
J. pisze…
tak ładnie piszesz o religii, że czasem myslę, że zazdroszczę ...

mój brak duchowości nie wynika ze złej woli, tylko jakoś tak, samo wyszło ;) Koncepcja Boga jest piękna, ale mnie nie przekonuje, natomiast prześladowania (których tak naprawdę w książce nie ma, bo nawet główny bohater, zwolniony z pracy bo nie jest muzułmaninem, zachowuje pełne prawa do wynagrodzenia i nie jest przez nikogo niepokojony) to jest inny temat, to jest rzecz niedopuszczalna, niezależnie od religii czy stanu posiadania.
Pytanie- co zrobić, by temu zapobiegać ? Agresja, wewnętrzne animozje, przekonanie o własnej wyższości- to już się w ludziach potwornie rozbujało, a media to podsycają. Nie tylko media zresztą. Obawiam sie, że tego nie uciszymy... TRzeba zastanowić się, co leży u podstaw, bo obawiam się, że nie uniesiemy skutków tych wzajemnych prześladowań ..:((
synafia pisze…
J., Skarbie, w życiu by mi nie przyszło do głowy, że brak duchowości to wynik złej woli. Zresztą, wcale nie postrzegam Cię jako osobę, która nie ma duchowości - przeciwnie. Widzę jej w Tobie bardzo dużo, a to, że ona przybiera inne kształty i formy niż moja, mocna religijna duchowość, to przecież nie świadczy o jej wartości samej w sobie. Czy z taką a nie inną duchowością żyje się łatwiej czy trudniej, to już inna rzecz. Mi jest z moją łatwiej. Moja mama zresztą twierdzi, że od dziecka się spowiadałam na osobę wierzącą ;) Najwyraźniej więc poszłam tą droga, która od początku była moja.

Też się obawiam tego, co czeka nas - nas ludzi, nie tylko "ludzi Zachodu". Nie wiem, jak temu zapobiec globalnie. Sama robię, co mogę, na swoim domowym poletku - staram się nie dać strachowi, nie siać nienawiści, myśleć racjonalnie. Natomiast w skali marko - nie wiem, co to da :(
Anonimowy pisze…
h. mamy wszystko co napisal. i po polsku i po niemiecku. uleglosci - za rada meza - jeszcze nie przeczytalam. moj maz powiedzial, ze tam jest wszystko to o co sie od dawna martwie i ze ta ksiazka nie pomoze mi w szukaniu lekkosci bytu.

lylowa
J. pisze…
Lylowa- ja też mam wszystko i czytałam po dwa razy przynajmniej
literatura taka jak ta nie służy szukaniu lekkości bytu :))) Myslę, ze jak na pana H, to i tak jeszcze nie jest depresyjnie :)))

Marta- ja czasem myslę, że jestem duchowo wyprana i dlatego łatwo mi przyjąć niemal wszystko. W sensie zrozumienia idei i pomysłu. Natomiast strach i nienawiść za nim idaca to nie moja bajka... Wiem, że robisz bardzo dużo i podziwiam to. Ja stoję w stuporze i patrzę ...
Ina Leff pisze…
Temat bardzo na czasie...
J. pisze…
Ina- bardzo i bardzo smutny obraz przyszłości

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …