Przejdź do głównej zawartości

między innymi o odwadze


więc jeżdżę wczoraj na rolkach i Młoda wymiata
ja próbuję nieudolnie i dość zabawnie
na murku siedzi sześcioletni Michał (jednoosobowy fanklub, ustawiał nam pachołki i zabawiał rozmową...) Ja próbuję najechać krzyżakiem na kolejny pachołek i rezygnuję, a Michał na to- pani nie wychodzi to, bo pani się boi, jak się pani przestanie bać, to pani wyjdzie.

no i to tyle w temacie odwagi ;)

Zawodniczka z tych niebojących się. Dziobnęła wczoraj paszczą na asfalt. Znów. Na szczęście kask. :)
















a w sobotę Luśka miała wyczekaną imprezę urodzinową, dwie godziny wspinaczki i wariactw. Cieszę się, że ekipa jej koleżanek to sprawne i dość usportowione dziewczyny, które się świetnie bawiły, skakały i fikaly przewroty. Finalnie wyszły z usmarowanymi magnezją czołami, ku przerażeniu lekkiemu rodziców :)))

i tak przez dwie godziny...
Miejsce świetne, choć brak ogrzewania mnie początkowo przeraził, ale, jak widać - laski nie wygladają na zmarznięte :)




















no, a niedziela... Niedziela była dla nas ;) i wykorzystaliśmy ją na spacer i zbieranie orzechów na działce, bo orzech obrodził i brzoskwinia też obrodziła. Grzaliśmy się w słońcu chrupiąc jak wiewióry, a po obiedzie - Cytadela, gadanie i ganianie :)

wprawdzie ojcowie nie wyglądają na zbyt szczęśliwych, ale należy im to po paru chwilach szaleństw i spaceru wybaczyć :P

Natomiast w poniedziałek całkowicie poddałam się myśli, że muszę zmienić swoje zycie (zapuszczanie włosów- trzeci miesiąc, szlag mnie trafia, ale najgorsze jeszcze przede mną :P) i swoją dietę :) Jesień sprawia że nie mogę oprzeć się myśli, że powinnam być weganką, więc mam dość ostrą fazę w tym temacie, jakiś czas temu odstawiłam słodycze i uzależniłam się od daktyli (mają dużo potasu, więc są świetne po treningu) :P:P No wiem, wiem, przejdzie mi. 
Póki co, zrobiłam wczoraj ljutenicę, wg przepisu Jadłonomii.

po półtorej godziny:
teraz planuję zrobić ajvar (uwielbiam i ljutenicę i ajvar i pindżur) w międzyczasie piekę nałogowo dynię i obżeram się bananowcem :)

Komentarze

Anonimowy pisze…
te dwa zdjecia: szczesliwi tatusiowie oraz dziecko zahaczone o barierke jak posciel do suszenia to so fotografie dnia!!!!

lylowa
Julia K pisze…
A z tą dynią co robisz?
Pindżur mi się podoba, cokolwiek to jest ;))))

Jakbyś dziecięcia mego doglądała, to rude jest teraz jak marchewa :)
J. pisze…
Lylowa- wizja Luśki jako poszewki na poduszkę mnie rozwala :D

Juleczko- dynię piekę i polewam sosem musztardowym lub robię z niej pure i dodaje do różnych dań, no i ciastka na bazie pure ;)) Pindżur to braciszek ajvaru i ljutenicy, pasta na bazie pieczonej papryki i pieczonego bakłażana. Bałkańska kuchnia to smaki, które mi odpowiadają :)
Brommba pisze…
Zrób sobie wino daktylowe. My właśnie się przymierzamy.

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka