Przejdź do głównej zawartości

Legend

jeśli chodzi o klucz, wg którego wybieram filmy, które oglądam, to jest on prosty- jeśli w filmie  występuje Tom Hardy, to ja ten film na pewno ..;))
nie dlatego, że Tom jest geniuszem aktorstwa, choć talentu mu nie brak, po prostu Hardy mnie kręci okrutnie, fascynuje i zachwyca

"Legend" to film gangsterski, akcja osadzona jest w Londynie lat 50 i 60. Film oparty jest na faktach z życia braci Kray. Obu gra Hardy (rozkosznie, co ? :))


Oczywiście robi to świetnie i reszta kreacji wypada przy nim dość blado. Zwłaszcza postać jego ukochanej Frances (Emily Browning) jest mdła i nijaka. Pierwsza scena z jej udziałem - owszem, cukiereczek ;) Ale potem - coraz słabiej, aż do samego finału, który zresztą, łatwo przewidzieć.
Sam film niczego nie urywa, ale ogląda się go z przyjemnością. Jest długi (2 h i 11 minut) i to czasem czuć, ale ten Tom ..:P
Obraz powstania i upadku imperium gangsterskiego obu braci to jednak dobra rozrywka. Prócz Toma zachwyciła mnie w nim jeszcze muzyka i ... zabawne dialogi ;)

Teraz przede mną System i Mad Max :D (bo jak grali w kinach, nie ogarnęłam czasowo).

Komentarze

Julia K pisze…
A nie mogłaś tego wczoraj napisać? Jak szukałam czegoś do obejrzenia!
J. pisze…
ale ja wczoraj dopiero oglądałam :D
Julia K pisze…
No to mogłaś przedwczoraj obejrzeć!
Anonimowy pisze…
hihihi, jestes wyraznie zazdrosna o frances:-)))

lylowa
fischerwoman pisze…
A juz chciałam zapytać, który to Tom Hardy, ten pierwszy czy drugi? :):):):)

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …