Przejdź do głównej zawartości

filozofując..;)


z rozrzewnieniem myślę o czasach, gdy na opisanie jesieni umiałam użyć przynajmniej dziesięciu słów, które były poetyckie, okragłe i melancholijne
z rozbawieniem myślę o sobie czytajacej onegdaj wiersze
a z lekkim sentymentem myślę o tym, w co kiedyś wierzyłam i czego pragnęłam

"koniec balu panno Lalu"

życie rozmiażdża delikatnie i stopniowo
się nawet nie wie, kiedy wyrasta się z poezji i zapuszcza korzenie w prozie
kiedy "dobrze" przestaje oznaczać ruskie pierogi na obiad i smakowity deser, a zaczyna znaczyć, że mam za co zapłacić rachunki
kiedy miłość przestaje latać chmurką po niebie, a staje się sucharkiem stającym w gardle rozczarowaniem i niespełnieniem
kiedy wszystko, czego się nie chciało nagle robi się tym, co jest jedynym wyjściem
itd

życie wykonuje wolty i wiraże, niektórzy umieją utrzymać się w siodle i galopują dalej z podniesioną glową, inni spadają na ryj. I najczęściej na tym ryju zostają.

nie, nie zmieniłabym swojego życia na inne
i nie dlatego, że jest szczególnie fajne, ciekawe, lub pełne niespodzianek
jest po prostu moje, z każdym błędem i potknięciem, z każdym upadkiem na ryj i utrzymaniem się w siodle.
z czasem zaczęłam dostrzegać i lubić moje błędy, nie te spektakularne, ale te, które sprawiły, że musiałam skręcić w uliczki i ścieżki, które doprowadziły mnie tu

i gdybym miała dziś 20 lata i dowiedziała się,  jak przeżyłam kolejne- nie uwierzyłabym. Nie byłabym w stanie tego pojąć.
Dlatego, że czas, dlatego, że okoliczności, dlatego, że z wiekiem zmieniam się. Bardzo.
Miałam być inna. Sama nie wiem, jak doszlam tu, gdzie jestem ..:P
Miało być inaczej.

ale się rypło:P i jest jak jest

Komentarze

Julia K pisze…
Jest dobrze :*****
Ina Leff pisze…
Taa, życie dość bryutalnie weryfikuje nas samych i nasze marzenia ;)
Anonimowy pisze…
kochana, twoj etap czytania poezji sie skonczyl, bo teraz sama tworzysz poezje: "inni spadają na ryj. I najczęściej na tym ryju zostają." - genialne.

lylowa
fischerwoman pisze…
Lubię czytać Twoje przemyślenia na temat własnego życia :)
frou... pisze…
Podpisuję się pod każdym słowem. I też lubię to otwieranie oczu, tę akceptację tego, co jest wolne od tęsknoty za tym co mogłoby (miało?) być.
J. pisze…
Frou- jest co jest, prawda? Jedyne, co nam dane :)

Fischer- ja też lubię Cię czytać :) do roboty blogowej, ale już:)

Lylowa- czy ktoś Ci mowił, ze jesteś nieprzyzwoicie miła ??:)

Ina- brutalnie i bez ściemy ;)

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …