Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2015

sobota/ niedziela

jesień z kategorii rozpieszczających

sobotnie przedpołudnie z Brommbą z kategorii bardzo udanych :)

w zasadzie prawie całe dwa dni spędzone na świeżym powietrzu, bo kiedy jak nie teraz ..?




i nie będę pisać o wyniku wyborów, bo na pewno zrobią to za mnie inni :P
Za to przypomnę, że wyszła nowa powieść M. Fabera Księga Dziwnych Nowych Rzeczy (musi poczekać do wypłaty, nim stanie się moja:P) oraz nowy O. Pamuk Dziwna Myśl w mej głowie (ta już jest zakupiona, ale przyjdzie po 5.11). Zabawne, obie książki mają w tytule słowo- dziwny :P 

.

Jacek Dehnel Szczęście dla P. T. 
                                    W przyszłym tygodniu masz urodziny                                      za rok pewnie                                      już cię nie będzie.

                                    M. Roberts, Lacrymae rerum

Być tą brzydką Angielką - chudą, podstarzałą, niezbyt dobrą poetką; mieszkać w letnim domu  ze stygnącym mężczyzną (serce czy rak nerek -  przyczyny nieistotne). Wnosić mu po schodach  (wąskich, zawilgłych schodach) tacę ze śniadaniem  i siebie. Pisać: "W przyszłym                                                tygodniu - bzyk muchy -  - masz urodziny - znowu - za rok pewnie - krzyczy  z bólu - już cię nie będzie". Iść do niego. Głaskać.  Leżeć z nim w wannie, płacząc. Patrzeć, teatralnie  ale przecież prawdziwie, przez okno na drzewa.  Mieć za sobą te lata, te listy, te flamy,  znać numer kołnierzyka, buta, obwód głowy.  Nie umieć się obejrzeć za innym mężczyzną.  Używać tamtych zwrotów, pieszczotliwych imion…

Uległość

spośród wszystkich autorów, których czytuję, lubię i szanuję, jest dwóch, zupelnie równych, których kocham bezwarunkowo. Obaj genialni i obaj wyjątkowi. Pierwszym jest Orhan Pamuk, drugim M. Houellebecq. O ile pierwszy nie przyprawia mnie o migotanie przedsionków, o tyle każda książka tego drugiego jest dla mnie wydarzeniem i zawsze boję się, że mnie zawiedzie. Że to, co stworzył do tej pory było tak genialne, że lepiej się nie da i czas na rozczarowanie .. ;)
Ale i tym razem, Houellebecq nie zawodzi. "Uległość" jest książką mocną, aktualną i niepokojącą. Wizja świata, i tym razem, jest niewesoła, budzi lęk. Z jednej strony lektura - z drugiej strony realne doniesienia o uchodźcach. Miesza się to, tumani, przestrasza, nie daje nadziei. Książka napisana jest, świetnie. Odniesienia do historii, polityki, aktualne i na czasie. Houellebecq jest błyskotliwym obserwatorem. Nie bez kozery pisze o kasandrach i wieszczach. Czy sam jest kasandrą naszych czasów? Czy jego wizje się spe…

Legend

jeśli chodzi o klucz, wg którego wybieram filmy, które oglądam, to jest on prosty- jeśli w filmie  występuje Tom Hardy, to ja ten film na pewno ..;)) nie dlatego, że Tom jest geniuszem aktorstwa, choć talentu mu nie brak, po prostu Hardy mnie kręci okrutnie, fascynuje i zachwyca
"Legend" to film gangsterski, akcja osadzona jest w Londynie lat 50 i 60. Film oparty jest na faktach z życia braci Kray. Obu gra Hardy (rozkosznie, co ? :))


Oczywiście robi to świetnie i reszta kreacji wypada przy nim dość blado. Zwłaszcza postać jego ukochanej Frances (Emily Browning) jest mdła i nijaka. Pierwsza scena z jej udziałem - owszem, cukiereczek ;) Ale potem - coraz słabiej, aż do samego finału, który zresztą, łatwo przewidzieć. Sam film niczego nie urywa, ale ogląda się go z przyjemnością. Jest długi (2 h i 11 minut) i to czasem czuć, ale ten Tom ..:P Obraz powstania i upadku imperium gangsterskiego obu braci to jednak dobra rozrywka. Prócz Toma zachwyciła mnie w nim jeszcze muzyka i ..…
- Proszę pani, proszę nie czekać
Na nauki, tezy i wnioski -
Jestem egzemplarz człowieka,
A to znaczy - diabli, czyśćcowy i boski.
Jacek Kaczmarski Rozmowa


kiedy słucham tej piosenki, to zdaje mi się, ze wiem
wiem, o co chodzi w tym moim życiu, tylko o nim mogę przecież cokolwiek powiedzieć ...

zwykle chodzi o to, co możesz stracić
co możesz oddać, żeby ocalić coś innego
żeby być, trzeba mniej mieć

być wiernym sobie, tracąc nieustannie kolorowe szkiełka złudzeń

i czasem chodzi o wybory, o to, co nas trzyma, co chcemy zachować
tracąc coś innego

i jeszcze chodzi o zgodę na siebie, takiego diablego siebie, czyśćcowego, lekko przybrudzonego winą, o to, żeby dać sobie spokój i pozwolenie na bycie, na błędy, na straty, na wybory

bo traci się zawsze, póki się żyje
jest zysk, jest strata
jest jasno i ciemno

jest trudno ... :) ot banał

o braku wiedzy na temat przyszłości

cechuje mnie permanentny brak wiedzy i ogarnięcia, co do przyszłości
jest to cecha z kategorii słodko- gorzkich
oraz nie podlegających negocjacjom

słodkie jest to, iż nie muszę się martwić na zapas, bo nie wiem, co będzie
gorzkie, że wiedzieć bym chciała, czasem... o niektórych rzeczach. O pieniądzach na przykład. Czy będą tak, jak ich dziś nie ma? Czy praca? Tak jak jej dziś nie ma...

tkwię w niewiedzy i lekkim stuporze
czy jutro, pojutrze, za tydzień...

jeśli jutro zaistnieje, litościwie. Lub nie.

(póki co, istnieje tylko dziś i dzisiejszy spacer jesienny
).

między innymi o odwadze

więc jeżdżę wczoraj na rolkach i Młoda wymiata ja próbuję nieudolnie i dość zabawnie na murku siedzi sześcioletni Michał (jednoosobowy fanklub, ustawiał nam pachołki i zabawiał rozmową...) Ja próbuję najechać krzyżakiem na kolejny pachołek i rezygnuję, a Michał na to- pani nie wychodzi to, bo pani się boi, jak się pani przestanie bać, to pani wyjdzie.
no i to tyle w temacie odwagi ;)

Zawodniczka z tych niebojących się. Dziobnęła wczoraj paszczą na asfalt. Znów. Na szczęście kask. :)
















a w sobotę Luśka miała wyczekaną imprezę urodzinową, dwie godziny wspinaczki i wariactw. Cieszę się, że ekipa jej koleżanek to sprawne i dość usportowione dziewczyny, które się świetnie bawiły, skakały i fikaly przewroty. Finalnie wyszły z usmarowanymi magnezją czołami, ku przerażeniu lekkiemu rodziców :)))
i tak przez dwie godziny... Miejsce świetne, choć brak ogrzewania mnie początkowo przeraził, ale, jak widać - laski nie wygladają na zmarznięte :)



















no, a niedziela... Niedziela była dla nas ;) i wykorzy…

filozofując..;)

z rozrzewnieniem myślę o czasach, gdy na opisanie jesieni umiałam użyć przynajmniej dziesięciu słów, które były poetyckie, okragłe i melancholijne
z rozbawieniem myślę o sobie czytajacej onegdaj wiersze
a z lekkim sentymentem myślę o tym, w co kiedyś wierzyłam i czego pragnęłam

"koniec balu panno Lalu"

życie rozmiażdża delikatnie i stopniowo
się nawet nie wie, kiedy wyrasta się z poezji i zapuszcza korzenie w prozie
kiedy "dobrze" przestaje oznaczać ruskie pierogi na obiad i smakowity deser, a zaczyna znaczyć, że mam za co zapłacić rachunki
kiedy miłość przestaje latać chmurką po niebie, a staje się sucharkiem stającym w gardle rozczarowaniem i niespełnieniem
kiedy wszystko, czego się nie chciało nagle robi się tym, co jest jedynym wyjściem
itd

życie wykonuje wolty i wiraże, niektórzy umieją utrzymać się w siodle i galopują dalej z podniesioną glową, inni spadają na ryj. I najczęściej na tym ryju zostają.

nie, nie zmieniłabym swojego życia na inne
i nie dlatego, ż…