Przejdź do głównej zawartości

tymczasem


czas popyla w tempie, którego nie ogarniam
czas ma wyniki kierowców ferrari, albo pilotów odrzutowca, czas jest bezwzględny

wszystko inne już nie :P

otóż Dziecko mi sie starzeje w onym, zapieprzającym czasie, w piątek skończyło 9 lat. Wiem, że powinnam to uwiecznić, zapamiętać itp, ale nie było kiedy, szybka podróż nad morze, spotkania, spacery, torty ...



a potem równie szybki powrót i codzienny, morderczy kołowrotek :)
mały niedźwiadek, o którym wczoraj trener powiedział (na ucho matce), że jest zajebistą rolkarką i że nie ma dla niej grupy, bo nie zna drugiego dzieciaka, które by tak jeździło, a z dorosłymi trenowac przecież nie będzie, bo ich zawstydzi :P. Trochę w tym żartu, a trochę na serio myślę, że można mieć  tanie rolki z decathlonu, nie ćwiczyć od urodzenia, a mieć tę iskrę, która sprawia, że jest się najlepszym... Wiadomo, że dobry sprzęt pomaga, ale nie jest warunkiem sine qua non...Podobnie mamy z szermierką, talent rozwija się w takim tempie, że niebawem przed nami pierwsze zawody. Znów w nauce - całkiem przeciętnie, wiadomo, na tym etapie edukacji to wszyscy jesteśmy cwaniakami, bo umiemy czytac i dodawać, dopiero w czwartej klasie się okaże, kto radzi sobie z tym dobrze, a kto musi poświęcić więcej czasu, by dać radę. Odrabianie lekcji u Lu trwa max 7 minut. Wiem, bo mierzę jej czasem czas :P (jak nie patrzy) Szkolne obowiązki sa nuda i stratą czasu, co jest, nie boję się tego powiedziec, też zasługą nauczyciela, który nie umie zainteresować i ciekawie sprzedać tego, co wykłada w ciągu lekcji. Ciśnienia na szkołę nie mam. Cisnienia na wyniki sportowe nie mam. Trochę żałuję, że nie mam już więcej czasu, by pokazywać Lu świat i jego możliwości, ale liczę na to, że zacznie sama eksplorować i sprawdzać, co jeszcze może ją zainteresować.

A ja?
A ja nic. Zupełnie nic, bo jakoś jeszcze nie ogarnęłam. Tort zamawiam, imprezę urodzinową dogrywam, dzieci wożę, pracuję, sprzątam, gotuję ... by zwieńczyć dzień codzienną porcją tego, co lubię najbardziej :)

(kot nie wytrzymuje tempa, ale nieźle mu wychodzi stretching ;) )



Komentarze

Julia K pisze…
No tak! Nie dość że dziecię śliczne, to jeszcze utalentowane! Pięknie. Po prostu pięknie....tylko się cieszyć i z dumą głowę wysoko nosić :)))

Zatrzymałam się na Twoim ostatnim zdaniu....jakbym tak ja miała dzień zakończyć czymś co najbardziej lubię....
No i masakra!!!! Bo ja lubię tyle rzeczy robić, a dzień ma tylko jeden koniec!
Muszę jeszcze pomyśleć co też bym wybrała :))))
J. pisze…
:):)

oj Julka ... :*:*
Julia K pisze…
Serio!
No bo tak....mówimy tylko o realnych rzeczach, nie? Żadne tam marzenia nie do spełnienia.
No to może na rower. Eeee, nie chwilowo się nie da bo się przewrócę.
Książka! Albo nie! Film. O! Dobry film. No i to poncho mogłabym skończyć zanim jesień się skończy. Piękne słońce może by na rynek na kawę pójść i na ludzi popatrzeć, bo to być może ostatnie takie słońce. I tak bez końca. A finalnie kończę dzień tym co powinnam była zrobić a nie zrobiłam przez cały dzień ;)
Ina Leff pisze…
Zatem sto lat dla Twojej córci ;) Niech rośnie zdrowo ;) I oczywiście - udanej imprezy;)

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka