Przejdź do głównej zawartości

toczę


lubię ten lekki chaos, wymuszony przez szkołę/dziecko/pracę
lekki (czasem wcale nielekki:P) brak kontroli
codziennie wożę Młodą rano do Zuzy (osiedle obok) codziennie usiłując nie spóźnić się do pracy, ogarnąć, nakarmić dziecko, kota, zawieźć, odwieźć, przytulić, wytłumaczyć, kupić, doładować, nie zapomnieć
nie powinnam mieć już czasu na nic w tym wszystkim, a przecież mam i na codzienny trening i na rolki przynajmniej dwa razy w tygodniu i nawet na książkę. Mam, choć ciągle za mało.
Młoda trzy razy w tygodniu ma szermierkę, raz rolki i raz konie. Myślę sobie, że decyzja o posiadaniu jednego dziecka nie była taka głupia... Zresztą do drugiego dorosłam dopiero niedawno i nie spodziewam się, żebym miała je mieć. Ani czasu, ani miejsca, ani atmosfery. Życie układa swoje scenariusze.

A ja w zeszłym tygodniu znalazłam czas nie tylko na to, by stawić sie na ślubie mojego serdecznego kolegi z pracy, ale też bawiłam się nieźle na wieczorze panieńskim drogiej M :)


Komentarze

Anonimowy pisze…
jedno dziecko to tez moj sposob na szczescie. przez chwile tez czulam, ze doroslam do drugiego, ale na szczescie szybko mi przeszlo:-)
zajec mnostwo, ale wszystkie "ruchowe" a tych nigdy dosc.
lylowa
Anonimowy pisze…
Jedno to za mało. Myślę o tym czasami ze pozbawia dziecka najbliższych. Takie myśli mi chodzą po głowie kiedy ciocia było w szpitalu i moje siostry cioteczne dzieliły się obowiązkami. Na codzień oddalone a w momencie kryzysowym jednak obok siebie
Ana
J. pisze…
Myślę że jeśli dzieci łączą tylko momenty kryzysowe, to jednak trochę porazka. niemniej jednak domyslam się, co masz na myśli...
Jedno to optymalna liczba dla mnie, tak sądzę.
Poradzi sobie, bo nie ma innego wyjścia, a jeśli chodzi o najbliższych to ma 25 najbliższych kuzynów i kuzynek, więc jest szansa, że nie zostanie sama jak palec ...

Lylowa- wierzę Ci :)
Ina Leff pisze…
Ja zawsze chciałam mieć 4. Wróżono mi na rozmaite sposoby i za każdym razem wychodziło 3. Póki co - mam jedno i nie zanosi się na więcej. W sumie, biorąc pod uwagę to, jak kijową jestem matką, może toi lepiej.
Przy jednym jest o tyle dobrze, że nie musimy dzielić uwagi. Wszystko skupia się tylko na tej jednej istocie ;)
Julia K pisze…
A baterie zapasowe masz przy sobie (jakby co?) :*
fischerwoman pisze…
Też lubię ten szkolny zamęt, wszyscy jesteśmy wówczas bardziej poukładani, bo działamy w konkretnych ramach czasowych. Podziwiam Lu za to, że ma ochotę na tyle zajęć pozalekcyjnych, mój B. ma tylko basen, na inne zajęcia nie ma ochoty, ponieważ czas pozalekcyjny lubi spędzić w domu czy z kolegą na podwórku, tak najlepiej odpoczywa. Podejrzewam, że za rok coś sobie dołoży :)

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …