Przejdź do głównej zawartości

koniec końców


miałam urlop, krótki bo tygodniowy, ale zawsze to odpoczynek, z urlopu kilka migawek, z moim dzieckiem, które uwielbiam, moich zdjęć nie ma, bo przeszła mi juz nieco miłość własna i oglądać siebie na fotach nie lubię. Tu mi powieczka opada, tam ząbek wystaje... Zdecydowanie lepiej oglądać Luśkę, która nie dość że jest fotogeniczna, to jeszcze nieustannie się naciesza. Doprawdy z takiego marudnego i wkurzającego dzieciąteczka wyrasta taka pogodna i mądra dziewczyna. Życie jest pełne niespodzianek :)









więc Młoda wakacjuje nad morzem, a matka wróciła zapierniczać do P. Dziś ostatni, taki trochę nielegalny dzień urlopu, który zamierzam wykorzystać znakomicie. Czyli wyjść w tę ulewę na pocztę, potem kupić warzywa i owoce, a następnie zalec z kawą i gazetką w Starbuniu :P O ile wyjdę... Bo jak nie to machnę ze 3 odcinki moich ukochanych "Dziewczyn", zalegnę z kryminałem od rodziców, który dostałam na wczorajsze 5 h w pociągu i oczywiście potrenuję, a po południu pojedziemy z T na działkę, na której dokonał cudów. Lub do kina.
  Myślę sobie, że to fajnie być już tak trochę wypoczętym, trochę dogadanym z sobą, wiedzącym o sobie już nieco. Fajnie wiedzieć już jaki podkład jest tym jedynym, a który cień do powiek robi nam krzywdę :P Jak znosimy klęski i jak przyjmujemy sukcesy. Myślę, że ta integralność, której nie miałam jako dwudziestolatka, ani trzydziestolatka, rozwija się dopiero teraz, kiedy bliżej mi do matrony, niż dziewczyny :) Kiedy ufam sobie i nie jestem wewnętrznie sprzeczna, to duża ulga, widzę to też po Łucji, która jest takim trochę moim odbiciem. Natychmiast pokazuje mi, co jeszcze muszę przepracowac i przemyśleć. Nie sądziłam, że mogę mieć taki fajny, dobry i oby nietoksyczny układ z własnym dzieckiem. Chwilowo ?:P (podobno najgorsze dopiero za nami i wychowywana bez kar i nagród córka ma się zepsuć..:P)
no i z sobą też mam coraz lepszy kontakt, lubię siebie za to jak wyglądam (lubię swoje ciało i bardzo o nie dbam, taka wada fabryczna, uwielbiam ćwiczyć, ruszać się. Tylko biegać nienawidzę i tego robić nie będę:P). I lubię to jaka jestem. Mimo, że czasem wkurwiająca.
i na koniec fotka, którą też lubię, a na której, jak wyżej uprzedzałam, wygladam jak małe, uposledzone dziecko :) Fotkę zrobiła Fischer na wielkim błądzeniu wśród zbóż u Brommby :)


Komentarze

broszki pisze…
Łucji po prostu szkoła nie wpienia, nauczyciele mają w wakacje tak samo ;)
Zaprawdę badz wdzieczna losowi za tą mozliwosc spedzenia przez dziecko wakacji u dziadkow nad morzem i za te przysłowiowe 3 odcinki Dziewczyn. W kazdej minucie zycia.
fischerwoman pisze…
Po prostu masz fajne i mądre dziecko, po Mamusi :) I jakie fotogeniczne :) Zastanawiam się, co bym robiła, gdybym nie miała dziecia na pokładzie domu, chyba bym najpierw oszalała ze szczęścia a potem strasznie tęskniła :) Ale perspektywa kilku dni z wolnymi popołudniami, wieczorami tylko w obecności męża cudna :) Carpe diem!

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …