Przejdź do głównej zawartości

truizmy


w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy sami łamane przez samotni
spotkanie kogoś, kto tę naszą samotność choć zrozumie, to wielkie osiągnięcie, ale bez złudzeń- oswajanie cudzej samotności to wysiłek tak wielki że mało komu się chce

ostatnio nie spotkałam nikogo, kto powiedziałby, że jest szczęśliwy/ usatysfakcjonowany/ spełniony pozostając w bliskim związku z innym człowiekiem
 bywa się
ale rzadko

niemniej jednak upieramy się (wolę pisać przez MY, niż przez JA, brzmi lepiej i powoduje, że wierzę, iż nie ja jedna dałam się nabrać:P) przy związkach, układach, relacjach, które mają nas uszczęśliwić/ rozwinąć/ dopieścić/ utulić do snu

pf

miłe są bajki sprzedawane przez kino i literaturę
ale (nie wiem, być może ostatnio, być może zawsze) to tylko bajki. Tak serio to, żeby zbudować cokolwiek, nawet domek z lego, trzeba się postarać i popracować nad sobą
sobą

nie mężem/ kochankiem/ dzieckiem/ matką/ ojcem /szefem ...
sobą

no, a nad sobą jest najtrudniej
i nie widowiskowo
i nie daj Boże, może się udać :P


otóż ten wpis jest o tym (teraz będzie puenta z niespodzianką), że nasze szczęście/ zadowolenie/ poziom satysfakcji itp zależą od nas
choć oczywiście nitki wiążące nas z innymi skutecznie wpływaja na nasze samopoczucie
metodą prób, błędów, wypaczeń i własnych grzechów, których nie żałuję :P osiągnęłam poziom zero

sama z sobą bez ściemy

Ale wiecie, co?
ponad 30 lat męczyć się, żeby dojść do truizmu ...
za 30 lat powiem Wam, czy poziom plus 1 jest dla mnie osiągalny, na razie lecę na pocztę :P

Komentarze

broszki pisze…
Nitki wiazace nas z innymi wplywaja na nasze samopoczucie... Gdyby nie to jedno zdanie...,
Brombie pisze…
Kochana, coś ściemniasz. jak to nikogo nie spotkałaś? A ja??!! ja jestem szczęśliwa w związku od 14 lat, mało tego- jestem szczęśliwa "całościowo", choć, jak wiesz, problemy i tragedie wcale mnie nie omijają. Masz rację- wszystko zależy od nas, od naszego nastawienia, od oczekiwań, a raczej od ich zminimalizowaniu. Pozdrawiam ciepło w ten dzień ponury i mglisty.
fischerwoman pisze…
Ej, no ja też się wpisuję w ramkę szczęściary w związku - w związku od 14 lat,w małżeństwie od 9 lat. Szczęściary całościowo, choć z potyczkami i sukcesami na koncie. Jestem sama, kiedy biegnę, to są moje chwile samotności, tylko ja i otaczający mnie świat. Ale wiesz co dla mnie jest najpiękniejsze w tych chwilach? Że się kończą i wracam do domu, w którym ktoś na mnie czeka, a jeśli nie czeka (bo jest w pracy), to wracam do NASZEGO domu, mojego i Jego :) buziaki!
J. pisze…
no to ja się tylko cieszę że Wy takie szczęśliwe jesteście :*:*

oczekiwania zminimalizowałam do zera :)) Teraz liczę tylko na siebie :)))

Cmoook Dziewczęta :*:*
słodko-winna pisze…
A mi się nue udało bycie szczęśliwą w małżeństwie. Jednak moja samotnosc jest bardziej szczesliwa niz nie jest. Szczęśliwa wdowa;-)
słodko-winna pisze…
A mi się nue udało bycie szczęśliwą w małżeństwie. Jednak moja samotnosc jest bardziej szczesliwa niz nie jest. Szczęśliwa wdowa;-)
Emma Ernst pisze…
Na pewno najpierw trzeba być szczęśliwym ze sobą bez uwarunkowań w postaci drugiej połówki, a dopiero później jest jakaś szansa na coś wspólnego. Chociaż na dobrą sprawę jeśli jesteś szczęśliwa sama, to druga połówka jest już jakimś nadmiarem. Ryzykownym nadmiarem. A jednak... jakoś ciężko nam się pogodzić z myślą, że własne szczęście mamy tylko dla siebie. Zastanawiam się ile w tym jest wdruków kulturowych (książki, filmy i mit o wiecznej miłości), a ile autentycznej potrzeby dzielenia się własnym szczęściem z drugą istotą. Nie wiem tego.
J. pisze…
Słodka- :))))))))

Emmo- ja nic nie wiem i tfu! obawiam się że tylko czuję
a ile z czucia rodzi się bzdur, to obie wiemy ..
:*
fischerwoman pisze…
https://www.youtube.com/watch?v=VOlKiewuepU

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …