Przejdź do głównej zawartości

the end


finis czyli koniec bloga

dziekuję

Komentarze

fischerwoman pisze…
Ale, że co, dlaczego?????
J. pisze…
Sylwia- nie mam już tak weny, a i tak nikt nie zaglada tu

Całuję mocno :*:*
fischerwoman pisze…
Zagląda, zagląda, ale z weną rozumiem -też jej nie mam, zebrać mi się do wpisu coraz trudniej- życie toczy się w realu :)
J. pisze…
no własnie się toczy, ciągle coś :)))

A Ty byś mogla wpis zrobić :)))) Bo nie mam co czytać:*
fischerwoman pisze…
Chyba zrobię podobnie, bo toczy mnie poczucie winy, że nie piszę....
J. pisze…
nie łam mi serduszka, Maleństwo :*
fischerwoman pisze…
Mango przestań, częściej widzimy się w realu, niż ja wpis redaguję :0
J. pisze…
jak dawno nikt nie powiedział do mnie Mango!!

to kiedy spotkanko ??:)))
annawoloch pisze…
a mnie się zdaje, że z tym blogowaniem , to jak nałóg ...

wraca ;)

uściski
Nie opuściłam ani jednego wpisu.
To już trzecia osoba z ważnych dla mnie osób:(
A może nie zamykaj, tylko nie pisz, dopóki nie zechcesz napisać?
Uściski!
J. pisze…
no nie wierzę !!!
:):)
myślalam że ten blog umarł i chcialam potomnym postawić świeczkę, że tu byłem, ale sie zmyłem, a proszę- Sylwia, Ania, Magda ....

no kocham Was :*

aczkolwiek z weną słabo :))
Anonimowy pisze…
I pewnie jest nas więcej :) Bo ja też, wyczekuję niecierpliwie i czytam z uwagą - każdy! Choć "po cichu", ale zawsze :)
Pozdrawiam!
A.
Brombie pisze…
To taki okres przesilenia. Mam to samo. Coś wisi w powietrzu. Nie zamykaj. Poczekajmy jeszcze.
Emma Ernst pisze…
Pogięło Cię, Młoda, czy co???
Nie dasz rady bez pisania - WIEM TO!


J. pisze…
haha

bez spania to nie dam.... ale pisanie... to ostatnio li tylko bredzenie o tem samem :))))
Uliszka pisze…
Ja też tu bywam, po cichutku, ale regularnie. Smutno by mi było, gdybyś zniknęła. Z nałogu blogowania został mi tylko nałóg zaglądania na cztery blogi, w tym Twój.
Emma Ernst pisze…
Dźej,
zrobisz, co zechcesz, to oczywiste. Nie jesteś naszą własnością, nie mamy żadnego prawa Tobą rozporządzać ani decydować o czymkolwiek. ALE...z doświadczenia wiem, że takie radykalne cięcia godzą głównie w tego, kto dzierży miecz i nim wywija ;-)) No nie wiem, w moim życiu metoda miecza się nigdy nie sprawdziła. Nie wiem czy pamiętasz, że rok temu w lecie poszłam na urlop sieciowy, bo strasznie mi ciążył blog i cała reszta. To trwało dobre 3 miesiące, po których wróciłam w przyjemnością. Teraz też robię jeden wpis na 3 - 4 tygodnie, co w porównaniu z niegdysiejszymi kilkoma tygodniowo jest tempem ślimaka, ale dobrze mi tak człapać, a nie podskakiwać i wymachiwać wierszykiem ;-p))
Myślę, że warto mieć miejsce, w którym można się zwyczajnie wygadać. masz tu nie tylko czytelników, ale przyjaciół. Ok, ok, to brzmi pompatycznie, bo się nie widzimy, ale sama wiesz jak jest - czasem obcym mówimy więcej niż najbliższej rodzinie, mam rację?

Uff...alem elaborat wysmażyła.


Reasumując: zostajesz :D
J. pisze…


...


jestę w szoku

:)
Emma Ernst pisze…
:)))))

To dobrze rokuje.

Ale nie zmuszaj mnie do tego, żebym zaglądała do Twoich szkiełek co 15 minut - litości! Na stare lata i dobre 6 ( słownie sześć!) lat znajomości blogowej. Znam Cię dłużej niż Wu!!! To sobie uświadomiłam w związku z tym wpisem.

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka