Przejdź do głównej zawartości

cztery dni później ...

jesteście niemożliwe...
zagłaskałyście moje ego i postanowiłam, że co mi tam
konsekwentna se będę na starość
albo i nie ...:):)

Znaczy- podziękować chciałam, bo byłam pewna, że tu tylko moje wypociny, ja i echo
no ale nie
...

szłam dziś do pracy przy sprzyjającej aurze, zanurzona w myślach, ale jedną nogą jednak w realu, bo krwiożerczy rowerzyści zasuwają z taką prędkością, że czujność jest wymagana ... Więc szłam sobie chodniczkiem, wzdłuż trasy PST, tu przystanek, tam rowerzysta, ówdzie psia kupa ... A przy chodniku pełno dmuchawców
i wróciło do mnie jedno z najżywszych wspomnień
to był maj, rok 1999 :) szłam do akademika i byłam na wysokości przystanku autobusowego. Na przystanek podjechał 82. Zobaczyłam biegnącego z naprzeciwka na przystanek Dawida (rude dredy, chłopięca sylwetka, dziecinny wyraz twarzy) autobus czekał, Dawid biegł. W pewnym momencie schylił się, zerwał dmuchawiec, stanął przede mną i go zdmuchnął. Zaczęlismy się śmiać, Dawid wskoczył do autobusu, przesłał mi całusa i pojechał na uczelnię...
Nie mam pojęcia czemu to wspomnienie ciągle żyje. Miałam tysiace fajniejszych sytuacji, których nie pamiętam. Z Dawidem nie łączyło mnie nic, prócz wspólnych imprez i tego, ze kochał sie w Emilce, mojej współlokatorce z akademika.
 Niezwykłe, co zapamiętujemy, prawda?
Przez wiele lat pytałam siebie- dlaczego to, a nie coś innego. Dziś myślę, że pytanie dlaczego? dobre jest dla filozofów i naukowców, ale nie dla mnie :) Mnie nie interesuje- dlaczego? Fascynuje mnie, że w ogóle. Cieszę się, że przeżyłam, to co przeżyłam. Świat moich wspomnień jest absolutnie bezpieczny i fajny. Nie czai się nic złego, mimo, że nie zawsze było tak jak chciałam. Ludzie umierali, odchodzili, łamali serca. Łzawiły oczy, drżała broda. Przez większość życia byłam smutna. Przez ponad 30 lat byłam marudą, nieszczęśliwą kobietą z wiecznym "ale" do życia. A przecież miałam zajebiste życie.
 I.
W zasadzie wtedy gdy postanowiłam je rozpierdolić, znalazłam siebie. Być może to brzmi ironicznie. Być może :)
Ponad 30 lat bałam się żyć. Od dzieciństwa zamknięta w klatce zakazów i nakazów nie wiedziałam, czego chcę. Wiedziałam, co trzeba. Wiedziałam, jak wybrać, żeby było dobrze, właściwie i spokojnie. Wiedziałam, co muszę i robiłam to.
I nadal robię.

I nikt, kto nie jest mną tego nie zrozumie.
I na pytanie- dlaczego? mogę znaleźć odpowiedź tylko w sobie. W splątaniu, zmotaniu, odrzuceniu w dzieciństwie, próbach doskoczenia do poprzeczki. 
Szczęście znalazłam w sobie. Ale znalazłam je przez wiele przeżyć, nie zawsze słusznych z moralnego punktu widzenia. Tyle, że ja patrzę inaczej. Mam dwie perspektywy- słuszną i swoją :) Oczywiście, one się wzajemnie wykluczają :P
Nigdy nie wiemy, co nas zmieni i dlaczego. Myślę nawet, że mało co nas- dorosłych może zmienić aż do tego stopnia, jak zmieniła mnie znajomość z M.
I nawet myślę, że on tu wiele nie zdziałał, że rzeczy potoczyły się niejako obok. No ale nie zupełnie obok. 
Nie przestając robić tego, co trzeba, odkryłam, że można robić, to, czego nie wolno :)) Co za skrajności. Dopiero niedawno wpadłam na to, ze nie obędzie się bez złotego środka. Czasem śmieję się, że ludzkość wymyślając słowa- Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek, boryka się z tym problemem od dawna. Próba pogodzenia dwóch światów i nieumiejętność zrezygnowania z żadnego.
Oczywiście- niemożliwa. Zupełnie, całkowicie niemożliwa.

 Zapędzona w kozi róg odzyskuję humor i jasność widzenia. Życie jest jakie jest.
Dlaczego ? :)
To suma tak wielu wypadkowych, ze próba szukania odpowiedzi skazana jest na porażkę. Może gdybym wierzyła w Boga, mogłabym powiedzieć - On tak chciał. Bo na pewno nie ja :)

W życiu jest wiele pytań bez odpowiedzi. Co nie znaczy, że nie warto pytać. Pewnie warto.
Ale najbardziej warto jest żyć.



(Dawid nie dożył końca studiów,i pamiętam już - narkotyki, czy pobicie ... )

Komentarze

synafia pisze…
Warto!

Oraz, kurczę, J., to ja nie mogę spokojnie zachorować, żebyś Ty mi za plecami nie próbowała zamykać bloga? No halo!

Dobrze, żeś się opamiętała w porę :)
słodko-winna pisze…
Wiesz, Dżej?
Od czasu do czasu nas piszących blogi mały diablotek kusi by nacisnąć guziczek: DELETE.
Cieszę się, gdy pokonujemy tego diablotka. I znowu chcemy pisać, i znów przychodzą słowa.
Dobrze, że jesteś:*
Emma Ernst pisze…
No wypraszam sobie! To miał być kop w te Twoje cztery literki w rozmiarze XS a nie jakieś głaskanie! Kto mający odrobinę rozsądku próbowałby zagłaskiwać dzikiego kota ;))

Twoje dwie perspektywy mnie urzekły. Dlaczego? Bo też mam dwie. I też już nie szukam odpowiedzi. Myślę, że nawet gdyby była, nie uwierzyłabym, że jest tą właściwą. Bo lubię drążyć temat. Tak jak Ty. I żyć też lubię. :))
broszki pisze…
HALO. Nie zgadzam się na żadne takie numery typu koniec pisania tak? Reszta na priv, bo tu się wstydzę, papatki.

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…