Przejdź do głównej zawartości

odpoczywam


nie ma wyjścia, trzeba się zregenerować
Lu ma zapalenie gardła i kryzys, że nie może chodzić do szkoły (mega mega kryzys)
T jest chory i wstaje tylko po to, zeby paść ;)
ja natomiast mam sie świetnie i poszłam rano z Brom na Wolny Targ Poznań, gdzie upolowałam dziecku obrazek Marianny Sz.
oraz torbę, oraz poszłyśmy na lody. Rabarbarowe też :) Potem zrobiłam dobry obiad, a teraz z maseczką na paszczy zaległam w dzieciowym pokoju i jest mi o tak:
znaczy - nam jest, bo moj nieodłączny towarzysz wybrał spokojną lekturę ze mną, miast oglądania Eragona w pokoju obok ;) Koty wiedzą, co dobre!
 Poza tym jest ok, olałam niemiecki w piątek, bo szurając nosem po chodniku musiałam lecieć z Młodą do lekarza, który przyjął dziecko dokladnie o godzinie, w której zaczynalam zajęcia. Zdolnosci bilokacji nie posiadłam, więc zamiast odkrywać smaczki niemieckiej gramatyki stałam w kolejce po antybiotyk, a potem postanowiłam zrobić trening z prawdziwego zdarzenia. Zakwasy mam do dziś, mimo, że ćwiczę prawie codziennie i zasadniczo zakwasów nie miewam. Najważniejsze jednak że jestem szczęśliwa i mam wielką satysfakcję ze tego, że wyglądam jak wyglądam oraz że dobrze mi ze swoją fizycznością. Och jej ... Ciekawe jak długo :P
A skoro mi dobrze, to uwadze nielicznych zaglądajacych tu chciałam polecić książeczkę niewielką, ale cenną wielce, wydaną  przez Agorę - "Kochaj wystarczająco dobrze" to cykl wywiadów z róznymi osobami (głównie z kręgu terapeutów i psychologów) na temat zwiazków i miłosci. Mądra, miła rzecz.
 A ponieważ mam czasu nieco to  zabrałam się za zaległe filmy. Postanowiłam obejrzeć wszystkie z moim ukochanym Tomem Hardym :):) Gość jest w 200% w moim typie i jak tylko go widzę to przepadam z kretesem. Po świetnym "Locku" (2013) nakręcił w 2014 klimatyczny kryminał The Drop (Brudny szmal). Z recenzji na Filmwebie - Roskam zadbał o to, by skromny, pozbawiony fajerwerków tekst autora "Gdzie jesteś, Amando" po transferze na ekran nie stracił nic z bogactwa niuansów i humoru. Wydatnie pomogli mu w tym aktorzy: jednocześnie zrezygnowany i kipiący złością Gandolfini, psychotyczny Schoenaerts oraz obdarta z glamouru Rapace. "Brudny szmal" należy jednak przede wszystkim do Toma Hardy'ego. Trudno rozpływać się nad jego rolą bez strzelania spoilerami, dlatego musicie mi wierzyć na słowo: szmal może jest brudny, ale Tom gra czysto jak wiedeńska orkiestra.

(wspomnę już od siebie, że The Drop to ostatni film, w którym zagrał Gandolfini...)
...

a na deser zostawiam dwie foty z wczoraj. Łucja wymyśliła sobie deser i sama go przyrządzila, radości bylo mnóstwo a efekt pracy- smakowity






Komentarze

synafia pisze…
Zdrowiejcie!

A co to za deser? Bo ja widzę... galaretkę z czarnymi oliwkami? Muszę chyba wyczyścić okulary ;)
J. pisze…
hahhahahaha

to winogrona są :)))
fischerwoman pisze…
Dobrze Ci, no dobrze :)
synafia pisze…
Aaaa, winogrona! To ma więcej sensu ;)

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka