Przejdź do głównej zawartości

o tym, czego chcę


     Święta więc byly urocze i dość niepohamowane w jedzeniu i piciu, ale też treningów i spacerów nie unikałam. Zatem na plusie jest może z pół kg, a może nawet nie, bo obżerałam sie głównie sałatą i ćwikłą. No i sernikiem bratowej :)


 miałam czas na czytanie, na snucie rozważań i kręcenie hula hop

Przeczytałam książkę, która wpadla mi w ręce przypadkiem a okazała się, mimo swej niewielkiej wartości literackiej, krokiem ku lepszemu. Chodząc po Matrasie przed świętami wzięłam w rękę  "Pieśń o poranku" P. Simons i uznałam, że jest wystarczająco gruba i odmóżdżająca jak dla mnie a po przeczytaniu zostawię ją mamie. Więc kupiłam. To historia o kobiecie, która ma wszystko, jest piękna i obrzydliwie bogata i zakochuje się w młodym (20 lat młodszym!)  bogu, oczywiście z przeszłością i motocyklem. I w pewnym momencie opuszcza swój świat i trójkę dzieci, żeby życ życiem o którym marzyła.
I co? No i gucio :P
proza życia dopada ich w malowniczej Australii. Niby banał, ale nie do końca (mimo, ze sama książka zdecydowanie za długa i przegadana). Podobało mi się to, że jest w niej podjęta próba wyjaśnienia i próba zrozumienia bohaterki. No i, ofkors, to, że bohaterska Larissa odeszła z kochankiem. A nie zerwała znajomości po przeanalizowaniu wszystkich plusów i minusów :P znaczy była odważniejsza ode mnie. Ale czyż obie nie poległyśmy na tej samej prozie?:P Na dodatek (do wszystkich  książek i życia) moja mama uparła sie wczoraj oglądać Take this Waltz. A w filmie tym pada moja ulubiona fraza o tym, że życie ma swoje braki i choćbyś się zes...to nic na to nie poradzisz.

 A ja tak bardzo chciałam, żeby tych braków nie było. Tak bardzo wiedziałam że być muszą i tak strasznie, rozpaczliwie walczyłam. Dawałam sobą pomiatać i pozwalałam robić z siebie szmatę, wierząc, że to może doprowadzić do czegoś fajnego (?!). Wydawało mi się, że widzę rzeczywistosć taką, jaka jest. A widziałam, to, co chciałam widzieć. Myślałam, że udźwignę koszmar i doprowadzę do happy endu. 
 A w tym wszystkim uparta byłam jak oślica i nie pozwalałam sobie uwierzyć, że rację mają inni, nie ja. No przyznaję, że to musiało być irytujące :)

  A teraz po prostu chciałabym przestać tak rozpaczliwie dawać, płaszczyć się, walczyć i w końcu - odpocząć. Jeśli życie ma dla mnie coś dobrego, to chętnie to przyjmę :) Ale już nie bedę walczyć. Nie będę z tą ślepą furią bić się o coś, co mnie niszczy. Ten element samozagłady jest dla mnie we mnie dość zagadkowy. Aczkolwiek już pod kontrolą. Udało mi się wyluzować. Jakbym nagle poluzowała zaciśnięte szczęki i wypuściła z nich to, czego się tak rozpaczliwie trzymałam.

 Chcę teraz brać od zycia :) Już jestem gotowa. Już nie muszę cierpieć, umierać z miłości, być dywanem pod cudzymi stopami. Jestem gotowa.

 Proza życia też może być ciekawa. :)

Komentarze

słodko-winna pisze…
Pewnie, że jest. Tylko czasem tak cholernie brakuje tego pieprzu.
Buziak, samoprzekonujaca się Dżej :*
J. pisze…
:*
lepiej być samoprzekonującym niż samoudręczającym się :))
synafia pisze…
Jest ciekawa i potrafi też zapierać dech w piersiach :) I boleć, niestety, też.

Czym się!

Ja mam na plusie 30 kg ;)
J. pisze…
Synafio- potrafi wszystko, tylko jest trudna:)
to dramat jest łatwy:*

plus 0,3 ?:P
fischerwoman pisze…
Powiało wiosną i optymizmem, trzymam Cię za słowo :)

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka