Przejdź do głównej zawartości

czwartek



są takie momenty, że wolałabym być obserwatorem swojego życia, a nie aktywnym uczestnikiem
no, ale, jest jak jest i pokonuję kolejne stopnie w drodze, która raczej prowadzi donikąd :P

 jutro rano jedziemy do Powidza na weekend, mimo, ze prognozy są z gatunku chujowych, nie ustaję w nadziei na rowerowe przejażdżki oraz rowery wodne i być może urocze spacery brzegiem największego jeziora w Wielkopolsce. Nie ustaję również w nadziejach, że wrócę zdrowa, oraz pełna sił.

 dziecko me, zachwycającym nieustannie będąc (wybaczcie frazę, po prostu nie mam czasu czytac książek i słowotwórczo sie rozjezdżam) ma coraz więcej talentów i wrodzonych darów, co objawia się tym, że nie ogarniam. Jest tak inna ode mnie :P Na dodatek szermierka pochłania ją bardzo (dresik za 6 stówek robi swoje:P) że kolejne treningi będzie już miała w siedzibie AZS AWF, kocham jej trenera za to, że będzie ją zawoził i przywoził :).

ja zaś mam  talentów niewiele, marzę za to o fitness jumpingu i za cholerę nie mogę zlokalizować sensownego miejsca w Poznaniu... Jest na Starym Żegrzu, ale AŻ tak zmotywowana nie jestem, żeby jeździć se poskakać na drugi koniec miasta. Więc jakby ktoś coś :) Bo treningi Chodakowskiej to już trochę mało, rolki i rower nie męczą a i pogody nie ma. Aktywność fizyczna to chyba jedyne, co mi wychodzi i sprawia przyjemnosć, więc pomóżcie :)

 patrzę na swoje życie jak na coś dosć absurdalnego. Pierwsze, co mi się kojarzy z moim życiem to ubogość i jakaś taka przaśność. Jakieś niewyraźne smaki, niedomyte szyby, brak rozmachu i odwagi. Zachowawczość.

 no ale przecież dobrze jest
dobrze
choć czasem myślę, że byłoby może lepiej, gdybym była bardziej ze swym życiem kompatybilna

 sama sobie jestem czasem problemem
 ale myślę, że do rozwiązania ...

edit.
i właśnie w poniedziałek zostanę włascicielem działeczki rekreacyjnej. W Biedrusku :).

Komentarze

Brombie pisze…
Fitness jumping?? Ke?

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…