Przejdź do głównej zawartości

   kiedy byłam młodą, śliczną studentką :P oczywiście, jak wszyscy podówczas jarałam się piosenkami Osieckiej (był to czas wydania nakładem Polskiego Radia kompilacji płytowej "Pięć oceanów") i kochałam niemal wszystkie, pomijając te, których nie kochałam nigdy :P
Wśród złotej trójki mych faworytek była ta, śpiewana rzewnym głosem przez Krajewskiego:



Nie, nie łatwo miłość wygnać z ciemnej duszy,
choćby była jedną lampą, jedną świeczką.
Lecz jeżeli, lecz jeżeli człowiek musi,
to salwuje się szklaneczką i ucieczką.

Nic za darmo, nic za grosze, oczywista,
za to płaci się siwizną młodych serc.
Ale rano znowu rusza się do twista
lub się biegnie, Majakowskim być, na wiec.

Potem bywa niby w kinie, upływ czasu,
jakieś dzieci, jakaś żona, czasem dwie.
A gdy ona upragniona wyjrzy z lasu
to nie bardzo w gruncie rzeczy chcieć się chce.

Nie, nie łatwo miłość przyjąć duszy czarnej,
choćby była jedną świeczką, jedną lampą.
I choć bywa, że człowieka się przygarnie,
to wciąż karze się i karze go za tamto.

Myślę dziś, nieco przewrotnie i ironicznie, że głupim to sie wydarza los z ich ulubionych piosenek i trzeba było ukochać sobie coś w stylu "znów księżniczka Anna spadła z konia" to miałabym dupę obitą, a nie duszę :P I myślę jeszcze, że celność tej pioseneczki to właśnie ostatnia zwrotka. ... Nie, nie łatwo... A i fakt, że zostałam ukarana za tamtą, o takim samym imieniu i podobnych cechach... Gorzko się czasem we mnie robi. Gorzko i smutno.

I wiem, choć mam świadomość, że kto nie doświadczył, nie będzie rozumiał, że mój świat, moje obecne życie, moje szczęście, porządek w szafach, łopoczące na suszarce ręczniki, miał swoją cenę. Osiecka nazwała to siwizną młodych serc. Ja nie umiem nazwać.

Czasem chcę krzyczeć z radości- zobaczcie, jaka jestem zajebista, wygrałam z samą sobą. Wygrałam. Rozsądek zwyciężył. Ocaliłam się z pożogi.

na jednym z blogów znalazłam takie słowa
 Sama nie wiem, czy jest mi przykro, ze to wszystko się stało, czy może czuję ulgę, ze to już za mną, ze już to przeżyłam? Ludzi traci się czasem z rozsądku, który celowo mija się z naszą wolą. Jak ktoś rozrywa serce, to się odchodzi nie dlatego, ze się chce, ale po to by zatamować krwawienie. Bo krew na odległość krzepnie znacznie szybciej. 

kiedy opadły emocje i odzyskałam wzrok zobaczyłam skalę zniszczeń, we mnie. Moja rodzina pozostała w zasadzie nietknięta, a jednak, mimo wszystko staram się wynagrodzić im swoją głupotę. I jeśli mówię o cenie, którą zapłaciłam, to nie mówię o czasie przeszłym dokonanym.
 
Mówię o czymś, co się ciągle wydarza...
codziennie od nowa


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …