Przejdź do głównej zawartości

dziwny tydzień

 to był taki dziwny tydzień

w poniedziałek rozpadłam się z kretesem i nieodwołalnie, dostałam temperatury i odmówiłam współpracy z życiem i samą sobą
we wtorek próbowałam to ogarnąć,
ale w środę musiałam wziąć wolne, bo nie umiałam znaleźć drogi do siebie
zgodnie z tradycją, którą zapoczątkowałam 15 lat temu, wylądowałam na fotelu fryzjerskim z poleceniem- do gołej skóry
fryzjer- człek dobry i diablo przystojny, nie posłuchał

 samojebka, z wysoką temperaturą i wielkim łbem. Cóż, natura mnie jednak nie rozpieściła, aczkolwiek włosy widać, a o to chodzi.










 W środę podjęłam decyzję, że trudno, muszę wracać z wygnania, smutku i łez. Odbierając Lu ze szkoły wzięłam jeszcze Zuzkę i Julkę. Było bosko. Zmobilizowałam się do wyjścia, do radosci, do współuczestniczenia w chichocie.
Aniołeczki wymęczyły mnie, zeżarły obiad i pohasały. Było to kompletnie nieplanowane, spontaniczne i fajne. Przypomniałam sobie, że ludzi spotykamy po coś i On był własnie po to, żeby nauczyć mnie tej improwizacji, spontaniczności i śmiechu. M. Szczygieł chyba powiedział, że wszyscy jesteśmy dla siebie tylko etapami. Wyrzuciłam wszystkie maile, wszystkie zdjęcia, każdą nadzieję. Przypomniało mi się, że w ostatnim mailu M napisał- nie pisz do mnie, jeśli będziesz chciała coś, to zadzwoń i porozmawiaj ze mną. Po tylu dniach  wiemy oboje- nie zadzwoniłam. 

Ten tydzień zasadniczo miał być poświęcony nauce i zakuwaniu niemieckiego, z którego mam dzis wielki test. Uczyłam się wiele godzin, ale raczej niewiele przyswoiłam ;) Uczyłam sie nawet trenując, co moje dziecko uznało za szczyt absurdu :P A dziś podejdę do tego testu na luzie. Będzie co będzie, i tak daję radę, w razie w- poprawię. Świat sie nie zawali. Najwyżej wywalą mnie z roboty....
:P

jakaś puenta na koniec ?
dwie ;)


“ Czekałam, aż ktoś do mnie zadzwoni i powie, że to już koniec. Nie chodziło mi o to, żeby to był szczęśliwy koniec, tylko jakikolwiek. Myślę, że czasem można chcieć już tylko, żeby coś się skończyło, obojętnie jak. ”
— Grażyna Jagielska – Miłość z kamienia.


“ Zawsze próbowałem znaleźć jakąś dziurę w całym, teraz walczę, żeby szukać całości wśród dziur."

 — Tomasz Jastrun

Komentarze

Brombie pisze…
Na tym zdjęciu jesteś podobna do...najlepszego fryzjera jakiego znałam. O to Ci chodziło?
J. pisze…
hahahahaha
nie wiem zupełnie o co mi chodziło :P

mam stres:P Obczajam trasę jutrzejszą:)
Emma Ernst pisze…
Wszystkie maile?? Szacun.
synafia pisze…
I jak ten test?

Wyglądasz jak zwykle - pięknie! :)

I dobrze, że wszystko wywaliłaś. Lżej bez takiego trupa w szafie.

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…