Przejdź do głównej zawartości

sobota


     po całym permanentnie zestresowanym tygodniu, zakończonym piatkowymi zajęciami niemieckiego (22 melduję się w domu, zmęczona tak, że do 3 nie mogę zasnąć), sobota rozpoczyna się migreną
i porządkami.
Odłożyłam prawie 40 książek, które wywiozę do wiejskiej biblioteki. Sprzątnęłam księgozbiór Młodej i dołożyłam kolejnych 15 pozycji. W zeszłym tygodniu sprzątnęłam Luśkową szafę, dziś moją, wyjechało wiele rzeczy.
 To jednak jeszcze nie jest minimalizm, ponieważ nadal nie mogę uporać sie z tematem kosmetyków, których mam za dużo. Niemniej jednak - walczę. 
W nagrodę za niezwykłą dzielność :D kupiłam dziś "Dracha" Sz. Twardocha. Za chwilę wylądujemy razem na sofie :)
Młodej kupiłam dwie fajne książki
"Zróbmy sobie arcydziełko" wyd. Dwie Siostry i "Wielką księgę młodego filozofa" wydaną przez Czarną owieczkę. Obie pozycje polecam, z pełną świadomością nieużyteczności zawartej w nich wiedzy ... Ani sztuka, ani filozofia nie są we współczesnym świecie najbardziej pożądane, ale nieznajomość ich, jest, z mojego punktu widzenia, objawem ignorancji i indolencji umysłowej :P Zatem - nic tylko czytać i się oswajać.
Dla siebie poluję jeszcze na "Pchli pałac", Aros ma po taniości, ale obiecałam sobie nie wiecej niż jedną książkę na 2 tygodnie, bo i tak nie nadążam z czytaniem.
Albowiem ilość pracy jest przytłaczająca, codzienny trening tez zabiera nieco czasu, a jeszcze nieopatrznie wciągnęłam się w "Homeland"...:) No i niemiecki. Obiecałam sobie opanować go do czerwca przynajmniej na takim poziomie jaki miałam 10 lat temu. ale chwilowo opanowuje mnie czarna rozpacz. Jednak dużo zapomniałam. Nadrabiam miną. Wszystko w życiu nadrabiam miną i humorem. Prowadząca zajęcia powiedziała mi wczoraj, że zanim dołaczylam do grupy to było tylko kilkoro zmęczonych i dość smutnych osób. Wczoraj umówilismy się na wspólne piwo :) Gdybym miała wybierać, co chcę robić w życiu, to chyba jednak zostałabym tym, kim jestem... Bo właściwie powinnam być profesjonalną, elokwentną asystentką, co zna sie na wszystkim. A jestem całkowicie nieprofesjonalna i nic nie umiem. Za to nawiązuję kontakty natychmiast i umiem z ludźmi być. Umiem być prawdziwa i wali mnie lekko to, że czasem jestem smieszna, a czasem okrutna. Chyba bycie mną polega na całkowitej szczerości i umiejętności śmiania się. Głównie z siebie.
Choć, bywają momenty, kiedy bywam wiedźmą. Uwielbiam być wiedźmą :P
Czasem czuję w sobie moc, nad która nie mam władzy...

Myślę sobie, że popelniam świetne błędy. Dzięki nim odkrywam nowe ścieżki i smakuję życie.
Dziś wiem, że nie żałuję niczego. Co nie znaczy, że wszystko bylo dobre. W zasadzie - chrzanić wszystko. Życie jest za krótkie, żeby żałować. Nie potrzebuję mocnych doznań, skakania na bungee, ekstremalnych przygód, podróży dookoła świata. Potrzebuję czasami włożyć palec do kontaktu i suszarkę do wanny :P:P 
jestem małoformatowa, taka sobie o :P
czasem jednak lubię mieć tajemnice i gorzkie poczucie spełnienia. no cóż.

a teraz ja i Drach udajemy się na pierwsza randkę.

Komentarze

Brombie pisze…
"Pchli pałac" po prostu pożycz ode mnie. Nie wkładaj suszarki do wanny, pliz. Może i jesteś małoformatowa, ale za to umysł i serce masz wielkie. Pozdrawiamy spod kocyka. PS. Mamy konflikt z A.-każdy chce czytać "Czarne mleko". On , bo już je zaczął czytać- Ja, bo już wszystko inne się skończyło :))
fischerwoman pisze…
Mango, Ty nieprofesjonalna asystentka?? Pomijając tę drobną wpadeczkę, o której opowiadałaś, jesteś bardzo profesjonalna, tylko sama siebie nie doceniasz, ot co!
Emma Ernst pisze…
Po moim minimalistycznym sumieniu przebiegł dreszcz, kiedy sobie uświadomiłam ten bezmiar nadmiaru w szafach, na półkach z książkami, kosmetykami...

Jeśli chodzi o kontakty z ludźmi mam podobnie. :) Tyle tylko, że wrodzona grzeczność mnie zwykle powstrzymuje od bycia wiedźmą, ale nie zawsze grzeczność wygrywa ;)
synafia pisze…
Ach, jak mi posmakował ten wpis! Jak dobra, mocna herbata!

Pewnie, herbata to nie szampan. Ale herbatę można całe życie pić bez znużenia. A szampan smakuje tylko czasem, jak go za dużo, to i pawia puścić można ;)

No więc :)

Uściski!

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka