Przejdź do głównej zawartości

środa po niedzieli ;)


wrócilam zdygana z pracy, serio serio zdygana, bo poziom stresu i absurdu osiąga stany, w których zaiste można sie juz powoli oderwać od rzeczywistosci i przejść w alternatywne światy. To raz, a dwa, że godzinę przed wyjściem T przywiózł mi Lu do biura, ze słowami, zostawiam Ci w aucie zmiotkę, jedź 5 na godzinę, bo masakra. Sypie albowiem białym gównem. 
Zamarłam. A on pojechał w długą. Więc o 16.15 spakowałam mlode na tył, Patrycję z pokoju obok na przód, obmiotłam, oskrobałam i 14 na godzinę :P zawiozłam Patrycję na autobus a Młode do domu. Było nielekko :)

kiedy juz ogarnęłam, nakarmiłam, potrenowałam, sięgnęłam po "Czarne mleko" Safak, I tak oto przemówiła do mnie

"przestań gonić fale. Pozwól morzu przypłynąć do ciebie"

ożesz w mordę, se myślę, jest to dokładnie to, co uczyniłam. dokładnie. Tylko nie ogarnęłam tego werbalnie.
Gdyż w pisaniu rozwlekła jestem jak diabli.

A zatem.
Całe 3 lata czekałam aż coś przeskoczy i ALLELUJA! Przeskoczyło. Zatrybiłam w końcu. Rzuciłam to, co mnie truło i odkrylam, że cudownie być wreszcie spójną. Takie slowo mi tu pasuje.
Spięłam wszystko, co dobre we mnie. Spięłam tym, co wydaje mi się moją najważniejszą kompetencją- wytrwałością i konsekwencją.

Stoję na brzegu i patrzę. Patrzę i jestem spokojem, bo nie gonię fal. Jezu! Jaka ulga.
po kolei odnoszę drobne sukcesy  i radości, tak, jak chciałam

w piątek lekcja próbna niemieckiego i poczatek kursu- cel poziom B2 potwierdzony certyfikatem

zaczęłam sama dla siebie uczyć sie angielskiego, na razie kursy internetowe, zobaczę, pomyślę

rozwijam sieć znajomości na goldenline :P szukam, czytam, oglądam, myślę

dostałam zaproszenie na koncert od Mychy, mojej przyjaciółki, koncert bardzo fajny :) dodatkowy bonus to ekipa, która pracuje w fajnej branży :P

dostałam zaproszenie na 2 tygodnie ferii w góry, plus nauka jazdy na nartach w bonusie, jeszcze nie wiem czy skorzystam, ale wizja kusząca

codziennie trenuję, dla siebie. Powoli, metodycznie, z ogromną przyjemnością.

cieszę się, ze żyję. Dawno tego nie robiłam.
Zaprosiłam dziś sąsiadów z ósmego piętra na kawę w sobotę. to rodzice Polki z Luśkowej klasy. Bardzo byli zaskoczeni i sie ucieszyli :) A. powiedziała że musi upiec ciasteczka, a M powiedział, ze bedzie codziennie odbierał Lu ze szkoły. O 14, a nie o 15.30 jak Tomasz.

oh wow.

"pozwól morzu przypłynąć do ciebie" ...

Komentarze

broszki pisze…
Teraz to panie takie czasy, ze jak zapomnimy kupić cukier, to wkurzamy się, że trzeba lecieć do sklepu, albo wkurzamy się, ze sklep zamknięty. Zamiast iść pożyczyć SZKLANKĘ (bo cukier zawsze pożycza się na szklanki ;-) od sąsiada. I popatrz ile dobrego nas omija! Brawa dla tej pani.

O morzu przypływającym pozwolisz, że nie zabiorę głosu.

fischerwoman pisze…
Pełna harmonia znaczy się :) Dobrze jest czytać taki wpis :*
Brombie pisze…
Wow! Idzie nowe :))
Emma Ernst pisze…
Oby tak dalej, Dżej! :))
Spójność to siła, choć rzadko mi się zdarza tak ,,zaskoczyć".

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka