Przejdź do głównej zawartości

o tym, że życie toczy mnie dalej ;)


i nie tylko mnie

jeśli chodzi o temat Marcina, to nie ma tak łatwo, ale powiedzmy, że chwilowo absorbują mnie inne tematy

bo rozpoczęłam naukę niemieckiego po wielu latach wracam do tego, jakże pięknego języka... Zajęcia mam w piątki od 18 do 21.30. To jest termin morderczy, ale zważywszy na życie rodzinne i obowiązki pani i matki domu, jedyny mi dostępny  ( sobota 7.30 NIE wchodziła w grę:P). Grupa jest urocza i składa się z kilku osób, ale przede wszystkim z Violi, ambitnej nad miarę dwudziestolatki która, jak mi się zdaje na pierwszy rzut oka (który może się mylic, ale może niekoniecznie:P) jest ofiarą współczesnego systemu edukacji zorientowaną na cel. :) Znaczy to mnie więcej tyle, że do wykonywania zadań nie potrzebuje ich zrozumienia ;) Prowadząca mówi - proszę znaleźć Partizip II w poniższych zdaniach, a dziewczę zaznacza z automatu wszystko co ma literki "ge". Pytam laskę, czy rozumie, co jest w tekście. Odpowiada - a muszę?
Niemniej jednak prowadząca jest przeurocza :) Natychmiast przypadłyśmy sobie do gustu. Jest tez cholernie wymagająca, już przysłała mi 2 maile z informacją o materiale, który musze nadrobić :P Dochodzę przecież do grupy pod koniec semestru. Ale dam radę. To kwestia powtórzenia tego, co kiedyś już było wbite do głowy. 
Jeśli finanse pozwolą pokuszę się o zrobienie certyfikatu na poziomie B2, który mam wrażenie, usatysfakcjonuje mnie i zarząd łaskawie mi panującej firmy.

Poza tym panuję również nad sylwetką, choć już w nieco mniejszym stopniu, bom posylwestrowo lekko obrośnięta tłuszczem :P Choć tłumaczę sobie, ze to mięśnie tak spuchły :P

No i dziecko warte jeszcze jest wspomnienia ;)
dziecko mam zajebiste ;)) Prócz tego, ze kocham ten kontakt, który mamy, a który czasem sprawia, że wiemy doskonale co chce powiedzieć ta druga, więc milczymy i się śmiejemy, to uwielbiam też to, że Lu w końcu przełamuje się trochę w kontaktach ze światem. Wczoraj tato Julki zapytał ja czy chce z Julą na basen jechać. Ochoczo przystała :) Ja trochę w popłochu, że włoski źle wysuszy, że grzybica i parch :P ... No ale właśnie dostałam smsa, że wyjechali na ten basen. I ze wrócą za 3 godziny :)
 No i jeszcze szermierka. Łucja chodzi tylko dlatego że trenerowi zależy :P Słaba motywacja, więc i wyniki słabe, wczoraj jej się nawet nie chciało podpiąć pod sprzęt ... A trener (nieustannie podziwiam tego czlowieka!) mówi do mnie, że dobrze by było JEDNAK kupić dziecku ten dresik za tysiąc zeta. Ja na to, że może jednak ...zrezygnujemy z szermierki. Trener zaś - O NIE!! Łucja ma TAKI talent, ja jej załatwię strój!
i co ja mam zrobić ?
Młoda ma wylane na szermierkę, trener walczy jak lew, a ja ... Wolałabym żeby decyzje podejmował ktoś inny ;))

No i zebranie wczoraj miałam w placówce. Od 26 stycznia Młoda będzie miała codziennie na drugą zmianę ;((( Nie wiem jak ogarnąć, ale jakoś będzie trzeba. Ocena na półrocze, jak zwykle bardzo dobra, choć nie mogę powiedzieć, że Młoda przemęcza się nauką. Bliżej prawdy byłoby wyznać, że nie robi dokładnie nic :P Tylko angielski jakoś tam zajmuje jej parę chwil. Cała reszta - poza moim zasięgiem. W domu dziecko nawet nie otwiera ksiązki ni zeszytu....

tom się rozpisała dziś ... :)


Komentarze

broszki pisze…
gegangen, gelesen, geniessen, gedacht,Gescheft, gebraucht, geduldig :-))) Partizip II

Można się przerazić, bo oni ci młodzi, oni też kiedyś będą lekarzami ;P
broszki pisze…
Oraz przypomniał mnie się mój ukochany Partizip II: "Das Gletscher ist GESCHLOSSEN!" Uwialbiam język niemiecki oraz pozamykane szlaki na lodowcach, kiedy jest mi zimno ;-)
J. pisze…
jesteś zoboczono Broszko :)))
słodko-winna pisze…
Podziwiam Twój zapał i energię, Dżej :*
broszki pisze…
zaraz zaraz zaraz.... denken dachte gedacht! Schliessen, schloss, geschlossen!
To środkowe to jest partizip II, a to trzecie to zawsze był Perfekt! Nie no, mylą mi sie te języki jeszcze, wiesz.....

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…