Przejdź do głównej zawartości

Nie jesteś sama. Jest świat. I poszuka ciebie, choćbyś ty go nie szukała. I pokaże ci, że twój los także jest zupełnie inny niż to, co ty sobie wyobrażasz. 
Zofia Chądzyńska "Statki, które mijają się nocą"


Problem z poddaniem się polega na tym, że nigdy się nie dowiesz. Nigdy się nie dowiesz, czy mogło się udać, czy nie.
S.Kinsella

i kiedy już poukładałam, kiedy w końcu usiadłam pierwszy raz od lat spokojna, z gruba książką do gramatyki niemieckiej, kotem na kolanach, ołówkiem w ręku
wtedy tamto upomniało się o siebie, bo nie jest łatwo odejść od trudnego mężczyzny. Zwłaszcza, jeśli się go kocha. Zawirowało mi w głowie od brzmienia jego głosu, od oczu, w których tak długo chciałam widzieć wszystko. Więc kiedy usłyszałam - rzuć wszystko i na przekór światu chodź ze mną, mogłam odpowiedzieć tylko - nie.
Nigdy, przenigdy, nie zapomnę tego, co napisała mi Magda w komentarzach. Nie zapomnę też bólu i tęsknoty. Nie. Nie zapomnę niczego. 

 więc zapomnij mnie, warknął

Ale tego też nie umiem. 
Czasem podchodzi pod drzwi tęsknota i wielkie pragnienie. Złudna nadzieja, że coś można jeszcze uratować. Nie można. Więc nie otwieram im drzwi.

Siedzę cicho w ciemności i obracam wspomnienia jak różaniec.
Bolesne tajemnice.

A potem wstaję i wracam do książki, kota, ołówka. I życia.

Komentarze

Nie możecie spłonąć do końca. dlaczego.
Znowu genialne cytaty. Dotyczą absolutnie wszystkich spraw w życiu.
Gdy przyjdzie dzień, że Twoja córka spyta Cię o miłość, może już nie będziesz mieć piór Żar-Ptaka we włosach ...
Ja nie czuję pustki w tym miejscu.
Tam nie ma braku ani tęsknoty ani bólu. Również nikt nie zastąpił. Ono jest wypełnione i czas ma nad nim pieczę. Jest po prostu częścią mnie, jak każda inna.
J. pisze…
Magdo.
Nie mozemy bo mam resztki instynktu samozachowawczego... A on ... On nie chce. Chce tylko zrobić rzeźnię.

On jest skrajnie nieodpowiedzialnym bawidamkiem, który nie ma pojęcia czego chce.
Jest pełen pęknięć i sprzeczności. Nawet gdybym chciała- nie dźwignę tego.

Dlatego odeszłam.
Nikt nie zastąpi, ale skoro można po tym żyć, to ja bedę żyła

Dziękuję że tu jesteś i piszesz:*
Można żyć i można znowu kochać. Tamto jest nie do zastąpienia i pozostaje nietknięte, a wszystko nowe jest po prostu inne.
Na szczęście i człowiek i świat mają bogactwa niewyczerpane.
Wiesz, my z tą moją miłością, nigdy, nawet przez jeden dzień, nie byliśmy razem, w sensie związku. To było niemożliwe, to byłaby katastrofa. Nawet nie próbowaliśmy. Do spłonięcia wystarczyło to, że wzajemnie obdarowaliśmy się miłością. Ona się spełniła.
J. pisze…

myślę sobie, ze moze też bym tak chciała
a potem myślę, że nie wiem
zawsze miło mieć wzajemność... Prawda? Bo ja nie wiem, co mam

nic

związek??
czy codzienne smsy, telefony, skype to związek? Czy 600 sms miesięcznie i 24 godziny online to związek??

tak było do grudnia

...
teraz nie ma nic
Pisząc o związku, miałam na myśli wspólne życie. Życie razem. Bycie razem. Dotykalne i mozolne. Codzienność, zwyczajność.
To o czym piszesz to miłość o tysiącu nazw. Nie wypróbowana więc może być wieczna.
On z mojej historii, potrafi bardzo kochać, ale nie potrafi z nikim żyć. Nie związał się z żadną kobietą do dziś, a były ich pewnie dziesiątki.
J. ja nic nie wiem.
J. pisze…
Magdo- M umie kochac tylko siebie

niczego zresztą nie próbowałam, ale wiem, że on umie życ z innymi. Doprowadza je na skraj rozpaczy i zmęczenia i one odchodzą.

Teraz mieszka z matką swojej córki i jej synem... Jak jest dokładnie, nie wiem.
Że trudno, to łatwe do przewidzenia...

Sylwia- typ nie do życia.... To fakt.
Oni obydwaj są chyba mocno uszkodzeni i nie do życia.
Smutne to bardzo.
Jeżeli to możliwe, ratuj siebie.
J. pisze…
Smutne

Dzięki Tobie zrozumiałam, że jedyne, co mogę to uratowanie siebie :*:*

Jego nie mogę ratować.

Dziękuję:*
Ja niestety, "po kobiecemu", przez długi czas wierzyłam, że mogę jego uratować. Utwierdzała mnie w tym jego siostra, on sam i jeszcze parę osób. A ja w tym ratowaniu rozkwitałam, szalałam, niszczyłam siebie i bliskich. Pierwszy raz w życiu byłam Tą Jedyną i odebrało mi to rozum.
J. pisze…
nigdy nie byłam Tą Jedyną...
Może to lepiej.

Ja też próbowałam ratować, ale skoro on nie czuje do mnie nic, prócz chęci posiadania, to mi przeszło.

On jest bardzo pragmatyczny i ja głównie mu "Służę" do pomocy, do załatwienia drobnych spraw, do wysłuchania ..
Tyle, od tylko bierze, bierze, bierze ...

zdaje mi się, że już wyzerował konto dawno, a i niezły debet zrobił. Bez szans na spłatę...
Emma Ernst pisze…
I to minie...
Czas zrobi swoje.

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …