Przejdź do głównej zawartości

i o tym, że czasem boli mnie głowa

dziś na przykład :P

niedziela to taki dzień, w którym kumulacja wszystkiego wgniata mnie w fotel
nawet wywiad z Ewą Błaszczyk w nowych WO Extra jakoś mnie nie porwał, bo myśli uciekają do tego, co nieogarnięte
Młodej zmienil się plan, od jutra, codziennie na przynajmniej 10.50, a w poniedzialek na 12 ... I kończy o 16.10. I tu zonk, bo o 16 powinna być już w stadninie... Tak byla do tej pory, od 3,5 roku. A teraz już nie będzie :( Dramat i smutek dla Lu. Próbowałam porozmawiać z wychowawczynią, ale nie od dziś wiem, że to tępa dzida jest. Ubolewam. Argument na niezwolnienie Łucji z ostatniej lekcji byl następujący- Bo inne dzieci pomyślą że szkoła jest nieważna...
 Mam nadzieję, że znajdę wyjście z tej patowej sytuacji, bo nie pierwszy już raz placówka oświatowa utrudnia dziecku rozwijanie pasji. Cóz, dla mnie pasja ważniejsza niż bezsensowna lekcja do 16.10 i to ostatnia lekcja po wf... Zanim sie zbiora i ogarną to bedzie po lekcji....
 Z drugiej strony szermierka, co do której Mloda ma talent i trener powiedział ostatnio że taką koordynację ruchową dzieci mają rzadko i że on prosi żeby Lu przyjeżdżała na indywidualny trening, że on za darmo ... No ale ona nie :) no nie chce :). Krew sie we mnie burzy i wewnętrzny wkurw mnie toczy, ale obiecałam sobie nie zmuszać. Zresztą Łucji zmusić się nie da. :P

 W pracy też jazda, bo przecież zatrudniliśmy 14 osób w ciagu pół roku i wygenerowalismy obroty o polowę większe, niż rok temu, choć bilans będzie dopiero w marcu, to już dziś jest parcie na jeszcze wiecej i jeszcze lepiej. S. z ktorą pracuję nie utrzymuje tempa ... Muszę poprawiac po niej prawie wszystko. W związku z tym młody i rzutki pan dyrektor zaproponował chytrze, zebym przejęla część jej obowiązków to dostanę podwyżkę. A jej "się pensję obniży". Sprytnie. Ale odpowiedzialam że chwilowo ze swoim się nie wyrabiam. Mało sprytnie, wiem, ale nie cierpię być wciągana w personalne gierki, a młody chce zwolnić S.

Tak, powinnam zakończyć optymistycznie, że na przyklad bryluję na zajęciach z niemieckiego ... ale to nie do końca prawda bo o 21 w piątek to ja już brylowanie mam za sobą. Próbuję wytrwać i ogarnąć. Kupiłam wczoraj niemiecką prasę, dziś będę sprawdzać jak bardzo jej nie rozumiem.

to idę po kawę
podobno pomaga w myśleniu
tylko trochę czuję, że w tej bolącej głowie, mózg przetrenowany ...

Komentarze

Emma Ernst pisze…
No przepraszam bardzo, ale jak to nie zwolniła Lu z ostatniej lekcji?? Przecież masz prawo ją zwolnić, jeśli chcesz. A gdybyś ją odbierała wcześniej co drugi tydzień?? Zawsze to coś...
synafia pisze…
Hmm... mam nadzieję, że znajdziecie jakieś dobre rozwiązanie. I że głowa przestanie boleć! I tak podziwiam, że tyle sobie na tę głowę bierzesz i wytrzymujesz :) Cmok :*
fischerwoman pisze…
Tak, chodzenie do szkoły na II zmianę to zmora czasów (kiedyś naszych również, choć my nie mieliśmy tyle zajęć pozalekcyjnych, no dobra-ja nie miałam, bo gdzie w latach 80-tych konie, szermierka czy w małym M. basen?). A jak Lu godzi te wszystkie zajęcia pozalekcyjne z odrabianiem lekcji? Kiedy je odrabia? Ostatnio rozmawiałam o tym z kuzynką- jej dzieci kończą też późno, potem odrabianie lekcji w domu a trening dopiero o 19.00 i wracają do domu o 21.30!!! Przecież mój B. o 20.00 śpi, jak ja za rok to ogarnę?
fischerwoman pisze…
Za to w pracy masz przechlapane, ale niech Ci za rok wystawią ocenę taką jak w tym roku, to ja Twojemu szefowi gnaty porachuję własnymi rękoma! Pracusiu :*
J. pisze…
Fischer- uwielbiam Cie :)
z Lu to jest tak- idzie do szkoły i tam ma lekcje i do tej pory odrabiała zadanie domowe w świetlicy i wracała do domu, rzucała tornister i już :)
Teraz będzie inaczej, ale nie przesadzajmy, lekcje odrabia się w 10-15 minut, przecież! to znaczy, jak sie domyślasz nie spuszczamy się nad tym :P:P
a plan tygodnia jest naprawdę karkołomny teraz
pon. lekcje od 11.40 do 16.10!! potem do auta bo o 16 zaczynają sie zajęcia w szkólce, wczoraj udało nam sie być o 16.40, koń już był przygotowany, wiec choć tyle :) A na pierwszej lekcji Młoda spadła z Baśki na głowę ;) Laski wsadziły ją i ihaaa, pogalopowała. :P
wtorek od 9.40 do 14.20 na 16 szermierka, ale dopiero o 15.40 odbieramy ją ze świetlicy, więc wpada do domu, przebiera sie i jazda :)
środa- nie ma zajęć pozalekcyjnych, tradycyjnie 8- 15.40 lekcje plus świetlica
czwartek jak wtorek z tym ze szermierka na 17, więc zdązy obiad zjeść
piątek- ma gry planszowe, kółko informatyczne. Ale musi to sama ogarnąć :)

Uff
J. pisze…
Emmo- płacimy tyle za te konie, że co drugi tydzień średnio mnie urządza :P:P Chwilowo będziemy starali się zdążyc po prostu jakimś cudem licząc na brak korków... :*

Synafio- Cmokam i ja :*
słodko-winna pisze…
Pff, darowalabym dzieciu tę ostatnią lekcję. Pojawilabym sie tam na tej lekcji sygnalnie;-) jeju i cialpedka to pisze. Buźka Dżej :*

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka