Przejdź do głównej zawartości

historia




Jest miłość mądra, która dokonuje rozsądnego wyboru. Na podstawie takiego uczucia powinno się dobierać współmałżonka. Istnieje też inna miłość, która nie ma nic wspólnego z mądrością, przypomina raczej opętanie. I właśnie ją, tę drugą, wszyscy tak naprawdę cenią. Nikt nie chce, żeby go w życiu ominęła.

A. Munro




widzicie...

mnie naprawdę nie było potrzebne to wszystko, co wydarzyło się przez ostatnie trzy lata. To znaczy, skoro sie stało, widocznie potrzebne było, ale nie do końca moglam decydować o biegu tej historii. Najpierw niemądrze się zakochałam, a potem, zamiast, jak zwykle się ewakuować, zdecydowalam się na krok nad przepaścią. Długo wierzyłam, że dam radę, że uratuję miłość, której nikt nie dawał szans. To było szalone, piękne, nieodpowiedzialne, trudne, bolesne. Byc może, gdybym pokochała innego mężczyznę, gdybym skręciła w inną ścieżkę, gdybym uciekła, gdybym ... Byc może.

Ale wiemy już że nie. Obiecałam sobie nie pisać bólu.

Niemniej jednak faktem jest, że tej miłości nikt nie trzymał za rękę, nikt nie mówił- uda się, nikt nie zapewniał, że bedzie dobrze, nikt nie dodał jej sił. Bo ona, od samego początku, była niechciana, przez Niego, przez całe moje otoczenie, nawet chwilę przeze mnie. Była bez sensu, bez celu i bez przyczyny.

Nigdy nie kochałam w ten sposób. Kochając człowieka mimo jego wad, mimo, że go nie rozumiem, mimo że mnie nie chce, mimo, że zranił... Ta miłość była i jest pierwszą rzeczą w moim życiu, która wymknęła się rozumowi i rozsadkowi. Rozhulała się i postawiła na swoim, nie dała się zepchnąć, nie dała zastraszyć.

Więc postawiłam krok nad przepaścią i zaufałam...
"Są chwile, gdy coś z ciebie uchodzi, kiedy świat przestaje się kręcić, a ty uświadamiasz sobie, że nic cię nie uratuje. I nieważne, jak mocno walczysz, i tak spadniesz. I to jest przerażające. ”
(Meredith Grey "Grey's Anatomy)

chciałabym kiedyś opowiedzieć o tym, co mnie spotkało, ile razy umarłam i ile razy się pozbierałam. Ile mniej mnie we mnie, a jak bardzo jestem silna. Dzis nie umiem tego opisać.
Ten mężczyzna, ten On, ten Niemój, ten bezduszny człowiek
to odbicie mojej duszy, jedyna osoba przy której byłam sobą i byłam szczęśliwa

kiedy wspominam nieliczne świetne momenty to rozumiem jeszcze lepiej, że nie mialam szansy, że nigdy jej nie dostalam, od absurdalnego początku, do rozpaczliwego końca. Byłam kimś, kto nieustannie dawał, był, cieszył się i merdał ogonkiem.. Byłam psem, a przecież mam naturę kota ... Byłam zawsze, za odrobinę ciepła i parę słów, które stawały się całym światem. Za piekne rozmowy, nocne piosenki, za tę przyszłość nierealną, którą z taka radością budowałam w wyobraźni...


a jesli był Miłością mojego życia?
...
każde wspomnienie, które czasem wraca (choc z całych sił staram się, by nie wracało nic) jest jak dotknięcie rozżazonego do czerwoności pręta. Przeszywa na wskroś.

odeszłam
to była najlepsza rzecz, którą zrobiłam dla siebie w 2014

“ Przepadło. Teraz już całkowicie i na zawsze. Nie będzie już pomyłki, złudzeń, pułapek, przebudzeń, nie będzie powrotu. Dobrze to wiedzieć, kiedy mgły fantazji raz jeszcze miałyby zaciemnić soczewki wiedzy. ”— Erich Maria Remarque "Łuk triumfalny"

Komentarze

Emma Ernst pisze…
Tu chyba tylko Magda coś mądrego może powiedzieć.
A ja czytałam to jak swój własny pamiętnik... I zobacz: żyję, nie cierpię z Jego powodu, potrafię się śmiać. Płakać też, ale on już nie ma z tym nic wspólnego. Nic. Jeśli pozwolisz temu odejść, wypuścisz z rąk, to pójdzie. Ale takich historii się nie chce wypuszczać, są na to zbyt piękne :)
J. pisze…
Ach... Masz racje Emmo. Nie chce się ich wypuszczać bo sa jak drogocenne kamienie...
To my nadajemy im wartość.


Pozwoliłam odejść. Jemu.
Nie umiem jeszcze nie kochać ale się nauczę :-)
Emma Ernst pisze…
Tak. To klejnoty. Z czasem się je ogląda z przyjemnością i bez bólu.
Myślisz wtedy: to byłam ja?? Ta sama ja?? I uśmiechasz się ciepło do tamtej siebie. On już wówczas się nie liczy. Tylko tamta Ty i ta obecna. :)

J. pisze…
O tak.

Takiej postawy mi trzeba!😊
Ta miłość, to pożar. Jest tylko po to by spłonąć. Nie można na niej budować, bo nie od tego jest.
To jedno z najbardziej niezwykłych spotkań ze śmiercią, do jakich zdolny jest człowiek. Umieranie jest częścią tej miłości. Może trwać latami.
Ja już mam tak jak Emma. Ciepły uśmiech. Po 10 latach.
Dla tego opętania poświęciłam męża i zniszczyłam spokój córki.
J. pisze…
Az mi ciarki przeszły po plecach...

Właśnie jest tak jak pisze Munro.

Magdo, gdyby on chcial to tez bym to zrobiła... Wyhamowalam przed sama przepaścią....
Pewnie dlatego nie możesz się ostatecznie pożegnać z tą miłością, bo nie dostałaś wszystkiego i ten brak jest przekleństwem.
No bo jak jest już wszystko, to cóż mogłoby być więcej?
J. pisze…
ano ...


brak spełnienia boli

ale upokorzenia i tęsknota bolały bardziej.
Emma Ernst pisze…
Ja niczego nie poświęciłam i nie żałuję, choć to rozdarcie na początku było koszmarne. Myślę, że to byłby krótki płomień. Może intuicyjnie wolałam zachować te klejnoty w stanie nienaruszonym? nie wiem. Na pewno presja społeczna zrobiła swoje, ale teraz już nie potrafię rozgraniczyć, co przeważyło.

Dżej, pomyśl, jakie upokorzenie byś przeżyła, gdybyś to zrobiła, a później on by to spartaczył? Jaki miałabyś żal do siebie z powodu Luśki. To tylko gdybanie, jest też wersja Magdy - o ile dobrze zrozumiałam jej słowa... Ale coś mi mówi, że w Jego przypadku raczej ten pierwszy scenariusz jest bardziej prawdopodobny.

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…