Przejdź do głównej zawartości

"bez opamiętania" czyli jak książka rozjechała mnie na miazgę ;)


mam postanowienie - czytać więcej dobrych książek
idzie mi nie najgorzej, bo właśnie skończyłam czytać trzecią w tym roku pozycję

"Bez opamiętania" Leny Andersson została okrzyknięta najlepszą szwedzką powieścią 2013 roku. Zdecydowanie nie bez powodu.
:)
JEZU! jak mnie ta książka rozbiła i wkurwiła. Do czerwoności :)) A wszystko przez to, że to książka o mnie. To najlepiej napisana książka o niechcianej miłości, jaką w życiu czytałam. Najlepszy styl świata :P Masakrujaco oszczędny. Przez to kompletnie nokautujący. To, co Andersson pisze jest kwintesencją tego, co przeżyłam. Jest absolutnie wkurzające i wyzwalające ;)
Więc może kilka próbek stylu pani Andersson?
"Brała pod uwagę wszelkie możliwości, z wyjątkiem tej właśnie, że żadne prawa jej nie przysługują."

"Pytanie to uświadomiło Ester, że Hugo w najmniejszym stopniu nie liczy się z jej obecnością w swoimi życiu. Ze znajduje się ona w strasznej od niego odległości" (o... brrr.... pamietam ten moment ze swojego życia :P)

"Sprecyzowane  informacje łatwiej znieść, niż mało konkretne. A to z powodu Nadziei i jej natury. Nadzieja jest pasożytem w ciele czlowieka i żyje w pełnej symbiozie z ludzkim sercem. Nie wystarczy włożyć obcisłego sweterka, by ją zamknąć w ciemnym zakamarku. Głodowe jedzenie tez nie pomaga, pasożyta nie można skazać na chleb i wodę. (...) Jesli Nadzieja może zdobyć tlen, to go zdobędzie. Tlen znajduje sie w źle użytym przymiotniku, w przeniesionym przysłówku, w geście współczucia, w ruchu ciala, w uśmiechu, błysku oka.(...)
Nadzieję trzeba zagłodzić na śmierć, by nie uwodziła i nie oślepiała swojego żywiciela. (...) Nadzieja nie wierzy w przemianę najgłębszej woli osoby kochającej. Nadzieja, która zamieszkuje ludzkie serce wierzy, że wola już istnieje, że kochajacy właściwie - wlaściwie chce czegoś, czego udaje, że nie chce (...). Krótko mówiąc- wierzy, że nie jest tak, jak się zdaje. Że ten ledwo majaczacy cień czegoś innego to prawda.
Tym jest Nadzieja"

Nie, nie śmiałabym namawiać Was do przeczytania tej książki, bo wiem, że kto nie przeżyl tego- raczej nie zachwyci się, a zirytuje i pewnie znudzi. A kto przeżył, ten będzie co chwilę powtarzał, "o kurczę kurczę kurczę !! Auć " :P
To o mnie :P

"Pewien znajomy poradził jej, by przeczytala korespondencję Majakowskiego i Lili Brik (ja czytałam 3 lata temu, niezależnie od wszystkiego- polecam :D). Czytała i konstatowała, że wszyscy kochają i płaczą jednakowo, z bardzo podobnych powodów, wszyscy zdradzaja i są zdradzani tak samo, wszyscy myślą, że nikt przedtem tak nie kochał, ani nie doznawał takiego bólu. Wszyscy są wyjątkowi w taki sam sposób. W każdym czasie i wszędzie"

Komentarze

Brombie pisze…
Fragment o nadziei bardzo mię się spodobał :))
Emma Ernst pisze…
Pomyślałam to samo co Brombie. Fragment o nadziei świetny :)

Brr... Nie chcę budzić demona, skoro już się zerwałam ze smyczy...
Wu pisze…
Z nadzieją jest tak jak z chwastem trudnym do wyplenienia. Możesz wyrwać nie wiadomo ile listków, a zawsze będzie wypuszczać nowe pędy :)

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka