Przejdź do głównej zawartości

ciut


szurnęło mną dzisiaj o glebę, bo miałam niemiła rozmowę z wychowawczynią Łucji.
Sugestia jest taka, że dziecko ma zerową niemal inteligencję emocjonalną i zbyt twardy charakter. Z rozpaczy zrobiłam se na necie test na kompetencje zawodowe i wyszło mi - zarządca, w nawiasie Saddam Husajn... To szczeliłam se jeszcze test na ścieżkę kariery - sugerowane zawody- krytyk kulinarny, fryzjer lub piekarz. WTF. Po czem dojrzałam i zrobiłam test inteligencji emocjonalnej i wyszło- Znakomicie.

To tyle o testach, zanurzmy się w prawdziwym życiu, w którym małe dziewczynki  dostają łomot od większych chłopców za przykre uwagi, a pani sugeruje, żeby zająć się dziewczynkami, bo przecież łomot to rzecz męska, Secundo -jest zarzut, iż Łucja działa zgodnie z zasadą divide et impera! (dziel i rządź!) co może nie jest przejawem inteligencji emocjonalnej, ale samej w sobie inteligencji na pewno... Tyle że rządy te już od przedszkola prowadzone są twardą ręką... Niewątpliwie nie przysparza jej to przyjaciół, ale to już jej rzecz.
Oczywiście muszę pogadać z dzieckiem o empatii, uczuciach i pewnych normach społecznych, które są jej dość obojętne. Wychowawczyni zasugerowała, że jestem matką o dosć słabych kompetencjach, a moje dziecko jest rozpieszczone i skrzywdzone tym samym przez rodziców.
Dla mnie wygląda to nieco inaczej, choć mogę się mylić... Faktem jest, że Młoda bywa bardzo nieprzyjemna, tak jak faktem jest, że zachowaniem nie odbiega od innych dziewczynek w swojej klasie. Z całą pewnością jej brak empatii i twardość charakteru to rzeczy do których przyczyniam się jako matka :( Zdaje sobie sprawę z tego i z faktu, że zmiana zachowania mego dziecka związana jest z moją pracą nad sobą. Podejmuję ją więc, może z niechęcią, ale przecież charakter mam paskudny i każda zmiana może być tylko zmianą na lepsze.

No i jakoś mi tak gorzej po tej rozmowie, w ogóle mam świadomość, że Łucja jest trudnym dzieckiem jeśli chodzi o bycie miłą, jest z tym kłopot. Ale pewnie to mój kłopot, nie jej. Dzieci są podobno lustrem rodziców. To, co widzę, nie jest fajne.

I tak rozbijam się po raz kolejny o własne słabości i niedostatki, którym nie zawsze umiem zaradzić. Inne sprawy też się piętrzą i pieprzą, więc chyba potrzeba mi pokory i rozsądku na ten grudzień...

Komentarze

Błogosławieństwem byłoby dla niej, poznać takie sytuacje, gdzie pełne uzbrojenie, twardość i perfekcjonizm, są zbędne, a wręcz niepożądane.
Na pewno nie jest to sport, bo on wzmaga i wyostrza twardość i perfekcjonizm. Balsamem mogłyby być konie, jako konie. Bo już jazda konna to całe wagony twardości, dominacji itd.
Nie wiem czy takie miejsca na mapie jeszcze istnieją. Coś, co można robić z kimś, a nie przeciwko komuś albo mimo kogoś.
I jest super i nic się nie traci i nie trzeba się nieustannie bać utraty pozycji.
To napisała stara naiwna.
Oczywiście to co napisałam może mieć jakikolwiek sens, jeżeli w ogóle istnieje jakiś problem u Łucji. Bo w przypadku chorych imaginacji pani szkolnej, która chciałaby mieć grzeczne, w pełni podporządkowane dziewczynki, a Łucja odstaje od tej wizji, no to pani ma duży problem ...
J. pisze…
Magdo, Twoje słowa są dla mnie bardzo cenne, BARDZO :)

Pani ma problem, ale myślę że i Łucja ma go w jakimś stopniu. .. Tu sie nawarstwia wiele rzeczy, ale to, co napisałaś o robieniu z kimś, a nie przeciw komuś...
To jest TO :)
i mam już pomysł :))
Dziękuję :*:*:*
synafia pisze…
Ale poczekaj, na spokojnie.

Dzieci są lustrem rodziców, ale nie ich kopią. Dzieci mają swoje charaktery i osobowości - wrodzone. Dzieci są dziećmi i dopiero uczą się funkcjonować w grupie.

A Ty na pewno nie jesteś matką o "niskich kompetencjach" (?). O nie.

Po prostu uczymy się życia, i my i nasze dzieci. Każdy z nas ma gdzieś czegoś za dużo, za mało, za mocno, za słabo... i fajnie, bo dzięki temu jesteśmy sobie nawzajem potrzebni :)

Nie wiem, czy naprawdę Łucja ma problem, ale nawet, jeśli ma - to spokojnie sobie z tym poradzicie.

Nie desperuj :*
J. pisze…
Synafio

chlip chlip, rozkleiłam się już na całego
Dziękuję:*
broszki pisze…
Teachers! Leave us kids alone! Chcialoby sie zanucic ;) widze ze ideą szkoly nadal jest produkcja jednolitej i dostosowanej masy. A przeciez ktos musi byc piekarzem, a ktos prezesem banku. Ktos musi byc ratownikiem, a ktos przedszkolanką. Bez wzgledu na wystepki, ktore ma kazdy z nas w kazdym wieku, podwazanie kompetencji matki ktora robi wszystko, zeby dziecko sie realizowalo i ktore tyle rzeczy robi Razem z rodzicami , jest ciosem w podbrzusze. Durny babon.
J. pisze…
Broszki
przyznam, że mnie wzruszyłaś
i podbudowałaś jednocześnie!

Dziękuję :):)

broszki pisze…
Nie mogę spokojnie patrzeć na cały ten system wychowania u nas - że jak jest kartka z ocenami i masz trzy szóstki, 25 piątek i dwie dwóje, to gromy Ci się walą na łeb za te dwie dwóje, a reszta jest milczeniem, bo piątki i szóstki są oczywiste i nie warto o nich mówić. No to jakie ma być nasze społeczeństwo na tle innych, skoro my tylko na tych niedostatkach się skupiamy??

Czy ja coś źle rozumiem, czy nie usłyszałaś ANI jednej dobrej rzeczy o swojej córce z ust tej kobiety??? Przecież to jest niemożliwe.

What you pay attention to - grows. To na czym sie skupiasz - rośnie w siłę. Tyle.

Aha i jeszcze jedno - być może upraszczam, ale warto się zastanowić, czy "bycie miłym" naprawdę gwarantuje sukces i szczęście w życiu.. szczerze wątpię.

słodko-winna pisze…
Dżej, rośnie Ci indywidualistka pełną gębą, a że nie będzie tą, która mizia i dmucha na innych, nastawiając drugi policzek? Ja taka byłam i taka pewnie pozostanę i powiem Ci-nie było mi łatwo,oj nie było.
A pani durnowata. Aż mi wstyd za takie panie.
J. pisze…
Słodka - nawet nie masz pojecia jak ważny dla mnie jest Twój komentarz. Dziękuję. ❤

Broszki- jest dokladnie tak, jak piszesz!!! I dlatego ja staram się skupiać na pozytywach💋
Emma Ernst pisze…
Skarbie,
jesteś świadomą siebie, myślącą i rozsądną kobietą. Kochasz swoje dziecko i ono to czuje. Z tego nie może wyniknąć nic złego. Złe jest wtedy, gdy rodzice próbują zbytnio obciosywać swoje dzieci, żeby pasowały do tła i zaspokajały ich ambicje. Ja byłam obciosywana i rany leczę do dziś.
Ty tego nie robisz. Mogłabym mieć taką mamę jak Luśka, serio :)
J. pisze…
Emmo!!!

no weź!
Zawstydziłam się

Dziekuję ;)

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…