Przejdź do głównej zawartości
tak wiec byłam na basenie, se pykłam 22 długości i poszłam bawić z dzieckiem
jej talent pływaczy  jest taki na minus 7 w skali od zera do 10, ale cóż. I tak ją kocham. Od marca zapiszę do szkółki, bo jednak to trochę niepełnosprawność nie umieć pływać.
i podobno jeździć na nartach
bo ja nie. Nie było okazji, wszak wychowałam się nad morzem :P W dzisiejszych czasach mnie to nie tłumaczy, ale onegdaj było inaczej.
Oj na łyżwach też nigdy, choć co roku sie wybieram.
No ale basen..:)

wiec mi dzisiaj niewygodnie trochę, wpija mi się ramiączko od stanika w obojczyk oraz wątpliwość w duszę
z tym, że to pierwsze łatwo można  naprawić, drugie sączy się jak kroplówka, z tym, że raczej nie życiodajna.
doszłam na rozdroże i se na nim tańczę, nie no jasne, se można potańczyć
ale ja chyba na tym rozdrożu zamieszkałam i im bardziej umacniam ściany, tym trudniej ruszyć mi dalej. Podobno droga jest celem. Ja widzę przed sobą sporo dróg. Żadnej, którą chciałabym iśc. I co teraz? Jebnie coś w krajobraz, czy ja rzucę czymś ciężkim? Fala za falą a ja ciągle na brzegu pląsam. Mogłabym, owszem się pogodzić z tym i uznać, że taki moment, a ja będę zen jak tafla spokojnego jeziora. Tyle, że zen mi mija, jak tylko wyglądam przez okno.
Tyle dróg.

a ja tańczę na rozdrożu
:P

Komentarze

Brombie pisze…
Droga celem? Nie chcę. Na basen bym chciała z Wami :((.
fischerwoman pisze…
Kochane, a co z wyjazdem na ferie i narty? Miałyśmy jechać z narybkiem i uczyć dzieci, pomyślcie! Ja też z tych znad morza i nieumiejąca na nartach jeździć, ale mam ambicję, by Bartek chociaż spróbował poszusować, bo basen kocha i pływa jak rybka a to po mamusi :) I póki stoisz na rozstaju dróg masz poczucie, że wybór jest w Twoich rękach, możesz się nim pobawić, a kiedy już ruszysz w jedną ze ścieżek, pytanie czy nie pojawi się wątpliwość czy dobrą ścieżkę obrałaś? Buziam w poniedziałek!
słodko-winna pisze…
A mimo wszystko ikrę uśmiechu wyczytałam między wierszami. Pogody Dżej:)))
synafia pisze…
E, ja też nie umim na nartach i łyżwach. I w nosie mam ;)

A z tym krajobrazem, to wiesz - listopad jest. W listopadzie jedyne co można, to poczekać do wiosny. Trzymaj się :)

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka