Przejdź do głównej zawartości

środa

zimno
dość

wiem, wiem- taka pora roku, trzeba sie pogodzić

a im zimniej tym większe kłopoty z kończynami mam, co zaprowadziło mnie wczoraj do neurologa o wdzięcznym imieniu Midas ;) (serio, serio)
ten w pierwszych słowach już rzekł, iż właściwym dla mnie specjalistą jest chirurg naczyniowy, ale skoro już przyszłam to niechże siądę, a nawet się położę
co uczyniłam
skutkiem tych wygibasów otrzymałam skierowanie na MRI mózgowe, bo połowiczne zaburzenia czucia strony lewej

oraz, oczywiście, jak najszybciej badanie dopplerowskie i konsultacja z chirurgiem naczyniowym. Udało mi się umówić na 25.XI i mam nadzieję, że prócz diagnozy otrzymam także jakieś wskazówki, co dalej, bo na tę chwilę nie mogę nawet wyjść z domu by nie zesztywniały i nie zbielały mi palce oraz, mam duży problem w aucie, bo brak kontroli nad palcami, których nie czuję, uniemożliwia mi prowadzenie pojazdów mechanicznych.

poza tem- doskonale, wprawiam się w mechanice pojazdowej oraz języku angielskim, poziom - klasa II SP.
Przeczytałam Alice Munro "Odcienie miłości" (takie se o ...) oraz dzielnie czytam dzieciu Mankella "Cienie rosną o zmierzchu",(drugą część "Psa, który biegł ku gwieździe") znakomite. Cały czas waham się czytac te książki ośmiolatce, ale ona uwielbia ten depresyjny i ciężki skandynawski klimat, bardziej niż Maleszkę, który ją chwilowo zmęczył.

chciałabym napisać coś błyskotliwego, ale wybaczcie- błyskotliwość mnie sie skończyła :P

:*

Komentarze

Brombie pisze…
Zapomniałam Cię zapytać: nie czytałaś czasem "Śpiewaj ogrody" P. Huelle?
J. pisze…
Nie, to zupełnie nie jest moja bajka :)
Brombie pisze…
No właśnie. Ktoś fajny mi polecił, ale wlazłam w opis i się waham... :)
Emma Ernst pisze…
Po pierwsze: ślicznie Ci na tym avatarku :) widziałam go już, ale coś mnie pogoniło i nie zdążyłam wyrazić zachwytu :)

A po drugie: Midas?? Nie dowierzam. A urody słowiańskiej czy wręcz przeciwnie? ;-))

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…