Przejdź do głównej zawartości

Powoli nabierałem przekonania, że już nic mi się w życiu nie przydarzy.
— Orhan Pamuk - Muzeum Niewinności




uwielbiam tego pamukowego bohatera, co mając właściwie mnóstwo rzeczy do wyboru, wybiera bierność
ja też ostatnio usłyszałam- w życiu trzeba wybierać, ty właśnie dokonujesz wyboru przez zaniechanie. Oscylujesz, wahasz się, nie wiesz.

oh well

nie zawsze wiem, to fakt, ba! moją naczelną cechą jest brak pewności co do tego, co powinnam zrobić. Natomiast głeboko siedzi we mnie wszystko, co kiedyś przeczytałam, a im dawniej przeczytane, tym mocniej siedzi. Odkryłam to niedawno. Książki czytane we wczesnej młodości to prawdziwe przekleństwo :P

bo tym, co mnie ukształtowało, jest, uwaga, będzie niespodzianka :P, dwudziestolecie międzywojenne i w ogóle lata 20. Po pierwsze Nałkowska i jej "Niedobra miłość" (kto pozwala czytać takie książki trzynastolatce?? czytałam chyba z 5 razy..) i słowa, które są ze mną od zawsze - "człowiek każdy jest możliwy". Nałkowska mistrzyni słowa. Bo oto już w wieku trzynastu lat dostałam po twarzy prawdą, że w człowieku jest wszystko, tylko okoliczności decydują o tym, co wyskoczy jak królik z kapelusza... I mówienie- ja nigdy, ja przenigdy, w ogóle ... to jest tylko głupie teoretyzowanie. Umówmy się, że " tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono" (Szymborska) ...

Czytałam namiętnie też Faulknera i Fitzgeralda, tego drugiego przeczytalam wszystko, co zostało wydane w Polsce i po głowie tłucze mi sie myśl z opowiadania "Świt kwietniowy" - "są różne rodzaje miłosci, ale żadna miłość nie powtarza się dwa razy"... Przeczytane jeszcze przed osiemnastką Faulknerowskie "Dzikie palmy" nauczyły mnie, że "Miłość i cierpienie to jedno i to samo; wartość miłości mierzy się sumą, jaką trzeba za nią zapłacić i zawsze jeżeli to wypada zbyt tanio, to znaczy, że człowiek oszukuje sam siebie."
Natomiast prawdziwą miazgę zrobiła ze mnie nieco późniejsza pisarka, M. Kuncewiczowa, swoim "Tristanem 46". Pisałam o tym już kilka razy.Ja mam tę książkę w stanie takim, że każda strona jest osobno. Dla mnie opowieść o Michale i Kasi jest absolutnym punktem odniesienia, jeśli chodzi o historie miłosne. Po tej książce już nigdy nie byłam w stanie uwierzyć, że miłość może być szczęśliwa, że może się udać coś tak ulotnego ..;)

Pomijając spojrzenie na kwestię uczuć, to co przeczytałam do dwudziestego roku życia zrobiło mnie taką, jaką jestem. Nie lubię na przykład rozbuchanej kobiecości, kolorowych sukienek i rozkminiania jaki to mam dzień cyklu i cóż to on mi przynosi ;) Nie lubiłam nigdy swojego ciała i nie bardzo miałam pojęcia co, lubi, a czego nie.
A potem nagle to odkryłam.
I wiele odkryć poczyniłam przy okazji. Także to, że potrafię być powściągliwa i potrafię powiedzieć stop wielu rzeczom. Ale jednej nie potrafię.
Umiem nie jeść, nie pić, ćwiczyć, znam sto rodzajów ciemności, których się nie boję. Jestem boleśnie konsekwentna i bezboleśnie przyjmuję wiele ostrych słów.
Umiem okłamać siebie i innych, potrafię odmówić tego, czego pragnę, potrafię czekać długo, jeśli trzeba i naprawdę niewielu rzeczy się boję.
Ponieważ zawsze wydawało mi się, że panuję nad wszystkim w moim życiu...
a

wczoraj wyciągnęłam płyty ze starymi zdjęciami, dwie godziny ogladałysmy z Lu foty i filmy z jej wczesnego dzieciństwa, z mojego i T ślubu, z czasów jeszcze wcześniejszych. Po którymś tam zdjeciu Młoda mówi- nie rozumiem tego, na tych wszystkich zdjęciach wyglądasz zupełnie inaczej, niż teraz. Zażartowałam, że się zestarzałam, ale Łucja nie odpuściła. Drążyła i drążyła .. Aż.
Wiem!! Na tych zdjęciach masz take grzeczne i smutne oczy...
Na wszystkich. A najbardziej na tych ze ślubu. Serce mi się ściska jak na nie patrzę. Są śliczne, ale bije od nich smutek.
Nie, nie chodzi o to, że byłam nieszczęśliwa.
Nie umiałam być szczęśliwa.

Umiem oprzeć się pokusom, wszystkim, prócz tej jednej. Prócz bycia szczęśliwą.

Przez lata po omacku szukałam czegoś, co mnie dopełni, a dopełniając pozwoli cieszyć.
Teraz już wiem. I teraz już znam.
W moim życiu zdarzyło się wszystko. Mimo, że wiele przede mną niespodzianek, te najważniejsze już mi się stały.

Tak jak przeczytałam już wszystkie najważniejsze książki.
Spotkałam najważniejszych ludzi. I miłość.

ach miłość, zatem moja ukochana piosenka Amy W.


Komentarze

Przepiękny, niezwykły wpis.
Czytam trzeci raz.
Nie mam nic do napisania, jakaś wymyta w środku jestem, Wer pyta mnie o wzór na obojętność, to znaczy objętość:)
J. pisze…
Magda, Ty mnie tu nie zawstydzaj.

A wzoru na obojętność nie ma;-) bo ona mija a jak ująć formalnie cos tak ulotnego??:P

Całus. Uwielbiam ze tu zaglądasz :-)
synafia pisze…
Tak sobie czytam i myślę... że na szczęście też trzeba umieć sobie pozwolić. Ale trzeba je też umieć, że tak powiem, odpowiednio zdiagnozować ;) Jak często pozwalamy sobie na coś, łudząc się tylko, że to szczęście...

Zastanawiam się, co mnie ukształtowało w dzieciństwie. I cholera, obawiam się, że to był Ignacy Borejko :P ;)
J. pisze…
ja tam nie wiem
nie diagnozuję
wiem kiedy jestem szczęśliwa, a kiedy nie :)
że tak powiem, ostatnio bywam coraz częściej :))

:*:*
Emma Ernst pisze…
Jak to dobrze, że to wszystko Ci się przydarzyło :)
Nie wiem, czy dobrze, że już, ale na pewno dobrze, że w ogóle. Bo równie dobrze mogło nie. I co wtedy? Kim byś wówczas była? Mędrkować nie mam zamiaru, bo i co można wiedzieć o czyimś życiu, ale ja widzę bardzo dodatni bilans. Spory kapitał zgromadziłaś... Przypuszczam, że to się nie może zmarnować... :)

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…