Przejdź do głównej zawartości

kwestie ogólne


Łucja znalazła swój ulubiony przedmiot szkolny i nie jest to WF. Jest to angielski :P Więc z zapałem wyłapuje słówka, zwroty i glupoty, śpiewając na całą paszczę Ajm a STARY monster ...
talenty językowe to u nas sprawa rodzinna ;))

wyżej wspomniana córka przyniosła dziś swój ogromny sprawdzian (8 stron zadań chyba) i rzecze - jestem genialna, tylko mam jedno zadanie nie zaliczone. Paczę a tam notka pani, że nie zalicza zadania, bo Lu dawała spisywać zadanie Mariannie. Noł łej córko, mówię. trochę egoizmu, oraz rozsądku... Bo tak naprawdę to nie wiem czy ją zjebać, czy pochwalić :P

mój stary gruchot, czyli kochana micra, znarowił się soczyście i nie pali jak jest wilgoć, pominę opowieść grozy, którą mi zgotował w ten sposób, alem się zawzięła. Poszłam do kolegów programistów, którzy mają niestety, zbyt nowe auta, ale jeden mówi, kup nowe przewody WN. No to kupiłam. Ba! wymienilam jeden tymi ręcami, jutro wymienię 3 kolejne, bo jeszcze ręka mi drży z wrażenia. Wniosek? Ja sobie nie  poradzę?? Ja ??!! :P

życie jest może i proste
a może nie
wszystko mamy w głowach i nawet jeśli czasem jest tam wielki burdel, to wiem, że dam radę. Bez względu na wszystko. Mam od kilku miesięcy głębokie przekonanie, że będzie co ma być, a ja to przyjmę.
koniec kopania się z koniem
resztki filozofowania, resztki psychologizowania
oczyszczę :P

Komentarze

broszki pisze…
Moja milosc do angielskiego zaczela sie w wieku Twujej Lu i objawila sie maniakalnym powtarzaniem Mazi lajks kloks. Potem sie zapatrzylam w kolejne panie anglistki i pooooszlo! Tak wiec uwazajcie ;)
Brombie pisze…
Gluś też rozkochan w angielskim. Ostatnio przyszła i mówi, że poznała nowe słowo; "kiczort". Ke???-pytam. No, pani tak ich uczyła: "googd morning, children! Good morning, Kiczort...." Dobre, nie?
synafia pisze…
No ależ dumna jestem z Ciebie, nawet nie wiesz, jak bardzo! :)
Ina Leff pisze…
Świetne nastawienie ;) Zazdroszczę ;P
Emma Ernst pisze…
Hej!
Dżej!
Dawno czegoś równie optymistycznego nie czytałam :))

Popularne posty z tego bloga

czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…