Przejdź do głównej zawartości

o niczym

pomyślałam wczoraj nad deską do prasowania, że czas mi jakoś przyspieszył

i nie wiem wcale, czy ma to związek z tym, że się starzeję, że dziecina mi dorasta, czy może z tym, że naprawdę ciągle jest mnóstwo rzeczy do zrobienia?
no a samo się nie zrobi, jak słusznie mawia Ewa Ch. :)

więc gonię, tak naprawdę to może nie gonię, ale gonią mnie myśli w tyle głowy, że to, że tamto, że w poniedziałek Młoda ma konie do 19, więc pojechać trzeba po nią i wrócić i nakarmić i potem nagle jest 21.30 ..
we wtorek od 16 do 17.30 szermierka więc z wywieszonym jęzorem lecę po spoconą Dziecinę, która akurat między 17.30 a 20.30 ma najwięcej energii, więc ćwiczy jeszcze w domu, skacze i dostała ostatnio zeszyt, ze zdjęciami swoimi jak wygląda prawidłowa postawa, ręka, noga, głowa ... Trener nie odpuszcza. Poza tym do 25 musimy zrobić badania lekarskie u lekarza sportowego (WTF??) bo Młoda będzie występować na zawodach w barwach AZS AWF. No i zawody są głównie w Niemczech.. No i dres szermierczy kosztuje 700 zł, a floret 300 prawie... Chwilowo mam nadzieję, że moje dziecko nie będzie wybitne w tej dziedzinie sportu :P
W czwartek też szermierka, dzisiejszy trening kończy się o 17.30 więc Luśka nawet zdąży zjeść turbo szybki obiad w domu... Dziś ma jeszcze (na szczęście w czasie świetlicy!) kółko informatyczne i gry planszowe. A w poniedziałek kółko szachowe... Wczoraj Młoda podeszła do tablicy z rozpiską zajęć dodatkowych i mówi- może sobie coś JESZCZE znajdę ... 
Zabroniłam stanowczo :)
 Ja, prócz latania po Nią, sprzątam, prasuję, gotuję i chodakuję. Od ćwiczeń jestem już uzależniona,  Poza tym, na szczęscie, nie pilnuję nauki Młodej, co czasem boleśnie odczuwa :) No, ale, ustaliliśmy, że ja już szkołę skończyłam. Poza tym moi rodzice byli nader ingerujący, więc ja postanowiłam odpuścić i pozwolić dziecku wziąć odpowiedzialność za swoje sprawy. Pisałam już o tym kiedyś. Ale to wprost niewiarygodne jak bardzo dzisiejsi rodzice biorą odpowiedzialnosć za lekcje i za naukę, na siebie. Jak psy pasterskie :P Jestem w nieustającym szoku i często gadamy o tym z Brommbą :)) Ja powiedziałam kiedyś głośno, ze nigdy Luśce nie sprawdziłam pracy domowej. NIKT mi nie uwierzył. Rodzice śmiali się (na zebraniu ) jakbym zapodała świetną anegdotę. :D Moja aktywnosc ogranicza sie do podpisania informacji w dzienniczku. I, co pewnie nikogo nie zdziwi, są to głównie pochwały, ostatnio za aktywność i samodzielność Luśki...  A od czasu gdy raz zapomniała worka z butami i ciuchami na WF, bardzo uważnie tego pilnuje:D Sama :P

Więc czas.
Ucieka. Mam wrażenie, że mimo wszystko to jedno, jedyne dziecko dostaje go dużo. Praca, dom. Chciałabym teraz wiecej dać sobie. Czuję że mi to dobrze zrobi. Czuję że tego chcę. Teraz dać sobie cos fajnego :)

A tu weekend (nieustanne wyjazdy też pochłaniają czas:P):





:)

Komentarze

fischerwoman pisze…
Mam dokładnie to samo!!!! Nie mam czasu wyjść pobiegać, to dzisiaj o tym śniłam- śnił mi się lekki trucht bez zadyszki i zmęczenia - lekka jak piórko, widać mój mózg daje znać,że czas pobiegać :) A mój tydzień może nie wygląda tak samo, ale również gonię :( Wczoraj: praca do godz.15.00, odebrałam Bartka, szybka jazda do domu nas szybki obiad, bo na 17.00 pojechaliśmy na taekwondo. W czasie treningu B. skoczyłam do marketu na zakupy, dalej odebrałam dziecko z treningu, zawiozłam do domu, zrobiłam kolację, położyłam dziecię spać i jeszcze na 20.20 pojechałam na basen na zajęcia - wróciłam o 21.30 i padłam. Dziś mam podobnie, R. w delegacji więc sama wszystko ogarniam... W kwestii niepilnowania dzieci jesteście (Ty i Bromm) niedoścignionym wzorem, nie wiem, czy mi się z synem tak uda... Teść trzepał zeszyty R. codziennie, mnie nikt nie pilnował, ja też bym tak nie chciała...
synafia pisze…
Coś jest z tym czasem. U mnie to samo.

Tylko jeszcze jestem z tych rodziców nadopiekuńczych, znaczy się - pilnuję, żeby dzieć odrobił lekcje ;) Ale może kiedyś się oduczę ;)
J. pisze…
Dziewczęta- każdy postępuje według własnych zasad :)
Gdyż każdy ma swoje życie.

Dla mnie to też, choć nie przede wszystkim, kwestia zaufania do Dziecka. Wszak jest na tyle dojrzałe że poszło do szkoły, więc dojrzało tez do konsekwencji tego pójścia jakim są lekcje, pamiętanie o WF i prace domowe. Dla mnie to również sprawa samodzielności, ponieważ uważam, że wspólcześni rodzice krzywdzą dzieci swoją nadopiekuńczością i wyręczaniem we wszystkim. Mnie to przeraża.

I to jest tak jak pisał Juul- dopóki nie dasz dziecku odpowiedzialności, tak naprawdę, z następstwami, to ono nie stanie sie samo z siebie nagle odpowiedzialne i nie weźmie na siebie ani obowiązków, ani niczego.
synafia pisze…
Mnie się Juul bardzo podoba. Tylko średio wychodzi mi wcielanie jego tez w życie ;) Defekt mam jakiś czy co ;)

fischerwoman pisze…
No właśnie, łatwo powiedzieć, trudniej wcielić w życie, ale mam nadzieję, że dam radę. Na razie trenuję na plecaku na taekwondo i basen - sam musi spakować i zabrać, o!
J. pisze…
ależ ...

chodzi tylko o jedno- Rodzic musi być gotowy :))
Więc praca nad sobą, drogie Panie :)))
Emma Ernst pisze…
Dajesz sobie coś fajnego: szczęśliwe dzieciństwo Luśki. :)
Ale widocznie nadeszła pora na inne ,,coś fajnego". I słusznie, w końcu kiedyś trzeba przeciąć pępowinę. Niektórzy rodzice plączą się w niej całe życie, a to dla dziecka koszmar ;P

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …