Przejdź do głównej zawartości

czasem myślę, że życie to sekwencja przypadkowych zdarzeń  w przypadkowej kolejności, które spotykają nas nie wiadomo czemu
ale wszyscy dokoła mówią, że to ma sens, więc wczoraj, jadąc samochodem wiele godzin spróbowałam poszukać tego sensu. Poszukac, bo czy znaleźć, to nie jestem pewna.

Otóz centralnym punktem, wokół którego kręci się od jakiś trzech lat moje życie jest/ był M. Jakbyśmy na to nie spojrzeli - spotkałam go i pokochałam. Sensu w tym za grosz, ale tak się stało. Złamałam obietnicę, przysięgę małżeńską i pozwoliłam sobie na tę miłość. Bo przecież była ona moją decyzją i moim wyborem... Gdyby nie była, to nie istniały przysięgi i obietnice, zakładające, że uczucia i emocje są pod naszym panowaniem i są kwestią naszego wyboru.
Szukałam długo i pracowicie sensu tej historii. Staram się zrozumieć- dlaczego ?

Nadal nie wiem :) wiem, że sekwencja pewnych zdarzeń doprowadziła do tego, co jest. A ja tego nie oceniam. Oceniałam, wiłam się w męczarniach, samookaleczałam, wyzywałam od najgorszych, plułam, szarpałam, płakałam. Dziś po prostu jestem.

To, że spotkałam M sprawiło, że świat mi sie wywrócił, ale miało też konsekwencje całkiem konkretne. Spotkałam go mniej więcej w okresie, gdy intensywnie myślałam o drugim dziecku. Dziś mam pewnosć, że drugiego dziecka nie będę juz miała. Nie czas i miejsce na tłumaczenia, ale tamta chwila już minęła i nie zdecyduję sie w tej sytuacji na dziecko.
Myślałam, że wiem o sobie wszystko- nie wiedziałam... Wiedziałam żenująco niewiele. Byłam przekonana, ze da się kontrolować życie i ludzi. Nie da się.
Schudłam i nieco zmarniałam. Na początku robiłam to, bo chciałam sie podobać, ale potem zrozumiałam, ze nawet jak zostanę Angeliną Jolie to nie dostanę wzajemności. Dziś ćwiczę bo to kocham.
Nabrałam siły i pewności. Można mnie zranić, ale trudno to zrobić. Trudno mnie drasnąć, bo nie zbliżam sie już do ludzi. Przestałam potrzebować ich obecności.
Zrozumiałam, że pewne rzeczy traci się na zawsze, a pewnych już nie chcę przeżywać.
Świadomie unikam słów, sytuacji, myśli.
Przyjęłam wiele ciosów, przyjmę i następne, wiedząc, że ktoś zabrał sens moim nadziejom i pragnieniom. Nie chcę ich więc już.
Nie dramatyzuję i nie histeryzuję....

I nie umiem opowiedzieć tego, co mnie spotkało. Bo chyba to nadal dla mnie zbyt wiele. Dziś każde z nas ma swoją rodzinę i swój świat. I mnóstwo, jednak, pretensji. I niespełnień.

Jeśli winna jestem przeprosiny, to tylko sobie. Poniosłam konsekwencje. Być może mogło być gorzej. Ale nikt nie wie, jak się czuję. Usłyszałam wiele słów i ostrych ocen. Spalił się we mnie cały świat. To dostateczna kara.


“ Nie pa­miętam nic tak gorzkiego, co dałoby się porównać z tym, że za­kochałam się w człowieku, który nig­dy mnie nie kochał. ”

— Valérie Tasso

***

Ale to w sumie strasznie banalna historia, nie ??

Komentarze

Brombie pisze…
Jezu! To już 3 lata? Aśku, od trzech lat marnujesz swój czas i energię. Bez sensu. Ciekawe, że ktoś taki, jak M. może mieć taki wpływ na ludzi. Niepojęte. Nie obraź się. Wiesz, że bywam szczera do bólu. Wolę być taka, niż kłamać dla świętego spokoju.
J. pisze…
no..3 lata :)

Nie obrażam sie :*:*
uwielbiam Ciebie i Twoją szczerość

a sytuacji sama nie rozumiem :)
Ja dowiedziałam się po sześciu latach.
Zazwyczaj nie chodzi o tę miłość ani o tego kto wzniecił pożar, tylko o to co powstało (powstanie po latach)z popiołów.
Jeżeli wciąż podtrzymuje się żar i nie pozwala popiołowi całkiem wystygnąć, to prawdziwa zmiana nie przychodzi. Widoczne są tylko kosmetyczne korekty.
Wiem jak strasznie ciężko jest pożegnać się ze sobą "rozmiłowaną". Ciężej niż z ukochanym ....
Buziaki!
J. pisze…
Magdo :)))

jak zwykle masz rację :*:*

Ja przeszłam ten etap o którym piszesz:)) Na szczęście :)
Emma Ernst pisze…
Myślę, że stało się właśnie tak, bo potrzebowałaś wiedzy na swój temat. Taka miłość to rodzaj samopoznania - też. A że niesie udrękę to już inna sprawa. Czemu właśnie on? Może to tylko chemia? Szczerze mówiąc w przeznaczenie wierzę mniej niż w feromony ;))
Ale to nie jest prawda, że nie zbliżasz się do ludzi, bo właśnie z powodu tego doświadczenia stałaś się dla mnie kimś bliskim. To daje jakieś pokrewieństwo dusz. I wyobraź sobie, że wczoraj pod prysznicem (! :D ) sobie o Tobie przypomniałam i ta myśl mi przyszła do głowy: o pokrewieństwie i zastanawiałam się jak Ty to widzisz. Na razie nie widzisz, ale z czasem, jak już tamto się bardziej rozpłynie i rozmyje... :)
synafia pisze…
Nie banalna. Bardzo smutna za to.

Wiesz, ja się z Tobą trochę nie zgodzę, że my mamy wpływ na swoje emocje, uczucia. Nie mamy. Przysięgamy się kochać, ale to kochanie to jest - moim zdaniem - coś trochę innego niż odczuwanie emocji. To postawa wobec drugiego człowieka. Świadoma postawa - i na tym opierają się przysięgi, bo na to mamy wpływ. Ta postawa rodzi się z emocji - zakochania, ale z czasem zaczyna się ugruntowywać na wielu innych rzeczach. Ale jeśli pojawia się uczucie do kogoś innego - co wtedy? Nie oceniam Cię, J., bo mi się to nie zdarzyło. I bardzo nie chcę, żeby mi się zdarzyło. Wyobrażam sobie, że to musi być męczarnia :( Dla mnie chyba tak właśnie by było.

Dlatego przytulam Cię bardzo mocno. I jestem.

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …