Przejdź do głównej zawartości

..

i tak chyba właśnie jest
codziennie od nowa to samo, ten sam zaciek w łazience (oczywiście mieliśmy go zamalować w wakacje..), nieustannie zachlapane lustro o poranku i lekki foch że skarpetki/bluzka/ rajtki...
to samo codzienne obiecywanie sobie, że jutro wcześniej wstanę, zdążę ugotować jaglankę i ze spokojem pomaluję oko
to samo przekonanie, że zakończę to, co dla mnie złe na rzecz tego, co mnie rozwija.
Codziennie budzę się z tak samo nieprzytomną głową i czuję ten sam ból mięśni (w zależności od tego, którą partie ćwiczyłam poprzedniego wieczoru) i wykonuję te same czynności.

Codziennie wieczorem obiecuję sobie lepsze jutro. Mniej tego, więcej tamtego... A potem wpadam w szpony życia i robi mi się wszystko jedno. Chodzi o to, żeby przeżyć. Są, oczywiście, tacy (Synafio, jeśli tu zajrzysz, muszę Ci sie przyznać, że kocham to łacińskie Sunt, qui..) którym udają sie spektakularne przemiany i wielkie sprawy. Ale rzadko. I nie wszystkim.

Dziergam to swoje życie, z coraz większa pokorą i świadomością, że innego nie będzie. Kogo wpuszczę, kogo nie wpuszczę, pokocham, odsunę. Tyle mogę, choć czasem nie ja decyduję. Czasem decyduje okoliczność, chwila, światło i muzyka.Nie mam wpływu na tę rzekę. Czasem myślę, że coś lezy w mej mocy. Ale tak nie jest. Czasem obiecuję sobie zmiany, ale zamiast wprowadzać zmiany szukam wyjsć z nowych, nieplanowanych sytuacji.

Życie mija.

W tym banalnym zdaniu kryje sie cała niemoc i całe piękno życia. Mija nam. To, co chcemy zmienić i czego nie zmienimy. Zaciek w łazience, zachlapane lustro o poranku, codzienny foch.

Pewnego dnia się kończy. Zanim zdążymy zamalować, umyć, pocieszyć. 

niedokończone, niedopracowane, w środku wydarzeń

każde się kończy,
jak mawiali starożytni o godzinach- wszystkie ranią, ostatnia zabija

i chyba jedyne, co mogę, to przyjać to, zaakceptować i żyć.

Póki mogę.

Komentarze

fischerwoman pisze…
Nie wiem kiedy, ale Ty jeszcze zaprowadzisz rewolucję w swoim życiu. Może nie za rok czy dwa, ale za 10-15 na pewno. Bedziesz miała po kokardę zacieku w łazience, zachlapanego lustra i focha. Pójdzie w długą.
Emma Ernst pisze…
Nie uda mi się błysnąć jakąś celną sentencją. :(
Też sobie obiecuję, myślę, że już wiem, o co chodzi, ale nic nie wiem.
J. pisze…
Emmo- ja codzienne mam nadzieję złapać pana Boga za nogi, a nawet nie udaj mi się powąchać Jego pięt :P

Fischer- ja to się boję, że rewolucje mi nie służą :*:* :)
fischerwoman pisze…
A ja myślę, że Ty bez rewolucji żyć nie możesz, że z Ciebie taki niespokojny duch, co tylko pod jeden pantofel nie wejdzie :)
J. pisze…
wiesz, mnie to martwi że ja mam taką naturę, wolałabym inną ..
Taką spokojną, taka correct... Tymczasem, faktycznie, jak tylko czuję zew przygody ... :P

Poza tym, głupia jestem jak but. I nakopcie mi mocno :*:*
Ale przecież każda rewolucja kończy się stagnacją.
Ale przecież każde zakochanie kończy się i przechodzi w .....
Każda przygoda staje się tylko wspomnieniem.
Każda nowość staje się znaną zwyczajnością.
Więc?
Nie masz wpływu na rzekę, ale masz wybór, czy rzucisz się w nurt, czy będziesz patrzeć z brzegu. Jak rzeka upomni się o Ciebie, nie będziesz miała wątpliwości. Cała reszta, to igraszki myślowe.
Zaakceptować i żyć. To wcale nie wyklucza zmiany.
Być może jest zupełnie inaczej :)

J. pisze…
zmiany nie wyklucza i ja w sumie nie o zmianie chciałam

chciałam o nieuchronności i bezcelowości :P aczkolwiek chyba nie wyszło
o niemożności, którą jestem
o zaplątaniu, mimo wszystko, splątaniu wątków, losów i włosów :P

i chyba najmniej o miłości
a moze jest całkiem inaczej ?
:)
słodko-winna pisze…
ilekroc czytam Cie tym glosniej wola do mnie glos:zobacz jaka zabiegana i dzielna, a ty kolejne ciasto pieczesz i polegujesz na kanapie. A przeciez dziec na studiach wiec spelnij te grozbe o wzieciu sie za siebie. Moze zacznij od codziennej porcji cwiczen, ale czy Ewa Ch. Jest dla tych nieruchliwych co to nie sa maszynami do cwiczen i czy nie wyziona ducha?

Popularne posty z tego bloga

a potem

"To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone;nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy. ”

— William Faulkner
ta miłość była wyborem głupim, złym, nieodpowiednim, ale wyborem
pamiętam ten dzień w styczniu 2012 roku, w którym podjęłam decyzję świadomość błędu przyszła nieco później, jeszcze później wymiatałam z progów rozpaczy swoje złudzenia i nadzieje.
od dłuższego czasu nie umiemy już ze sobą rozmawiać, od nieco krótszego nie utrzymujemy kontaktu. Trzeba było kilku miesięcy i tytanicznej pracy nad sobą, żeby to w sobie ułożyć, może nie zrozumieć, bo nie ma wytłumaczenia. Ale poskładać, posprzątać.
wszyscy (świadomi i mimowolni) świadkowie tej historii odetchnęli z ulgą
życie toczy się dalej, bo przecież nie mogłoby stać sie inaczej w międzyczasie wydarzyło się wszystko to, co musiało się wydarz…

I rad jestem, że są przestrzenie na świecie/ Bardziej niewiarygodne, niż miedzy mną a Tobą...

to ja dziś będę się dziwić pozostawać w swym zdziwieniu będę, ale życiowe rozkminy zawsze prowadzą mnie na dziwne manowce
otóż rok temu, 4 maja, siedziałam gryząc pazury z ekscytacji- co też M wymyśli na moje urodziny... Serio.  Oczywiście następnego dnia okazało się, ze nie wymyslił nic, a ja czułam się żałośnie, z każdym rokiem coraz żałośniej
doprawdy nie mogę dziś pojąć, czemu i po co robiłam sobie taką krzywdę, ale wiem już na pewno, że te czasy minęły i nie wiem, czy są przestrzenie na świecie bardziej niewiarygodne, niż między nami (że skorzystam nieco z tekstu piosenki). Wiem za to, czego w życiu nie chcę, unikam i od czego ucieknę. Nie znaczy to, rzecz jasna, że jestem mądrzejsza. Bo chyba tu zawsze mam constans, trochę nabędę mądrości, trochę jej stracę, bilans mam na zero...
Dzień przed urodzinami mogę powiedzieć, że już nie czekam. ani na zmiany, ani na niespodzianki, ani na nic. Mam wszystko. To też jest dziwne, bo rok temu uważałam, że nie mam nic, skoro nie mam jego. O…
czasem mam wielką ochotę coś napisać, ale wszystkie słowa zostają we mnie
ściśnięte

czasem udaje mi się rozmowa, ale większość z tego, czym chciałabym się podzielić zostaje we mnie

wolę myśleć, że po prostu to taki czas i jeszcze skończy się to przeraźliwe osamotnienie
ale może tak się stać, że nie

łatwiej mi jest, kiedy miliony obowiązków zajmują mi głowę i ręce i kiedy daleko jestem od ludzi
uwieram samą siebie, ale to stan permanentny

chyba nie mam drogi ucieczki od tego, co się wydarza, po prostu przyjmuję
wiedziałam, że będzie trudno, ale nie doszacowałam chyba stopnia trudności
miałam kiedyś pewność, że dam radę, ale pewność mi się skończyła
to nawet zabawne, czasem

nie wiedzieć czy i jak zniesie się kolejny dzień
jakby się niosło coraz cięższy kamień

nie odwracam się za siebie, moja przeszłość to moja największa porażka