Przejdź do głównej zawartości

- Nie wierzę Ci - mówi Alicja.
- Nie wierzysz? – powtarza ze smutkiem Królowa. – Spróbuj jeszcze raz, weź głęboki oddech, zamknij oczy i uwierz.
Alicja śmieje się:
- Nie warto próbować. Tylko głupcy wierzą, że rzeczy niemożliwe mogą zdarzyć się naprawdę.
- Myślę, że po prostu brakuje Ci doświadczenia – odpowiada Królowa. – Gdy byłam w twoim wieku, ćwiczyłam przynajmniej pół godziny dziennie. Zaraz po porannej kawie próbowałam wyobrazić sobie pięć lub sześć niemożliwych rzeczy, z którymi mogłabym się zetknąć. Dziś widzę, że większość tego, co sobie wyobrażałam, stało się rzeczywistością. Dzięki temu zostałam królową.



Lewis Carrol, "Alicja w krainie czarów"


ostatnio ktoś zapytał mnie, czy zawsze muszę dostawać, to, czego chcę
"tylko głupcy wierzą, że rzeczy niemożliwe mogą zdarzyć się naprawdę" ..
cóż jednak
kiedy ze sfery niemożliwości przeciągasz je w sferę - dokonane, tracą nieco z uroku i objawiają inne oblicze
niemniej jednak, czasem myślę, że prawdą jest, że ograniczenia i granice są tylko w naszych glowach

o czym jest ten wpis?
trudno powiedzieć, bo przecież nie o miłości

może o tym, że świat jest jedynie taki, jakim go widzimy, że kolory nadajemy sami i że cholernie trudno wierzyć w niemożliwe. Chocby dlatego, że czasem nie my ustalamy granice.

Czy muszę dostawać to, czego chcę?
Tak. jak dziecko.
Jesli nie dostaję, codziennie rano próbuję wyobrazić sobie pięć rzeczy niemożliwych.

Jestem szczęśliwa.
Moglabym bardziej, inaczej, intensywniej.

ale jestem tak
zuchwale nieco, a czasem w ciszy
przerabiam niemożliwe w możliwe, nie drżą mi dłonie



Komentarze

fischerwoman pisze…
Każdy chciałby dostawać to, czego chce, ale rzeczywistość jest jednak inna. Ostatnie 5 wersów powtarzaj jak mantrę :)
J. pisze…
Fischer- rzeczywistość to sen wariata :*:*:*
synafia pisze…
Zaintrygowałaś mnie!
J. pisze…
Synafio- a siebie jak !!:))
synafia pisze…
Teraz się zastanawiam, czy z godnością udawać, że daję Ci prawo do Twej prywatności, czy też pisać do Ciebie wścibskiego maila ;)
J. pisze…
no weź, jakie prawo ???

Pisz, pisz :):):)
Przestraszyłam się.
O Ciebie, o siebie.
Widziałam niemożliwe, przetworzone w możliwe i czasami było szczęściem, a czasami tylko zwycięstwem uporu.
Najtrudniej jest chyba wiedzieć, co dla nas naprawdę najlepsze.
Dobrych rzeczy!
Ściskam!
J. pisze…
Ech Magdo, nawet nie wiesz jak trafny jest Twój komentarz ;-)

Uścisk.
Emma Ernst pisze…
Mi też nie drżą :)
J. pisze…
EMMA !!!

:*
Emma Ernst pisze…
Cześć, Sarenko :))
J. pisze…
Emmo:-) czekam na Twoje pisanie!

Popularne posty z tego bloga

widzę w sobie starość
w swojej twarzy widzę następstwa wszystkich decyzji, które podjęłam
nieuchronność i brak ratunku
inaczej nie mogłam postąpic
człowiek nie jest kowalem swego losu, wykuć może tylko cząstkę z tego, co umie, co obejmie sercem lub rozumem

dopiero teraz, dziś, od niedawna, widzę siebie we wszystkim, a nie widzę sobą

życie mnie kompletnie nie bawi, ale szanuję fakt, że je mam

o tym, że się porobiło

a bo jak szaleć to szaleć

wolałabym może szukać nowej chaty gdzieś w Trójmieście, tymczasem jednak postanowiliśmy poszukać w zapyziałym obecnym mieście
decyzja podjęta wczoraj, dziś już, po rozmowach z agentem, wiem, że lekko nie będzie, ale najważniejsze, żeby było tak, jak chcemy
i sprzedajemy działkę
i chyba nie mamy już nic więcej na sprzedaż, chociaż, kto wie.. ;)

kryzys wieku średniego okołourodzinowy ... pędzę od zmiany do zmiany, przesuwając tak zwane granice komfortu, sekunduje mi wiernie dziecko, które podjęło decyzję o zmianie szkoły

co jeszcze wymyślę, nie wiem, ale napływające czasem na skrzynkę zapytania, czy chciałabym wziąć udział w tej, czy innej rekrutacji, kuszą

no i tak

trzymajcie kciuki, żebym ogarnęła
i kiedyś się zatrzymała

i może

może to tak własnie jest, że tylko czas :)

niekoniecznie leczy rany, ale daje przestrzeń na oddech, na myśl, na kolejne kroki

i naprawdę nie wiem, jak stamtąd jestem tu :)
ale jestem

tu, gdzie oddycham głęboko, ale doceniając kazdy oddech
tu, gdzie mam swoje miejsce, ale ze swiadomością, że nie jest na zawsze
tu, gdzie mam przestrzeń, ale wiem, że podlega ona nieustannym zmianom

i naprawdę nie wiem, czemu ze zwariowanej na punkcie crossfitu wariatki stałam sie wielbicielką jogi i propagatorką pilatesu :P (jak pisze jedna z moich ulubionych blogerek -Życie to nie Simsy. Przestań atakować pasek postępu. Blog tu)
to znaczy wiem, że potrzebowałam do tego bardzo bolesnej kontuzji, co w efekcie prowadzi do jednego wniosku, że muszę solidnie dostac po dupie (no w kontekście mojego zerwanego mięśnia to dawet dosłownie :d), żeby zmądrzeć

jest to wniosek, w gruncie rzeczy mało optymistyczny, choć mówiąc serio, kiedy kazdy ruch kończy się i zaczyna bólem, wtedy człowiek zaczyna zastanawiac się, …